Jak odejść, to z hukiem – Pin Up & Burlesque Party vol. 6!

Znalezione obrazy dla zapytania pin up burlesque party 6

Oj, do napisania tej relacji zbierałam się długo. Ale było trochę do pomyślenia.

Więc tak – kilka dni po zakończeniu Pin Up & Burlesque Party jego niestrudzone organizatorki, Vintage Girl i Ina Von Black oświadczyły, że była to ostatnia edycja. Trochę rozumiem tę decyzję, ale szkoda mi właściwie jedynej takiej imprezy w stylu retro w Polsce. Pin Up & Burlesque Party nigdy nie było piknikiem na który przychodziło się w dżinsowych szortach i flaneli. Dziewczynom udało się stworzyć elegancki event, na który osobom aktywnym w naszej niszy nie wypada nie być i nie wypada nie wyglądać. Miałam ogromną przyjemność spędzić wieczór w towarzystwie takich dziewczyn jak Klod, Nina Holy, Rockagirl, RetroFem, Edie Von Cinnamon, Lacy Dottie i Vilma Rouge. Myślę, że nasza loża była pełna najpiękniejszych osób tego wieczora, ale wszyscy bardzo się starali 🙂

Dużo rzeczy pozostało takich samych. Impreza odbyła się w łódzkiej Scenografii (która nadal jest wspaniała), DJ Oldstyle przygrywał w przerwach pomiędzy setami. Retro Pasjonaci pojawili się z pięknym samochodem, przy którym można było sobie zrobić zdjęcie. Po zmroku jak zwykle było to pewnym wyzwaniem 🙂

Pewne rzeczy zostały jednak zmienione. Zupełnie obiektywnie myślę, że zaangażowanie w imprezę Betty Q było bardzo dobrym pomysłem. Jej spory wkład był dla tego wieczoru prawdziwym zastrzykiem energii. Betty energicznie poprowadziła imprezę, była też kuratorką sceny burleskowej. Oprócz tego miała swoje stoisko z merchandisingiem, na którym oprócz zdjęć znalazły się ręcznej roboty pasties i fascynatory!. Innymi atrakcjami były możliwość zrobienia sobie fryzury retro u Mamy Q, a następnie mini-sesji zdjęciowej z Fottoo.pl, która zaaranżowała najmniejsze studio świata i miała przy sobie mnóstwo ślicznych rekwizytów.

Scarlet del Acosta Betty Q

Burleska była na dobrym poziomie. Największe wrażenie zrobiła na mnie headlinerka, Colette Collerette, która wygląda jak żywcem wyjęta z końca lat 20. Zaprezentowała dwa numery, każdy z jakimś „smaczkiem” – w pierwszym żonglowała lewitującą kulą (a ja stałam w pierwszym rzędzie publiczności i nadal nie wiem jak to robiła), w drugim zaprezentowała bardzo klasyczny taniec z wielkim balonem. Wszystko było dopracowane – kostiumy, choreografia, muzyka, makijaż. Perfekcja!

Colette Collerette Colette Collerette

Oprócz Colette wystąpiły relatywnie nowe na scenie Scarlet Del Acosta (w klasycznym numerze z balonikami), Maggie Rabbit (która zaśpiewała na scenie „Duet kwiatów” z opery „Lakme” i rozwaliła mnie na łopatki) i Vila Vanilla (nie widziałam jeszcze takiego wykorzystania światełek LED na scenie i jestem absolutnie zaczarowana). W kategorii „wyjadaczek” pojawiły się Betty Q i Juicy Jane, obie z numerami rzadko pokazywanymi, więc nawet regularna burleskowa dziwka taka jak ja mogła zobaczyć coś nowego.

Scarlet del Acosta

Vila Vanilla

Pin up był, jak i w poprzednich latach, głównie w publiczności. Trochę mi brakowało czegoś bardziej związanego z modą, bo akcent znowu zdecydowanie był na „burlesque”. Myślę, że można było zorganizować na scenie coś związanego z modą, co nie było nagrodą za najlepszą stylizację. Ale, ale, muszę przyznać, że dziewczyny w tym roku zmieniły zasady i rozdały nagrody osobom, które po prostu uznały za najlepiej ubrane. Myślę, że jako organizatorkom jak najbardziej przysługuje im taki przywilej i popieram takie rozwiązanie. Ponadto nagrody – książki poświęcone ludziom z naszej ulubionej epoki – powędrowały w ręce osób, które wygrały bardzo demokratyczne losowanie.

Pin Up Burlesque Party

To oczywiste, że można było mnie znaleźć klaszczącą w pierwszym rzędzie 🙂

Pin Up & Burlesque Party

Najmniej z programu rozrywkowego obchodził mnie występ zespołu Tiger Skull, który w porównaniu z zespołami grającymi w poprzednich latach uderza dużo bardziej w punkowe nuty psychobilly. Bardzo niemoje, więc kwestia gustu. Jeśli ktoś jest fanem, pewnie bawił się dobrze – mnie nieco przeszkadzał fakt, że zespół był nagłośniony tak, że nawet na drugim końcu klubu nie dało się rozmawiać bez krzyczenia do siebie nawzajem.

