Retro trendy na sezon wiosna-lato 2019

Za oknami robi się coraz cieplej i w powietrzu czuć już niemalże nadchodzącą wiosnę – moją ulubioną porę roku. W tym sezonie w modzie powraca wiele trendów, które każda miłośniczka stylu retro może wprowadzić do swojej garderoby, aby w łatwy sposób być jednocześnie retro i na czasie!

Dziewczęce falbanki

Retro trendy

Modne będą ultrakobiece sukienki i całe stylizacje inspirowane lalkami – pełne falbanek, koronek, wielowarstwowe, w jasnych kolorach i słodkich, acz intensywnych printach (a więc groszki, kwiaty, gwiazdki). Pojawiły się one na wybiegu u Dolce & Gabbana, Erdem, Gucci, Marka Jacobsa, Molly Goddard, Rodarte, Simone Rocha, Valentino.

Dzierganki

Retro trendy

Moda na inspiracje z lat 70. nadal trwa. Tym razem w wielu kolekcjach królowały dziergane sukienki, bluzki i spódnice (m. in. Luis Vuitton, Michael Kors, Oscar De La Renta), często wykończone długimi frędzlami. Nadają się teraz nie tylko na plażę, ale również na codzień! Czas wyciągnąć szydełka!

Groszki

Słodki wzór w dorosłej, czarno-białej wersji pojawił się na wybiegach u Celine, Caroliny Herrery, Giorgio Armani i Jaquemus. Kropeczki stają się tu synonimem dojrzałej elegancji. Groszki na spotkaniu biznesowym? Czemu nie!

Apaszki na głowę

Retro trendy

Jednym z najmodniejszych dodatków będzie zdecydowanie apaszka zawiązana na głowie. Modelki miały je na sobie na pokazach marek Tom Ford, Michael Kors, Anna Sui, Kate Spade.

Możesz nosić ją jako turban, zawiązaną wokół głowy i szyi w stylu Jackie Kennedy, albo na karku, jak bandamkę. Jedwabny szal, najlepiej z kolorowym nadrukiem, pomaga ukryć rozwiany włos, uchronić fryzurę przed wilgocią i dodaje stylizacji szyku!

Rękawy z bufkami

Rękawy, które można było często spotkać w latach 30. a potem w 80. wracają do łask! Zaprezentował je m. in. Christian Siriano, Delpozo i Lanvin. Są one zwłaszcza korzystne dla osób, które mają figurę gruszki i chcą sobie optycznie poszerzyć górną część tułowia.

Pióra

Retro trendy

Akcesoria z piórami to prawdziwy hit wybiegów. Modne będą pióra strusie, pawie, a także marabuty.

Pióra pojawią się również na odzieży – bluzkach (jak na pokazie Dries Van Noten), sukienkach (Gucci, Marc Jacobs, Oscar De La Renta), czy nawet spodniach (Richard Quinn). Pióra dodadzą stylizacji zwiewności i szczypty dekadenckiego glamouru.

Postaw na kolczyki z piórami, a jeśli czujesz się bardziej ekstrawagancko – klapki na obcasie z piórami wreszcie są trendy!

Jak wam podobają się te retro trendy? Wprowadzicie któreś z nich do swojej wiosennej garderoby? Dajcie znać w komentarzach!

Opera za trzy grosze @ Krakowski Teatr Variete

Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete

Opera za trzy grosze – ryzykowne posunięcie?

Krakowski Teatr Variete specjalizuje się w moim ulubionym gatunku sztuki – kabarecie, musicalu, farsie. Po sukcesie “Legalnej blondynki” i “Chicago”, oraz ich muzyczno-tanecznych spektakli typu “Variete Film Show”, adaptacja bodaj najpopularniejszej sztuki Bertolda Brechta i Kurta Weilla to naturalny kierunek ewolucji. Jednocześnie „Opera za trzy grosze” jest nieco bardziej ryzykownym przedsięwzięciem niż ich poprzednie produkcje.

