Burlesque Night by Pin Up Candy

Burlesque Night by Pin Up Candy

Niedawno miałam okazję wziąć udział w warsztatach fotograficznych w stylu retro organizowanych przez Pin Up Candy we współpracy ze Studiem FM. Same warsztaty były świetne – niedługo z pewnością pochwalę się efektami.
Uczestniczki warsztatów miały zapewniony darmowy wstęp na imprezę burleskową odbywającą się w klubie 55. Gdyby nie to, że wzięłam w nich udział, pewnie nie miałabym pojęcia, że taka impreza miała mieć miejsce. Jak się okazało, może byłoby i lepiej. Ale ponieważ chciałabym zachować obiektywność, zacznijmy, jako się rzekło, od początku.

Najpierw parę słów o klubie. Klub 55 wydaje się być ciekawym miejscem – jego dużą zaletą jest z pewnością lokalizacja w samym centrum. Nie powalili mnie widownią, na której były ustawione stoliki. Mieściło się przy nich dwadzieścia osób na krzyż, a ponieważ przyszłam dość późno, zabrakło dla mnie miejsca i musiałam usiąść z boku, gdzie miałam bardzo ograniczony widok sceny i żeby zobaczyć co się dzieje, musiałam się solidnie wychylać do przodu, co w gorsecie jest pewną sztuką, wierzcie mi.

Nie miałam problemu z wejściem (tak jak już pisałam, dla uczestniczek warsztatów fotograficznych wstęp był darmowy), ale na dzień dobry usłyszałam, że mimo wcześniejszych zapowiedzi open baru dla pań nie ma i jest tylko jeden darmowy welcome drink. Samo w sobie nie byłoby to aż tak dużym rozczarowaniem (choć niesmak zmiany w ostatniej chwili pozostaje), gdyby przy próbie zamówienia drinka przy barze okazało się, że nie można płacić kartą. Obsługa powinna o takich rzeczach informować. Powinni mieć wystawioną jakąś tabliczkę, cokolwiek, a nie mówić „sorry” w chwili, gdy chcę zapłacić za drinka. Duży minus.

Rozbawiła mnie wycieczka do toalety. Nad męską jest neon z majtkami – tzw. „tighty whities”, nad damską zaś z biustonoszem. Niestety w łazience zabrakło suszarki do rąk czy choćby ręczników papierowych. Kolejny minus.

Czas wreszcie przejść do samego show. Byłam bardzo ciekawa jak wyjdzie, zwłaszcza ze względu na to, że poza regularnymi występami kolektywu Betty Q brak w Warszawie solidnych imprez burleskowych dostępnych dla widza „z ulicy”.

Aranżacja sceny – bardzo fajnej sceny z porządną kulisą, jakiej np. na Chłodnej brak. Ale niestety, był problem z ustawieniem oświetlenia (trochę za mało przodu, przez co sylwetki występujących nie były dobrze widoczne). Jak zwykle też był problem z dymem. Nie wiem skąd to zamiłowanie do czegoś, co właściwie zasłania widok na scenie. Wreszcie, niewybaczalną wpadkę popełniła osoba pełniąca rolę dźwiękowca. Jeżeli puszczasz muzykę z laptopa, UPEWNIJ SIĘ, ŻE WYŁĄCZYŁEŚ WSZYSTKIE INNE DŹWIĘKI. Gdy podczas jednego z utworów usłyszałam znajomy odgłos nowej wiadomości na Skypie, nie wierzyłam własnym uszom. Niestety.

Wpadką było też podanie złej godziny rozpoczęcia występu (na facebooku podano 18:30). O 19 wpadłam do klubu myśląc, że spóźnię się na początek, tymczasem minęło jeszcze dobrych 20 minut nim show w ogóle się rozpoczęło.

Czas przejść do relacji tego, co działo się na scenie, co przychodzi mi z pewnym trudem – ale zakładałam tego bloga z myślą, że będę tu opisywać wydarzenia ze światka retro i burleski szczerze. A zatem szczerze. Pani pełniąca rolę konferansjera na samym wstępnie rozczarowała mnie tekstem o tym, że w burlesce ma znaczenie rozmiar (nie wiem czego, chyba że chodziło np. o wachlarze), a następnie o tym, że na scenie wystąpią same stuprocentowe kobiety i że będzie „goło” (sic!). Zdaję sobie sprawę z tego, że burleska nie jest sztuką „wysoką”, ale tego typu teksty sprawiały, że czułam się jak w przaśnym klubie ze striptizem. Jej zapowiedzi kolejnych tancerek – coraz dłuższe i dokładniejsze – były zwyczajnie nudne. Z uporem maniaka wymawiała też „Candy” jako „kandy”, co dla mnie, anglistki, było irytujące.