Impreza nie odbiegała poziomem od poprzednich edycji. Jako ukoronowanie wysiłku dziewczyn – myślę, że była dobrym pożegnaniem. Trochę szkoda, a trochę ciekawa jestem, czy na rynku pojawi się jakieś wydarzenie, które wypełni lukę, jaką Pin Up & Burlesque Party niewątpliwie po sobie zostawi.

Zdjęcia: Obiektywna Łódź

A tak prezentowałam się na imprezie ja:

Zdjęcie: Retro Pasjonaci – Łódź
Bluzka + spódnica: ReStyle
Rękawiczki, fascynator, biżuteria: wyciągnięte z mojej przepastnej szafy pełnej skarbów

„Możesz wszystko, jesteś księżniczką!” – czyli o tym jak pojechałam na burleskowe kolonie

burleskowe kolonie

Pomysł wakacji z burleską może się wydawać nieco karkołomny. Jej naturalnym środowiskiem jest raczej miasto, raczej klub, raczej noc. Tymczasem grupa fanek i fanów (!) burleski pod przewodnictwem naszej burleskowej mamy, Betty Q, wybrała się do Nowego Kawkowa na burleskowe kolonie.

burleskowe kolonie

Relaks w hamaku.

Program

O tym, że burleska nie jest tańcem, pisałam już wielokrotnie. A więc zajęć tanecznych na tym wyjeździe, zgodnie z moimi przypuszczeniami, nie było. Był za to cykl warsztatów poświęconych tematom bardzo szeroko związanym z burleską – od mapy skojarzeń, przez historię i dyskusje o tekstach naukowych (a są takie!), po zajęcia poświęcone świadomości ciała i koordynacji ruchowej oraz YouTube party, czyli oglądanie najciekawszych występów burleskowych z całego świata. Nie obyło się też bez krótkiego instruktażu dotyczącego tassel twirling, czyli kręcenia frędzlami umieszczonymi na pasties umieszczonych… no, tam gdzie umieszcza się pasties 😉 Ponadto codziennie można (ale nie trzeba) było uczestniczyć w porannej rozgrzewce oraz zajęciach typowo sportowych, prowadzonych przez Vilę Vanilę. Dodatkowym smaczkiem była prezentacja i dyskusja na temat sztuki dragu i tego jak i gdzie łączy się ona z burleską, poprowadzona przez dwóch performerów (a właściwie dwie performerki – Yalla Yalla i Chirusska). Krótko mówiąc, na nudę narzekać się nie dało nijak! 🙂

burleskowe kolonie

Co tam Chodakowska, nasza Vila Vanilla!

 

burleskowe kolonie

Wakacje czyli słodkie lenistwo? Nie tutaj 😀

burleskowe kolonie

O tym, że współpraca jest dobra, uczyliśmy się poprzez zakładanie na siebie boa, rękawiczek i halki oraz jedzenie czekolady… naprawdę!

Grupa

Strasznie podobało mi się, jak zróżnicowaną grupą byliśmy. Na wyjeździe znalazły się osoby w różnym wieku, z różnym doświadczeniem scenicznym i wiedzą o burlesce, a także z całym wachlarzem własnych zainteresowań i umiejętności, które mogą się przydać w burlesce i w codziennym życiu. Dzięki temu byliśmy też grupą niezwykle samowystarczalną – sami sobie gotowaliśmy (i to pysznie!), organizowaliśmy zajęcia i wyjazdy nad pobliskie jezioro. Poczucie wspólnoty, jaka się między nami zawiązała było naprawdę, naprawdę miłe.

burleskowe kolonie

Jedzenie posiłków na świeżym powietrzu, przy jednym stole (no, potem dostawiliśmy drugi) – NAJLEPIEJ <3

burleskowe kolonie

O, tak wyglądaliśmy mniej-więcej w komplecie 🙂

Miejsce

Dom, w którym się zatrzymaliśmy, był wspaniały. Na końcu posta zamieszczam link do strony internetowej, na której możecie znaleźć więcej informacji, ale napiszę tylko, że każde miejsce, gdzie można znaleźć w pokoju adapter i zbiór płyt winylowych, huśtawkę (sic!) czy ogromny regał z książkami, ma moją aprobatę.

Większość zajęć odbywała się albo w sali „kominkowej” albo w stodole. Stodoła była bardzo przestronna i przygotowana do prowadzenia weń zajęć ruchowych, więc korzystaliśmy z niej niemal codziennie, czy słońce, czy deszcz. Zrobiliśmy tam też dwa nieco improwizowane showcase’y – jeden był zwieńczeniem burleskowego wyzwania dotyczącego stworzenia numerów w hołdzie legendom burleski, a drugi prezentacją numerów, na temat których chcieliśmy dostać informację zwrotną od publiczności.