Myślę, że “Opera…” jest trudnym spektaklem dla kogoś, kto nie pasjonuje się teatrem i jego możliwościami. Efekt obcości, w którym Brecht się lubował, jest tu bardzo obecny – podkreślanie sztuczności sytuacji teatralnej, zwracanie się bezpośrednio do publiki, używanie tabliczek z tytułami piosenek. Wszystko to ma potęgować u widza poczucie, że akcja sztuki jest umowna i nie dzieje się naprawdę – liczy się tylko przesłanie. Przesłanie bardzo polityczne i bardzo bezpośrednie, a więc znowu – dość ciężkie dla widza przyzwyczajonego do lekkiej rozrywki.

Życie to cyrk na kółkach

Mówiąc o efekcie obcości, reżyser Jerzy Jan Połoński postanowił iść w swojej adaptacji o krok dalej – teatr jest tutaj nie tylko świadomie sztuczny. Teatr jest tu bardzo dosłownym cyrkiem. Ekipa postaci drugoplanowych ma czarno-białe kostiumy przywodzące na myśl klaunów albo mimów – między nimi króluje przyjaciel londyńskich żebraków, Jonatan Jeremiasz Peachum w czerwonym skórzanym surducie nadającym mu wygląd ringmastera. We wszystkich scenach przewija się też niemy (do ostatniej sceny) iluzjonista podający rekwizyty i wykonujący sztuczki i efekty pirotechniczne w ciekawy sposób nawiązujące do tego, co akurat dzieje się na scenie. A czego tam nie ma! Płonące obręcze, lewitujące laski, niemające końca serpentyny, karty… Moim ulubionym momentem było chyba żonglowanie w tle ceny gdy Mack desperacko próbuje znaleźć sposób na wydostanie się z więzienia.

Teatr (prawie) totalny

Niezwykle podoba mi się, że w spektaklu jest wykorzystywana cała sala, nie tylko scena. Doświadczyłam tego również na “Variete Film Show”, ale tutaj tym bardziej pasuje to do łamiącego konwencję Brechta. Aktorzy śpiewają z balkonów, tancerze biegają pomiędzy publicznością, a w którymś momencie prawie cała obsada po prostu siada na schodach i podłodze razem z widownią. To totalne podejście do spektaklu jako widowiska bardzo podnosi jego wartość. Mamy tu ciekawą choreografię (której autorem jest Jarosław Staniek). Humor czerpany jest nie tylko z tekstu ale również z fizyczności postaci, ze scenografii (za którą razem z kostiumami odpowiadała Marika Wojciechowska), a nawet z zabawy oświetleniem. Na scenie dzieje się bardzo dużo – chwilami może nawet trochę za dużo. Są momenty, gdy trudno skupić się na jednej konkretnej rzeczy. Gdy jedna osoba śpiewa swój song, grupa taneczna ma imponującą, skomplikowaną choreografię! Widzowi ciężko jest wybrać na czym zawiesić oko – bo wszystko jest tego warte!

Gdzieś już to widziałam…

Bardzo ciekawa była dla mnie też pewna intertekstualność tej adaptacji “Opery…”. Spektakl otwiera i przewija się później po scenie Narrator wyglądający jak skrzyżowanie klauna z Szalonym Kapelusznikiem oraz Królikiem z “Alicji w Krainie Czarów”. Orkiestra znajduje się na antresoli nad sceną, co przywodzi na myśl inscenizację “Kabaretu” z lat 90 (w reżyserii Sama Mendesa, jeśli nie znacie to koniecznie sprawdźcie!). Banda opryszków towarzyszących Mackowi ma na sobie kostiumy żywcem wzięte z “Mechanicznej pomarańczy”. A prostytutki z burdelu Jenny wyglądają, jakby wyskoczyły z adaptacji “Chicago”.

Kto to popełnił?

Co do obsady, to kompletnie powaliła mnie na łopatki Polly Peachum. To co Barbara Garstka robi na scenie jest wspaniałe, śmieszne, doskonałe wokalnie. Wspaniały jest też Piotr Urbaniak w roli policjanta Tigera Browna. Nie zdejmując okularów przeciwsłonecznych ani melonika mocno nasuniętego na czoło buduje swoją postać ruchem, głosem, postawą. Małgorzata Krzysica cudnie chwieje się na nogach i wyciska co się da z wiecznie podchmielonej, zblazowanej Celii Peachum. Warto też wspomnieć o Aleksandrze Konior grającej Lucy Brown. Jej duet z Polly to jeden z lepszych momentów musicalu pod względem połączenia humoru i kunsztu wokalnego.