Burlesque Night by Pin Up Candy

Wspólny występ Bunny De Lish i Calypso był najsłabszym punktem programu. Rozczarował mnie muzycznie (miks piosenek Pussycat Dolls), choreograficznie i estetycznie. Nie uważam się za tancerkę, zajęcia na które chodzę nie są nauką tańca, a mimo to uważam, że potrafiłabym wymyślić lepszą choreografię. Krótka scenka na końcu numeru – „wyrwanie” pana z publiczności, rozebranie go na scenie i wciągnięcie za kulisy – była mocno sztuczna i po prostu niesmaczna. Co dziewczyny chciały tym przekazać publiczności? Jaki wizerunek chciały pokazać? Tani erotyzm – czy to naprawdę klimat w który chcemy celować?

Burlesque Night by Pin Up Candy

Niewiele mam też do powiedzenia o ich solowych numerach. Nie wystarczy włożyć byle jaki gorset i pończochy, machnąć pupą i nazwać to burleską. Jako ktoś, kto chciałby występować na scenie, nie chciałabym być kojarzona z takimi występami. Cieszy mnie oczywiście, że burleska jest coraz popularniejsza i że pojawiają się kolejne osoby chcące uprawiać tę sztukę, ale jeśli wychodzisz na scenę żeby pokazać coś publiczności – publiczności, która zapłaciła żeby zobaczyć ten występ, to musisz umieć pokazać coś, czego nie zobaczą na pierwszej lepszej dyskotece w pierwszym lepszym klubie. Śmieszne było dla mnie wymienianie w zapowiedziach kilku rodzajów tańca, które trenowała każda z dziewczyn – oriental, tribal belly dance, rock&roll. Patrząc na nie, nigdy nie powiedziałabym, że trenowały cokolwiek. Piszę tę relację kilka dni po imprezie i poza uczuciem niesmaku nie jestem sobie w stanie przypomnieć czegokolwiek z ich występów, co również świadczy o ich jakości (na pewno pamiętam coś z występów Castii i Candy).

Burlesque Night by Pin Up Candy

Imprezę ratował występ Castii, która wypadła świetnie. Miałam okazję widzieć już jej numer na Chłodnej, ale tym razem nie obserwowałam go z końca sali i byłam pod wrażeniem. Był tu i pomysł i fajny kostium, który ładnie współgrał ze światłem (kostiumy poprzedniczek zlewały się nieco z tłem) i świetna choreografia – pod względem technicznym był on z pewnością najmocniejszym numerem wieczoru. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić to pewien rozdźwięk między tematem numeru i piosenką, ale z drugiej strony lubię „Seven Nation Army” bardzo bardzo, a Castia tak świetnie czuje ten kawałek, więc się nie przyczepię.

Burlesque Night by Pin Up Candy

Anna Bojara wystąpiła z recitalem na pile. Nigdy wcześniej nie słyszałam gry na pile na żywo i skłamałabym mówiąc, że jestem koneserką tego typu sztuki, ale było to niewątpliwie coś innego, coś ciekawego. Lubię to, co nietypowe, nieco cyrkowe, a jej występ wpisywał się w tę stylistykę.

Burlesque Night by Pin Up Candy

Na rozpoczęcie i zakończenie wieczoru wystąpiła Candy z dwoma znanymi mi już numerami „Champagne” i „Stop Googling Me”. Pisałam już o tych występach w relacji z Poznania i w sumie nie mam nic więcej do dodania poza jedną rzeczą. Po raz kolejny w „Stop Googling Me” nie zagrał pomysł wykorzystania mocnej kontry podświetlającej parawan od tyłu. Jest to główny „trik” tego numeru, tym większe było więc moje rozczarowanie że znowu nie wyglądało to tak jak powinno. Bez właściwego oświetlenia, zostaje zrzucanie z siebie części stroju za parawanem i przechadzanie się przed publicznością. Trochę nudne.

Burlesque Night by Pin Up Candy

Gdybym zapłaciła za wstęp na ten występ, byłabym naprawdę zawiedziona. Zwłaszcza, że za niewiele więcej mogę iść zobaczyć show na Chłodnej, czy wejść na imprezę w Poznaniu czy w Łodzi, gdzie mimo wszystko występy trzymały wyższy poziom. Wieczór nie skończył się niestety zbyt szczęśliwie, bo bardzo szybko okazało się, że nie zważając na siedzących i rozmawiających jeszcze gości, klub zaczął się zwyczajnie zamykać i ostatecznie wróciłam do domu przed 21.

Na zakończenie wisienka na torcie tego rozczarowania – przeglądając program zbliżającego się (w chwili publikacji postu już minionego) Wrocław Tattoo Konwent odkryłam, że ten nowy burleskowy kolektyw nazywa się „Burlesque Candys”. Tak właśnie.

Morałem tej notki niech będzie – jeśli nie umiesz czegoś robić (tańczyć, mówić po angielsku) to tego nie rób. A jeśli bardzo chcesz, to poradź się kogoś, kto umie. Dobre chęci to podstawa i absolutnie nie chcę zniechęcać kogokolwiek do parania się burleską, ale najpierw trzeba się co nieco nauczyć.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Łukasza Walasa.

  • Sinara

    Ale plakat niezły….