Powiem wam, występ w stodole, to jest dopiero szkoła życia dla performerów! Zero backstage’u, zero sceny, z oświetlenia jeden spot – w takich warunkach z występu wychodzi wszystko. Na scenie w klubie chyba nie da się odtworzyć takiej bliskości z publicznością – ale może to też kwestia tego, że występowaliśmy dla siebie nawzajem. Choć dołączyli do nas właściciel i jego znajomi oraz ekipa joginek, które również zatrzymywały się w domu.

burleskowe kolonie

Takie widoki były na wyciągnięcie ręki. Nic, tylko rozłożyć kocyk i podziwiać!

burleskowe kolonie

Vila Vanilla zażywająca kąpieli słonecznej.

Czy warto?

Program wyjazdu był zaplanowany tak, żeby wyciągnęły z niego coś zarówno osoby kompletnie nowe w świecie burleski jak i takie, które mają już z nią coś do czynienia. Jakoś tak się złożyło, że byłam w grupie wyjadaczką z najdłuższym stażem po Betty (to już… 4 lata?) ale i ja nauczyłam się i dowiedziałam czegoś nowego, zarówno o burlesce jak i o sobie jako performerce.

Ważnym wydaje mi się też uzmysławianie jak największej grupie odbiorców burleski, że poza atrakcyjną stroną wizualną jest w tej sztuce coś więcej. Dyskusji o tym, czy burleska różni się od striptizu i czy jest feministyczna, nie zapomnę długo. Tak samo życiorysów niektórych gwiazd burleski, które znałam z pseudonimu, ale nie wiedziałam nic o ich osobistych historiach.

Całe to doświadczenie było dla mnie ogromną przyjemnością i chętnie je powtórzę. Zresztą, jeszcze przed wyjazdem z tego magicznego miejsca zaklepaliśmy u właściciela termin na przyszły rok! Kto wie, może następnym razem uda mi się wcielić w rolę wykładowczyni?

Strona domu w Nowym Kawkowie

Akademia Burleski Betty Q

burleskowe kolonie

 

burleskowe kolonie

Piękne jeziorko, którego nazwy nie znam, ale za to kąpałam się w nim nago 😀

burleskowe kolonie

Na koniec ja w wersji wakacyjnej – bez makijażu, ale i tak stylowo 🙂

Burlesque Bible Colouring Book

Burlesque Bible Colouring Book

Burlesque Bible, jak mogą wiedzieć niektórzy z moich czytelników, to najpopularniejszy europejski magazyn poświęcony burlesce. Miałam przyjemność posiadania jednego z moich ulubionych wpisów wydrukowanego w numerze z jesieni 2013. Kiedy przeczytałam w ich newsletterze, że wydają kolorowankę Burlesque Bible, natychmiast ją zamówiłam, no bo burleska i kolorowanki!

O co chodzi z kolorowankami dla dorosłych?

Kolorowanki dla dorosłych robią się coraz bardziej popularne. Dzieje się tak m. in. dlatego, że terapia sztuką jest sprawdzonym sposobem na redukcję stresu. Kolorowanki dla dorosłych to oczywiście nie to samo co terapia (która powinna być przeprowadzana z wykształconym terapeutą), ale kolorowanie może również pomóc z symptomami depresji. Dlaczego? Ponieważ to praca manualna, która pozwala załagodzić objawy wewnętrznego niepokoju dzięki temu, że skupiamy się na bieżącym zadaniu. Jest to też dobre zajęcie dla osób, które nie czują się pewnie z innymi sposobami kreatywnej ekspresji (bo kolorujesz obrazek stworzony przez kogoś innego, co jest bezpieczniejsze). Ponadto, pracuje się z kolorami i można zobaczyć rezultat swojej pracy natychmiast. No i te kolorowanki dla dorosłych są po prostu takie ładne.
burlesque-bible-colouring-book-1

Co jest w środku?

Burlesque Bible Colouring Book to czwarta kolorowanka, którą kupiłam. Posiadam też dwie kolorowanki art deco i kolorwankę z Harrym Potterem (Slytherin pride!).

Ta kolorowanka zawiera 16 stron ręcznie odrysowywanych prac, na których znajdziecie Ditę Von Teese, Hildę, pin upki Gila Elvgrena, gorsety, bieliznę retro… znajdziecie nawet link e-mail jeśli chcielibyście dostać darmowe cyfrowe kopie pojedynczych rysunków!

Co o tym myślę?

Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że będzie trochę więcej ilustracji. Za £5.50, 16 stron to dość niewiele. Nie jestem też wielką fanką szkicowego stylu ilustracji. Ale bardzo podoba mi się jakość wydania a pomysł stojący za tą kolorowanką jest bardzo w moim stylu, więc nie mogę się doczekać, żeby poczuć się jak Olivia De Berardinis.

burlesque bible colouring book

Możecie sami spróbować swoich sił i kupić kolorwankę tutaj! Mogą już być wyprzedane, ale jeśli będzie dostateczne zainteresowanie, Helene (redaktorka BB) obiecała dodruki!