Osobą, która wypadła w tym najsłabiej jest, co smutne, sam Macheath. W otoczeniu aktorów dających z siebie 120% (bo w tej adaptacji nie ma miejsca na subtelną grę aktorską) Rafał Drozd wypadł… trochę blado. Mack, niebezpieczny cwaniaczek-uwodziciel w białych rękawiczkach to rola, która wymaga charyzmy, której Drozdowi niestety tutaj zabrakło. Mam szczerą nadzieję, że to kwestia premiery, pojedyncza wpadka. W ostatecznym rozrachunku obsada jest naprawdę świetna, zaangażowana i “zżyta” z materiałem.

Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete
Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete
Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete

Opera za trzy grosze – czy warto?

Koniec końców, gorąco polecam wam odwiedzenie Krakowskiego Teatru Variete. Ich „Opera za trzy grosze” jest naprawdę, naprawdę warta dużo więcej groszy 🙂

Wszystkie obrazy pochodzą ze strony Krakowskiego Teatru Variete (Łukasz Popielarczyk / Krakowski Teatr Variete).

Wpis został edytowany aby poprawić drobne błędy. Poprzednia wersja zawierała wzmiankę o spektaklu „Broadway Exclusive”, który był spektaklem wystawianym w teatrze gościnnie.

NOIRVEMBER – Księżniczki noir – Ástor Alexander

noir princesses

Och, rzeczy które czasem można znaleźć na Tumblrze! Autor wyobraża na nowo disneyowskie księżniczki i pokazuje je jako główne bohaterki historii w stylu noir – co jest idealną rzeczą na kończący się właśnie Noirvember.

Ástor Alexander to malarz i ilustrator, który popełnił całkiem ciekawe ilustracje z Wiedźminem (w tym podobny zestaw w stylu noir!), Legend of Zelda, Pokemonem (serio) i innymi, jak również przepiękne oryginalne prace w stylu retro. Koniecznie sprawdźcie jego inne prace

Jeśli chodzi o ten zestaw, to niezwykle podoba mi się wykorzystanie kolorów z oryginalnych projektów postaci przy jednoczesnym zachowaniu dużego realizmu. A tytuły brzmią tak intrygująco!… Moją ulubienicą jest chyba Bella z „Pięknej i Bestii” w swoim błękitnym zestawie spodni i kamizelki.

Noir Princesses
„Panna Śnieżka i siódemka wyjęta spod prawa”
„Pocahontas. Prywatny detektyw”
Noir Princesses
„Długi sen”
„Dama z Henan”
Noir Princesses
„Córka chrzestna”
Noir Princesses
„Arabski napad”
„Cienie Nowego Orleanu”
Noir Princesses
„Rozbój na pełnym morzu”
Noir Princesses
„Łowca bestii”

Oryginalny post na Tumblrze

Plakaty na Society6

Który obraz jest Waszym ulubionym? Którą z tych historii najchętniej byście przeczytały/obejrzały? Podzielcie się faworytami w komentarzach! 

Sprawdźcie moje posty z okazji Noirvember z poprzednich lat!

Panterka jako kolor neutralny

leopard print is the new neutral

Panterka została okrzyknięta jednym z najgorętszych trendów na jesień 2018 i z tego powodu nie posiadam się ze szczęścia. Nie jestem wielką fanką minimalizmu, więc kiedy noszę wzorzyste tkaniny, pragnę dramatycznego efektu. A zwierzęce wzory są dramatyczne!

Panterka to jedna z takich rzeczy, do których musiałam dojrzeć. Jako młoda dorosła osoba nosiłam niemal wyłącznie gładkie kolory i wprowadzanie wzorów do mojego ubioru było dla mnie problemem. Tym większe było mje zdziwienie gdy nagle w mojej szafie znalazły się panterkowe pantofle, szaliki, bluzki, sukienki… 

Jak nosić panterkę na co dzień?

Świetnym sposobem jest zaczęcie od pojedynczych akcentów – szal czy kołnierzyk który można nosić z kardyganem to świetne sposoby na dodanie do stylizacji odrobiny pieprzu! To też dobry sposób na urozmaicenie stroju gdy nasze miejsce pracy nie pozwala na ekstrawagancję panterkowej sukienki czy koszuli. Jeśli chodzi o akcesoria, jestem szczególną fanką butów w panterkę i tęsknię za ciepłymi wieczorami, kiedy mogłam się tak ubrać!

sukienka: H&M
buty: New Look

Można urozmaicić ten trend stosując panterkę w różnych kolorach – lub nawet mieszając ze sobą różne kolory tego samego wzoru w jednym ubiorze, jeśli czujecie się odważne (tak jak ja).

leopart print faux fur
Collectif Clothing – Pietra Leopard Faux Fur Collar Cardigan
leopard print dress
Miss Candyfloss – Vivianne-Lou – Leopard swing dress
silver leopard print dress
Vivien of Holloway – Jezebel Silver Leopard Bust Dress

Zara – PLISOWANA APASZKA W PANTERKĘ
Zara – PASEK Z NADRUKIEM

A jeśli jesteście zainteresowane historią wzoru w panterkę, możecie kupić książkę „Fierce! The History of Leopard Print” napisaną przez Jo Weldon z New York School of Burlesque.  Dzięki żywej narracji, pełnym różnych informacji marginesomi wspaniałym zdjęciom, „Fierce” to pozycja obowiązkowa zarówno dla projektantów jak i i fashionistek wszelkiego rodzaju! 

Fierce. The History of Leopard Print by Jo Weldon

Macie w szafie jakąś panterkę? Jakie są wasze ulubione akcesoria lub ubrania? Jak nosicie panterkę na co dzień? Podzielcie się swoimi wskazówkami w komentarzach!

Post zawiera linki partnerskie. 



Wishlist Wednesday

Jest środa życzeń, czyli Wishlist Wednesday! Postanowiłam wprowadzić nowy rodzaj posta 🙂 Będę się dzielić z Wami moimi ulubionymi ubraniami i dodatkami ze sklepów retro. Pewnie nie uda mi się tworzyć listy regularnie co tydzień, ale zachęcam Was do zapoznania się  🙂

Dzisiejszym motywem przewodnim ewidentnie są kolory – czarny i czerwony, dwa z moich ulubionych.

Macie swoje typy?

Wishlist Wednesday

Wishlist Wednesday

  1. Vivien red glitter hoop earrings, Bow & Crossbones
  2. 1950s rose embroidery patchwork dress, Retro Stage
  3. Juliet wine harness bra, Playful Promises
  4. ‚Berrie’ burgundy bomber jacket, Lindy Bop
  5. 50’s blossom bow top in deep red, TopVintage
  6. Czarne czółenka, Deichmann

RECENZJA BEAUTY – Kat Von D Everlasting Glimmer Veil Liquid Lipstick

Uwielbiam brokatowe usta. Po pierwsze dlatego, że jestem totalnie od brokatu uzależniona, a po drugie, bo nic tak nie podkreśla ust na scenie jak odrobina brokatu. Standardowym trikiem artystów burleskowych jest nakładanie matowej szminki, kleju do brokatu, a następnie sypkiego brokatu kosmetycznego. Jednak kiedy zobaczyłam nowe brokatowe pomadki od Kat Von D – Everlasting Glimmer Veil – postanowiłam ich spróbować.

Kat Von D Everlasting Glimmer Veil

to absolutnie nie są wszystkie pomadki, które posiadam

Kosmetyki Kat Von D są reklamowane jako cruelty-free i w 100% wegańskie. Pomadki nie zawierają parabenów.

W Polsce kosmetyki Kat Von D są dostępne tylko w drogeriach Sephora i tam kupiłam swoje. W sumie dostępnych jest 9 kolorów. Nie wszystkie moim zdaniem są trafione. Ostatecznie wybrałam dwa – Televator, fioletowy odcień o różowym połysku, oraz Razzle, intensywną magentę również z różowym połyskiem.