Zmęczenie materiału, czyli Pin Up & Burlesque Party #5

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Na początek, żeby nie było, że się od razu czepiam – było naprawdę fajnie. Pin Up & Burlesque Party pozostaje jednym z bardzo nielicznych eventów o stylistyce retro w Polsce, który jest organizowany regularnie, na poziomie, z pomysłem i nie jest eventem stricte rockabilly. Ze wszystkich tych powodów bardzo się cieszę za każdym razem gdy wskakuję w autobus do Łodzi by zabawić się wśród innych miłośników stylu retro, którzy lubią się wystroić na specjalną okazję.

Ale.

Formuła imprezy, która świetnie zagrała dwa lata temu i cały czas broniła się w zeszłym roku, po raz trzeci już trochę nudzi.

Miejsce – klub Scenografia – jak zwykle było wspaniałe. Scena, bar, pyszne drinki. Retro Pasjonaci – Łódź pojawili się, jak co roku, z pięknymi samochodami, przy których udało się cyknąć parę fotek. Ze względu na układ ogródka w Scenografii, niestety nie udało się ustawić samochodów tak, by uzyskać jakieś sensowne światło, w związku z czym zdjęcia były okupione walkami z lampą i dużą ilością cienia.

Prowadzący Łukasz Jaskóła, który wie, że darzę go ogromną sympatią (i wszystkie te rzeczy o których napiszę, powiedziałam mu osobiście), podpadł mi trochę. Po pierwsze, brakiem solidnego rozpoczęcia imprezy (jakieś „Witamy na piątej edycji Pin Up & Burlesque Party, imprezie przygotowywanej przez Vintage Girl i Inę Von Black, ja nazywam się Łukasz i będę was dzisiaj zabawiał, a gdybyście woleli inne atrakcje, to mamy ich dla was mnóstwo, więc bawcie się dobrze!” – tak, żeby wiadomo było, że impreza się zaczyna, z hukiem). Po drugie, postawą. Konferansjer, host, osoba prowadząca show to ktoś, kto buduje nastrój, kto odpowiednio nastawia i nakręca publiczność. Łukasz zachowywał się trochę tak, jakby przepraszał, że zajmuje nas czas, a trochę jakby nie wiedział co powiedzieć. Jego zmieszanie udzielało się mnie, osobie na publiczności. Po trzecie, Łukasz podpadł mi nieumiejętnością wymówienia pełnego pseudonimu zagranicznej gwiazdy sceny burleskowej. Fakt, „Xarah Von Den Vielenregen” nie należy do pseudonimów, które łatwo wpadają w ucho, ale bycie headlinerem zobowiązuje. Ekipę organizującą. Do tego, żeby umieli podać jej pseudonim w prawidłowy sposób. Nawet Vintage Girl w swojej relacji z eventu się machnęła.

Głównym punktem programu  była oczywiście burleska. Tu również zabrakło mi jakiegoś odpowiedniego zbudowania nastroju, jak i oddzielenia dwóch części, jakimi były scena otwarta i artyści zaproszeni przez organizatorki.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

A na scenie otwartej Dragon Ines wystąpiła z dwoma numerami – dziewczyną-graczem (do którego to numeru mam ogromny sentyment), oraz premierowym występem, w którym wcieliła się w rolę pszczółki. Jej występy były absolutnie urocze – Ines bardzo pasuje mi do takich komediowych klimatów, z każdym kolejnym „wykonem” jest coraz lepsza i z przyjemnością będę śledzić jej kolejne poczynania.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Drugą artystką występującą na scenie otwartej była Seduce Me. Znowu, zabrakło zapowiedzi, zwłaszcza, że w świetle ostatnich dywagacji o definicji burleski ważnym wydawało mi się wyraźne zaznaczenie, że to, co prezentowała nie było burleską. W pierwszym występie Seduce Me wykorzystywała hula hoops, a w drugim fire show. Oba pokazy były bardzo zmysłowe i z pewnością wpisywały się w ogólna stylistykę imprezy, ale nie wystarczy włożyć pończochy żeby nazwać to burleską. Odrobinkę raziło mnie też, że w obu występach Seduce Me miała na sobie ten sam strój, którego elementy troszeczkę do siebie nie pasowały. Ale ponieważ to nie burleska, nie obowiązują te same konwencje dotyczące kostiumu.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Bunny De Lish jako jedyna z polskich performerek zaproszonych przez organizatorki imprezy wystąpiła z dwoma numerami. Jestem ciekawa, co było tego powodem. Między innymi dlatego, że zamiast jej dwóch występów chętnie zobaczyłabym drugie numery Castii i BonBon. Niezrozumiała fabuła obu numerów Bunny, nagromadzenie rekwizytów, słaba choreografia, nagminny lip sync (przywodzący mi na myśl drag show, ale to może dlatego, że naoglądałam się RuPaul’s Drag Race) i nieciekawe kostiumy – wszystko to składa się na po prostu marne show. Dało się to też odczuć w znikomej reakcji z publiczności. Dysproporcja pomiędzy występami jej, a Dragon Ines była duża – na niekorzyść Bunny. Jeśli osoba występująca na scenie otwartej, za darmo, jest lepsza niż osoba opłacona przez organizatorski, to coś tu nie gra. Przez ostatnie dwa lata postępy zrobione przez Bunny były mikroskopijne i ja po prostu nie zapłaciłabym za to, żeby zobaczyć ją na scenie. Nawet pięciu złotych.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Za to Castia i Bonbon podobały mi się wielce. Castia La Rossa jest jedną z nielicznych w Polsce performerek, które robią klasyczną burleskę, która się broni. Jest to ładne, estetyczne, kostiumy są piękne i widać, że Castia czuje się na scenie świetnie. Za to Bonbon La Kritz, mimo iż nie występuje często, za każdym razem daje bardzo dobre, energetyczne show pełne komizmu i uroczej mimiki.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