Kat Von D Everlasting Glimmer Veil

Televator (na górze) & Razzle (na dole) w naturalnym świetle. Moje ręce musiały się naprawdę trząść gdy je nakładałam.

Zalety

Po nałożeniu pomadka dość szybko zastyka i zostaje na miejcu. Nie zostawia też dziwnego posmaku na ustach. Po wyschnięciu nie rozmazuje się i w sumie nie wymaga poprawek, chyba, że zje się coś tłustego.

Kat Von D Everlasting Glimmer Veil

Televator (po lewej) & Razzle (po prawej) w naturalnym świetle. Chwila szczerości – wygładziłam sobie trochę skórę na zdjęciach, bo jestem próżna, ale nie zmieniałam w żaden sposób tego, jak wyglądają usta.

Wady

Jak w przypadku każdej pomadki w płynie, jej nakładanie może być trudne jeśli lubi się precyzyjną, wyraźnie zarysowaną linię ust. Do tego potrzeba konturówki (której ja nie użyłam).

Szczerze mówiąc uważam, że Kat Von D Everlasting Glimmer Veil Liquid Lipsticks są trochę… płaskie.

Napigmentowanie pomadek jest różne w zależności od odcienia. Kolory takie jak Starflyer czy Thunderstruck mają w sobie wyraźnie mniej pigmentu niż Televator czy Dazzle. Byłam zwłaszcza rozczarowana napigmentwaniem czarnego odcienia Wizard – marzy mi się czarna brokatowa pomadka!

Jeżeli macie tendencję do suchej skóry (tak jak ja), TRZEBA nawilżyć wcześniej usta. Najlepiej ulubioną pomadką nawilżającą albo balsamem. Pomadki Kat Von D NAPRAWDĘ wżerają się w usta, więc najlepiej zmywać je płynem do demakijażu o oleistej konsystencji.

Pomadki Kat Von D Everlasting Glimmer Veil są reklamowane jako wytrzymujące 24 godziny. Nie wytrzymują one 24 godzin. Pomadka trochę się „rozwala” (ale nadal jest na ustach widoczna) przy piciu dowolnego płynu, nawet wody. Na ustach zostaje dość równomiernie, ale zostawia ślady na szklance.

Razzle nałożona na MAC Candy Yum Yum (czyli najbardziej różowa kombinacja na jaką mogłam wpaść) – po lewej; Televator nałożony na Inglot (zapomniałam jak się nazywa, muszę uzupełnić :D)

Co myślę?

Myślę, że Kat Von D Everlasting Glimmer Veil Liquid Lipstick będzie wyglądała lepiej nałożona na zwykłą pomadkę, do makijażu wieczorowego (a przynajmniej mojej wersji makijażu wieczorowego. Z pewnością nie ma wystarczającego połysku na scenę. Za 95 zł ($22 w USA) oczekiwałam czegoś więcej. Nie  będzie to pozycja obowiązkowa w moim makijażu, ale na pewno użyję jej, gdy będę chciała błyszczącego wykończenia ust.

Madame Dabi Boudoir by Amalia Russiello

Madame Dabi Boudoir

Wydaje mi się że projekt Madame Dabi Boudouir Amalii Russiello odkryłam zupełnie przypadkowo na Instagramie wszystkich miejsc i oczywiście od razu zakochałam się w jej stylu! Pewnie już wiecie, że lubię ładne, stylowe ilustracje, więc to odkrycie idealnie pasuje do mojej estetyki 🙂

Amalia Russiello

Twórczynią Madame Dabi jest pochodząca z Włoch Amalia Russiello. Jest ona historyczką sztuki i ilustratorką oraz osobą odpowiedzialną za delikatną, stylizowaną grafikę. Drugą połowę projektu stanowi Loredana de Simone, która tworzy filcowe broszki i różdżki Boudoir Doll.