W końcu headlinerka, zagraniczna performerka pochodząca z Amsterdamu. Xarah Von Den Vielenregen należy do tych gwiazd burleski, o których miałam bardzo wysokie mniemanie. Nie tylko pojawiła się w zestawieniu Burlesque Top 50, ale też mocno trafia w moje poczucie estetyki, nawiązując w swoich występach do europejskich kabaretów z lat 20 i 30. Byłam więc bardzo podekscytowana możliwością zobaczenia jej na żywo… i trochę się zawiodłam. Oba numery były oczywiście bardzo, bardzo ładne estetycznie, miały przepiękne, bogato ozdobione kostiumy o jakich polskie performerki nadal mogą sobie marzyć, ale… nie było w nich niczego, czego nie widziałabym wcześniej. Żadnej zaskakującej choreografii czy triku. W sumie nawet trochę niewykorzystane w pełni części garderoby czy rekwizyty. A kroplą, która przelała moją czarę goryczy był aplauz wmontowany w zakończenie podkładu muzycznego przy każdym jej występie. Artysta, który sam sobie musi dogrywać brawa na koniec występu nie wróży mi dobrze.

Jestem naprawdę zadowolona, że mamy w Polsce imprezę, na której pojawiają się zagraniczni performerzy burleski i mam nadzieję, że na kolejne edycje organizatorki również będą ściągały ludzi z zagranicy, ale z chęcią zobaczyłabym kogoś z trochę innej stylistyki. Zarówno Xarah Von Den Vielenregen jak i zeszłoroczna headlinerka, Greta Qamar, reprezentują podobny nurt estetyczny, bazujący na mrocznym klimacie, bogatych kostiumach i nacisku na elementy wizualne (a nie techniczne). Burleska, jak można przeczytać w moim poprzednim poście, to naprawdę różnorodna sztuka, więc z chęcią zobaczę więcej tej różnorodności u nas.

Nowością w programie były wprawki swingowe połączone z małym pokazem tanecznym. Na ile udaną – trudno mi powiedzieć. Nie umiem i nie lubię tańczyć w parze, więc nie brałam w nich udziału. Zdaje się, że zainteresowanych jednak trochę było.

Pin Up & Burlesque Party #5

Foto: Dominik Kolęda

Konkurs Miss Pin Up odbył się z niezmienioną formułą głosowania publiczności. Wygrała Klod, którą miałam okazję poznać podczas American Day 5. Jej look był słodki i bardzo dopracowany, acz nie mogę nie wspomnieć o swojej nutce rozczarowania na to, że na (ostatecznie) trzynaście kandydatek w konkursie, marynarskich pin up girls było aż trzy, w bardzo podobnych stylizacjach.

Jednym z ostatnich punktów programu był koncert The Real Gone Tones. Energia podczas ich występu była świetna, nawet jeśli nie jestem największa fanką rockabilly w stylu lat 50. Patrząc na zespoły występujące podczas poprzednich edycji imprezy – Mike Gowin Band, Burnin’ Hearts, Monkey And The Baboons – nie da się nie zauważyć, że reprezentują one podobny nurt muzyczny. I wszystkie już gdzieś widziałam – głównie dlatego, że niewiele jest imprez retro, na których nie byłam 🙂 Ale może w przyszłym roku warto poeksperymentować z jazzem, bluesem, swingiem?

Głównym moim przemyśleniem po piątej edycji Pin Up & Burlesque Party była właśnie ta powtarzalność punktów programu. Być może ta przewidywalność była powodem dla którego dało się odczuć, że ludzi w tym roku było jakby trochę mniej?