Madame Dabi Boudoir

Wystarczy jedno spojrzenie żeby zauważyć, że dwie epoki preferowane przez Amalię to barok (szczególnie bujnie dekoracyjne rokoko) i lata dwudzieste. Moim zdaniem, ilustracje byłyby kompletnie na miejscu na okładkach La Vie Parisienne lub innych takich czasopism. Jej styl jest bardzo kobiecy, pełen flapper girls z bobami z grzywką, falbaniastych sukienek, kwiatów, falbanek, piór i pereł, z odrobiną ewidentnie inspirowanego Johnem Williem fetyszowego erotyzmu 🙂 Myślę, że jej ilustracje idealnie wyglądałyby na ścianach osobistego buduaru lub jazzowego burleskowego klubu .

tango - amalia russiello - madame dabi

baroque fendi madame dabi 001

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o pracach Amalii lub je kupić, poniżej znajdziecie linki do jej strony internetowej i sklepu Etsy. Jak zwykle jestem bardzo otwarty na otrzymywanie od Was prezentów :*

strona Madame Dabi

Madame Dabi na Etsy

Czy znasz podobnych artystów? A może sam(a) jesteś artystą(-ką) w stylu retro? Może chcesz, abym opisała Twoje prace na moim blogu? Jeśli tak, napisz do mnie: blog@lolanoir.com

Wszystkie ilustracje zostały opublikowane za zgodą Amalii Russiello.

boudoir doll 1920 flapper Madame Dabi Boudoir

Choosing madame dabi Amalia Russiello

serva 001 Madame Dabi Boudoir

„Noc w wielkim mieście” – Jazz Band Młynarski-Masecki

Znalezione obrazy dla zapytania noc w wielkim mieście

Nie powinno być tu tajemnicą, że moją ukochaną epoką historyczną jest dwudziestolecie międzywojenne, zwłaszcza w tym kawałku Europy. Jestem też wielką fanką wykorzystywania elementów na co dzień, dodawania sobie szczypty retro glamour do codziennego życia. Dlatego dzisiaj dla fanów retro muzycznego mam chyba najbardziej entuzjastyczną rekomendację, jaką w życiu zdarzyło mi się popełnić – Jazz Band Młynarski-Masecki.

Jazz Band Młynarski-Masecki

Fot. Kobas Laksa

Jazz Band Młynarski-Masecki to projekt muzyczny który bezpośrednio nawiązuje do tradycji jazzowych orkiestr z tego właśnie okresu. Założony przez Jana Emila Młynarskiego (Warszawskie Combo Taneczne) i Marcina Maseckiego zespół bardzo łatwo przenosi słuchacza w klimat zadymionych klubów przedwojennej Warszawy. Dołączają do nich perkusista Jerzy Rogiewicz, grający na suzafonie Piotr Wróbel, oraz saksofoniści Jarek Bothur (grający na popularnym w latach 20., a praktycznie niewykorzystywanym współcześnie saksofonie w stroju C), Tomasz Duda i Michał Fetler.

Album „Noc w wielkim mieście” to zbiór dziewięciu melodii m. in. Adama Astona i Henryka Warsa, śpiewanych z uroczym starowarszawskim akcentem przez Jana Młynarskiego. W każdym kawałku czuć ogromną miłość do muzyki tamtych czasów, pasję, a jednocześnie lekkość. W moim odczuciu płyta ta jest bardzo przystępna i łatwa w odbiorze. Muzyka jest taneczna, wzruszająca, a jednocześnie z polotem, fantazją i muzyczną brawurą.

Po koncercie zespołu w warszawskim Nowym Teatrze (który był chyba kompletnie wyprzedany) byłam po prostu zachwycona. Wszyscy członkowie zespołu mają okazję zabłysnąć w solówkach, wszyscy są też niesamowicie utalentowani. W kompozycjach jest mnóstwo smaczków, muzycznych żartów, które sprawiały, że przez większość koncertu nie mogłam powstrzymać się od szerokiego uśmiechu – a czasem wręcz głośnego śmiechu. Dawno też nie byłam na koncercie na którym od pierwszego utworu publiczność kołysała się na boki, przytupywała i klaskała w takt. Wielu moich znajomych mówi, że muzyka jazzowa jest mało dostępna, ale ten koncert i reakcja słuchaczy zdecydowanie była tego zaprzeczeniem.