Przeczytaj moje relacje z poprzednich edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 4
Pin Up & Burlesque Party Vol. 3
Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Burleska to nie taniec

burleska
Jeśli myślicie, że tak właśnie wygląda „prawdziwa” burleska, to czytajcie dalej, dowiecie się wielu ciekawych rzeczy.
Burleska to nie jest styl taneczny. To jedno z pierwszych zdań, które usłyszałam na swoich pierwszych zajęciach u Betty Q i od razu się ucieszyłam, bo też nie o to mi chodziło. Co prawda moja pierwsza przygoda z „burleską” to były warsztaty z fuzji belly dance i burleski (dziś już wiem, że można to raczej nazwać fuzją belly dance i show dance), ale tym co pociągało mnie w burlesce nie była zaawansowana technika taneczna, a ten aspekt dotyczący budowania pewnego rodzaju atmosfery.

Nawet jeśli nie do końca przepadam się za amerykańską burleską, czyli show gdzie akcent kładzie się głównie na piękne kostiumy i piękne ich zrzucanie, to mam głęboki szacunek do Dity Von Teese i tego, co robi na scenie. Imponuje mi kontrola, jaką ona posiada nad każdym ruchem. Nawet ruch brwią jest nasycony flirtem, zmysłowością. Dita nie jest tancerką (chociaż ma doświadczenie baletowe, które wykorzystuje chodząc na pointach w jednym ze swoich numerów), w dodatku nie wykorzystuje wielu trików, które są burleskowym standardem (tassel twirling, jakiekolwiek drżenia czy bumps & grinds). Ona po prostu się ładnie porusza. Ale magnetyzuje i przyciąga spojrzenia, bo każdy jej ruch jest ładny. Jeśli zrobi się stopklatkę w dowolnym momencie jej występu, to wygląda ona ładnie.

Mam wrażenie, że ostatnimi czasy przybywa w Polsce zajęć i eventów gdzie pada słowo „burleska” ale chodzi tak naprawdę o ten show dance, który można zobaczyć w filmie „Burlesque” (który nie jest o burlesce, ale o tym kiedy indziej), w filmach z choreografiami Boba Fosse. Widzę grupy taneczne, które reklamują swoje „show z tańcem w stylu burlesque” i zastanawiam się o co chodzi.
W większości przypadków chodzi o to, że jest muzyka z ww. filmu. Albo „Nine”, „Chicago”, „Cabaret”, „Moulin Rouge”, albo jakiś broadway jazzowy standard w stylu „Fever” czy czegoś. Dołóżcie do tego kabaretki, cekiny, najlepiej czerwone rękawiczki, szpilki i strój złożony głównie z bielizny. I ogon z boa. Dołóżcie do tego taniec z krzesłem. Albo przy rurze. Albo dużo pracy w parterze. I tyle, to jest ten „burlesque dance”, burleska taneczna, czy jak to tam chcecie nazwać.
A teraz idźcie na YouTube i spróbujcie wyszukać jakiś „burlesque dance” bez któregokolwiek z tych elementów.
I tu odpowiedź na, myślę, ważne pytanie, które mogą zadawać sobie osoby spoza świata burleski. Dlaczego są performerzy, którzy tak się burzą na nazywanie burleski tańcem, a siebie tancerzami?
Bo burleska to też kostium, który często robi się samemu. To nie jest bieliźniany gorset, rękawiczki i melonik. Przeczytałam kiedyś taką zasadę – jeśli osoba z publiczności mogłaby mieć na sobie ten sam strój co ty, to twój kostium sceniczny nie jest skończony.
Burleska jest feministyczna. Polityczna. Jest parodią. Jest wesołą satyrą. Jest po prostu humor. Śmiejemy się z wielu rzeczy. Z Anglików. Z Francuzów. Z muzyki klasycznej. Z krów, małpkoni, kurczaków, kaczek, insektów. I jeszcze raz z małp. Z religii. Z siebie samych.
Burleska może być hołdem dla naszych idolek – Josephine BakerBettie Page, Dixie Evans, Amy Winehouse.
I tak dalej, i tak dalej.
To, co pokochałam w burlesce, to fakt, że nie trzeba być profesjonalnym tancerzem, nie trzeba wyglądać w określony sposób, nie trzeba trzymać się określonego stylu. Trzeba tylko lubić swoje ciało i mieć coś do powiedzenia – to wystarczy za punkt wyjścia do stworzenia fajnego show. Dlatego z pełną premedytacją nigdy nie nazwę się tancerką, bo mimo wieloletniego doświadczenia z tańcem się nią nie czuję. Ale czuję się performerką. Czuję się artystką rozrywkową i moje show jest wartościowe bez super choreografii, szpagatów i kankana. I nie mówię tutaj, że show z tymi elementami jest mniej wartościowe – ale to nie te elementy świadczą o tym, czy to jest mniej czy bardziej burleska. Taniec to tylko jedna z wielu, wielu, wielu rzeczy, które można w niej znaleźć.
Teraz wiecie dlaczego irytuje nas nazywanie burleski tańcem?