Poza melodiami z albumu jazz band zagrał też kilka innych piosenek z tamtych czasów, takich jak „Czy pani tańczy rumbę”, „Tyle jest miast”,  „Panna Marysia telefonistka” (te dwie piosenki z gościnnym udziałem wokalistki, którą usilnie próbuję zidentyfikować), „Dziś tak mi jakoś dobrze jest” czy „Warszawo, moja Warszawo”. Każda świetnie nadawałaby się na kolejny album zespołu. Ponadto podczas koncertu miało miejsce wręczenie złotej płyty za „Noc w wielkim mieście”, a także dowiedzieliśmy się, że zespół został nagrodzony Fryderykiem za najlepszy teledysk (do piosenki „Abduł Bey”)!

Jeżeli będziecie mieli okazję zobaczyć i usłyszeć Jazz Band Młynarski-Masecki na żywo, to gorąco polecam! Dla mnie był to jeden z koncertów na których najlepiej się bawiłam!

15. Święto Niemego Kina | Pola Negri

15. Święto Niemego Kina w kinie IluzjonFilmoteka Narodowa organizuje już 15. edycję Święta Niemego Kina! To pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów czarno-białej kinematografii!

Co, gdzie, kiedy?

Festiwal odbędzie się w dniach 19–22 kwietnia w warszawskim kinie Iluzjon. Towarzyszyć mu będzie szereg wydarzeń dodatkowych w siedzibie FINA (Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny) przy ul. Wałbrzyskiej 3/5 w Warszawie. Klasyczne nieme filmy zostaną wyświetlone tak, jak to robiono w dawnych czasach, z akompaniamentem na żywo. Akompaniować za to będą tacy muzycy jak Włodek Pawlik, Jędrzej Łagodziński i Albert Karch, Spontaneous Chamber Music, Bye Bye Butterfly, Gaba Kulka, Drekoty, Resina i Miron Grzegorkiewicz, Pin Park
czy Sutari.

Podczas festiwalu pokazane zostaną takie klasyczne nieme filmy jak „Bestia” („The Polish Dancer”), „Nie chcę być mężczyzną” („Ich möchte kein Mann sein”), „Les Parisiennes” („Paryżanki”), „Danse des Ouled-Naïls”; „Danse du ventre”; „Danses Algeriennes” („Taniec plemienia Ouled-Naïls”, „Taniec brzucha”, „Tańce algierskie”), „Danses cosmopolites” („Tańce międzynarodowe”), „Hiszpańska tancerka” („Spanish Dancer”), „Dzika kotka” („Die Bergkatze”), „On with the dance” („Tańcząc”), „Szkoła Sztuk Pięknych”, „Niema z Portici” („Dumb Girl from Portici”) i bodaj najsłynniejsza „Puszka Pandory” („Pandora’s Box”) – a także wiele, wiele innych. Część z nich została sprowadzona specjalnie z okazji festiwalu, więc sporo z tych filmów będzie pokazywanych w Polsce po raz pierwszy!

Oprócz tego odbędzie się szereg wydarzeń towarzyszących, takich jak potańcówka w stylu retro we Foyer Kina Iluzjon z Warszawską Orkiestrą Sentymentalną, konferencja naukowa „Pola Negri – aktorka, ikona, legenda. W poszukiwaniu fenomenu gwiazdy” czy zwiedzanie Archiwum i Digitalizacji. Poli Negri poświęcona również będzie wystawa dostępna zarówno w Iluzjonie jak i budynku FINA. Kuratorami wystawy są Krystyna Zamysłowska i Piotr Kulesza z Muzeum Kinematografii. Co ważne, wstęp na wydarzenia towarzyszące jest bezpłatny (na niektóre wydarzenia obowiązują zapisy).

Osobiście nie mogę się już doczekać aby obejrzeć wszystkie te piękne filmy! A także żeby potupać nóżką w rytm dobrej muzyki, oraz posłuchać co ciekawego mają do powiedzenia znawcy starego kina!

Więcej szczegółów na temat Święta Niemego Kina znajdziecie na stronie internetowej http://www.swietoniemegokina.pl/. Do zobaczenia!

NOIRVEMBER Dzień 15 – Polskie filmy noir

NOIRVEMBER Day 15W jednym z poprzednich postów z serii Noirvember wspomniałam, że pomimo popularnego przekonania, że film noir jest typowo amerykańskim rodzajem filmowym, nie tylko czerpie on wiele inspiracji kina europejskiego, ale również ma wiele swoich przykładów wyprodukowanych w Europie. Ale co z polskim filmem noir? Czy istnieje? Cóż, czy napisałabym ten post, gdyby tak nie było? 🙂

Sygnały (Signals) (1959)

NOIRVEMBER Day 15 - "Sygnały"

Film opowiada historię młodego taksówkarza, który poszukuje leku dla ciężko chorej żony, którą uratować może tylko drogi, trudno dostępny w Polsce lek z zagranicy. Taksówkarz, po licznych bezskutecznych próbach, decyduje się wziąć udział we włamaniu do komory celnej, bowiem szef bandy obiecuje mu pomoc w zdobyciu lekarstwa, co okazuje się nieprawdą. Lek dostarcza bezinteresownie, w odpowiedzi na audycje w radiu, starsze małżeństwo. W tej sytuacji taksówkarz zrywa z przestępcami i pomaga milicji ich ująć.

Pętla (Noose) (1957)

NOIRVEMBER Day 15 - "Pętla"

Film na motywach opowiadania Marka Hłaski pt. „Pętla” z tomu „Pierwszy krok w chmurach”. Kuba Kowalski jest alkoholikiem. Właśnie ma się udać ze swoją narzeczoną do lekarza w celu rozpoczęcia kuracji odwykowej. W oczekiwaniu na narzeczoną odbiera telefony od przyjaciół, którzy pod pozorem troski o jego zdrowie kryją zwyczajne wścibstwo. Poirytowany wychodzi. Wdaje się w dyskusję z napotkanymi po drodze ludźmi. Jedna z tych wymian zdań kończy się awanturą i zawiezieniem bohatera na komisariat. Wypuszczony na wolność idzie do knajpy i sięga po kieliszek. Straciwszy nadzieję na wyrwanie się z nałogu popełnia samobójstwo.

Ostatni kurs (1963)

NOIRVEMBER Day 15 - "Ostatni kurs"

Film na podstawie powieści „Śmierć i Kowalski” Joe Alexa (pseudonim artystyczny Macieja Słomczyńskiego). W Gdyni dochodzi do zamordowania kolejnego taksówkarza odbywającego kursy nocą. W podjętym przez milicję śledztwie, które energicznie prowadzi porucznik Szymański, pierwszym podejrzanym staje się wspólnik zamordowanego – młody Henryk Kowalski, znany też z ciągłych konfliktów ze swą narzeczoną – przesadnie zazdrosną Marysią. Jej ponowną zazdrość wzbudza atrakcyjna piosenkarka Krystyna, którą Henryk przypadkowo poznaje ratując nocą przed napadem opryszków. Poprzez nią trafia do nocnego lokalu „Orion”, gdzie pojawiają się zamożni ludzie liczący na nielegalny przerzut za granicę i z którymi uwodzicielska piosenkarka chętnie zawiera bliższe znajomości. Są to na ogół malwersanci zwabiani w pułapkę do ustronnej willi przy ul. Zielonej 8 i bezlitośnie wykorzystywani przez bandę traktującą lokal jako zakamuflowaną bazę przestępczej działalności, a bezwzględnie likwidującą także niewygodnych świadków. Jednym z nich – jako kolejny taksówkarz – staje się Kowalski, którego tropem jednak nie tylko uparcie podąża por. Szymański, lecz którego śledzi również zazdrosna Marysia…

Osoby chcące zgłębić temat inspiracji noir i neo-noir w polskim kinie zachęcam do przeczytania ciekawej pracy Magdaleny Kempnej-Pieniążek opublikowanej w Bibliotece Postscriptum Polonistycznego Uniwersytetu Śląskiego.

A was jak zwykle zachęcam do podzielenia się swoimi odczuciami w komentarzach!