Polish Burlesque Festival!

polish burlesque festival

Moi drodzy, mam ogromną przyjemność zaprosić Was na pierwszy w Polsce festiwal burleski! Impreza odbędzie się w dniach 11-13 września w warszawskim Kinie Iluzjon i sąsiadującym z kinem Iluzja Cafe. Szczególnie polecam piątkową Live Jazz Burleswue Gala, podczas której wystąpię z jazzowym zespołem na żywo (zdecydowanie odhaczony punkt na bucket list!)

Program imprezy:

Dzień 1
11 września 2015 (piątek)

♥ Live Jazz Burlesque Gala ♥
godz. 20. || Kino Iluzjon (Sala Stolica)

Tego dnia wszystko się zacznie…

Pokazy burleski do tradycyjnego jazzu.
Muzyka na żywo: Warsaw Burlesque Jazz Band

Prowadzenie: Betty Q

wystąpią:

Hedo Luxe (GER)
Coco de Chocolat (PL)
Fraulein Frauke (SWE)
Lady Francescca (SWE)
Lady Mousellyca (CZ)
Lola Noir (PL)
Lou Lou Champagne (FRA)
Miss Jenna Beth (USA)
Pepper Sparkles (FIN)

♥ Afterparty ♥
godz. 22.30 || Café Iluzja

Wyjątkowe glamour afterparty z pokazami burleski.
Zagra kolektyw Fransua and Benua, w składzie Macio Moretti / Bartłomiej Tyciński

Wystąpią:
Betty Q (PL)
Juicy Jane (PL)
Red Juliette (PL)

Dzień 2
12 września 2015 (sobota)

♥ Burleskowe warsztaty ♥
godz. 12-16. || Szkoła Tańca Steps 4 You

Niesamowite warsztaty z gwiazdami festiwalu Vicky Butterfly oraz Hedo Luxe (będę na obu!)

♥ Big Burlesque Gala ♥

godz. 20. || Kino Iluzjon (Sala Stolica)

prowadzi Sonia Bohosiewicz

wystąpią
Vicky Butterfly (GB)
Aphrodite DeVine (GER)
Catrice Cat(SK)
Coco de Chocolat (PL)
Gonzalo de Laverga (IT)
Hedo Luxe (GER)
Juicy Jane (PL)
Lady Francescca (SWE)
Minouche Von Marabou (CH)
Miss Chrissy Kiss (EST)
Pepper Sparkles (FIN)
Pretty Boy Rock (USA)
Red Herring (CAN)
Red Juliette (PL)
Valentina del Pearls (FRA)

♥ Afterparty ♥
godz. 22:30 || Café Iluzja

dj set by: Lula Rose (GER)
Wystąpią:
Aphrodite DeVine (GER)
Juicy Jane (PL)
Red Herring (CAN)

Dzień 3
13 września 2015 (niedziela)

♥ Burlesque Brunch ♥
godz. 12 || Café Iluzja

Wyborny brunch, dobra muzyka i burleskowy targ.

DJ set by: Wujek Ben (FRA/PL)
wystąpią:
Coco de Chocolat (PL),
Fraulein Frauke (SWE),
Red Juliette (PL),
Valentina del Pearls (FRA)

Bilety:
jedna gala – 90 zł
karnet na dwie gale – 150 zł
jedna gala vip (stoliki i pierwszy rząd) – 140 zł
karnet na dwie gale vip – 250zł

Afterparty oraz burlesque brunch – wstęp wolny

Line up festiwalu jest naprawdę imponujący, więc jeszcze raz gorąco zapraszam!

Strona festiwalu

Kino Iluzjon

Burlypicks Warsaw!

Burlypicks Warsaw

Burlypicks to międzynarodowy konkurs burleski organizowany przez Burlesque Bitch i Kat De Lac, performerkę która miała okazję gościć w Warszawie w zeszłym roku podczas Burleskowej Sceny Otwartej – The Movies Night. Jest to konkurs przeznaczony zarówno dla performerów burleski jak i przedstawicieli tzw. variety – drag show, żonglerki, sztuki cyrkowej etc.

Miałam niezwykłą przyjemność dzielić scenę z Red Juliette, Coco De Chocolat, Juicy Jane, Rose de Noir, Dragon Ines, Mr Tutti Hide, Celeste De Moriae i Papiną McQueen. W składzie jury zasiadały Kat De Lac, Kim Lee i Parolina.

Burlypicks Warsaw

Konkurs składał się z trzech części – każdy performer wykonywał swój „główny” numer, osoby biorące udział w konkursie wokalnym dodatkowo wykonywały piosenkę, potem większość performerów spróbowała swoich sił w improwizacji, a na koniec niektórzy zmierzyli się z frędzlami z przodu i tyłu, czyli tassels i assels.

Wystąpiłam na scenie w sumie cztery razy – z głównym numerem „Master & Servant”, piosenką „Nie mów mamie”, w improwizacji i kategorii „tassels”. Improwizacja, która była pierwsza, była dla mnie najtrudniejszym zadaniem. Trzeba było wylosować zadanie (w moim przypadku był to „głód”) i pokazać je w trakcie dwóch minut improwizacji do muzyki, której wcześniej się nie znało. Wykorzystywane piosenki były jednak popularne i nie było niespodzianek – ale zdarzyło się np. zadanie pokazania bycia śpiącym do „Sexy Back” Justina Timberlake’a 🙂

Burlypicks Warsaw

Pierwsze (zasłużone!) miejsce w głównym konkursie zdobyła Coco De Chocolat, która na jesieni pojedzie dumnie nas reprezentować podczas finału w Los Angeles! Drugie i trzecie miejsce przypadło Red Juliette i Juicy Jane. Poza główną nagrodą rozdane zostały następujące tytuły:

Master of Singing – ja :)))

Burlypicks Warsaw

Master of Comedy – Juicy Jane

Master of Improvisation – Coco De Chocolat

Master of Tassels – Coco De Chocolat

Master of Assels – Celeste de Moriae

Burlypicks Warsaw

To pierwszy tego typu konkurs organizowany w Polsce i udział w tworzeniu naszej burleskowej historii był prawdziwą przyjemnością :)))

Wszystkie zdjęcia powyżej: Fottoo.pl. Poniżej zaś kilka selfiaków z Instagrama, na którym możecie śledzić moje burleskowe życie o tu.

Burlypicks Warsaw
Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw

Burlypicks Warsaw

Czy burleska musi być śmieszna, czyli parę słów o „Burleskowym Święcie Wiosny”

Burleskowe Święto WiosnyBurleskowe interpretacje filmów, sztuk i baletów nie są niczym nowym. Sięgając do korzeni burleski można się wręcz dopatrzyć jej źródeł w satyrach przedrzeźniajacych sztukę wysoką. Samo słowo „burleska” pochodzi od włoskiego „burla” oznaczającego figiel, żart, kpinę. Początków burleski można się doszukać w XVIII-wiecznych groteskowych parodiach sztuki wysokiej – opery, baletu, przeznaczonych dla plebsu.

Współczesne burleskowe interpretacje znanych widowni tematów również nie są niespotykane. W Stanach Zjednoczonych są grupy zajmujące się produkcją tego typu spektakli – nowojorska trupa The Hotsy Totsy Burlesque specjalizuje się w widowiskach nawiązujących do słynnych filmów i seriali – zrobili już spektakle na motywach seriali takich jak „Doctor Who”, „Mad Men”, „Game of Thrones” czy „Buffy the Vampire Slayer”, były też show poświęcone „Harry’emu Potterowi”, „Groundhog Day”, „Star Wars”, „Hitchhiker’s Guide to the Galaxy”, „The Big Lebowski” (sic!), „Showgirls”, „Charlie’s Angels” i „Planet of the Apes”.  Z kolei duet Lily Verlaine i Jasper McCann wyprodukowali burleskową wersję „Alicji w Krainie Czarów” – „Through The Looking Glass” i „Dziadka do orzechów” – „Land of the Sweets”.

Burleskowe Święto Wiosny

Pomimo tego zadanie, którego podjęła się Betty Q było niezwykle ambitne i trudne. Po pierwsze, w Polsce tego jeszcze nie było. Po drugie, postawiła ona na burleskową interpretację „Święta Wiosny” Igora Strawińskiego. Sam balet dość kontrowersyjny (poniżej zamieszczam link do urywku z ciekawego skądinąd filmu „Coco Chanel et Igor Stravinsky” obrazującego jak wyglądała premiera tego baletu).

To, co mnie na samym wstępie zaskoczyło, to brak wspomnianego wcześniej elementu satyry. To była burleska bardzo poważna, aspirująca do miana sztuki równie wysokiej co balet i teatr. Wystawiana w teatrze, z aktorką teatralną w roli konferansjerki. Oprawa wizualna i techniczna spektaklu była na bardzo wysokim poziomie – jest on współfinansowany przez miasto i widać, że pieniądze te zostały dobrze spożytkowane. Piękne kostiumu autorstwa mojej dobrej znajomej Ruta Art robią wrażenie. Na potrzeby show została napisana muzyka i przygotowane wizualizacje. To z pewnością duży sukces tego przedstawienia – podejrzewam, że jeszcze nie było w Polsce tak skrupulatnie przygotowanego spektaklu. Skłamałabym jednak gdybym napisała, że nie mam doń żadnych uwag i jestem tylko i wyłącznie zachwycona. No nie jestem.

Burleskowe Święto Wiosny

Można oczywiście wytknąć pojedyncze problemy – widoczne zestresowanie performerki, zbyt cicha muzyka, problem z rekwizytem, problem z kostiumem. Każdy performer jednak wie, że te rzeczy się po prostu zdarzają, czasem częściej, czasem rzadziej. Może gdybym była bardziej zaangażowana w spektakl, nie byłyby dla mnie one tak widoczne. Ale spektakl nie angażował a wręcz utrudniał mnie-widzowi angażowanie się.

Burleskowe Święto Wiosny

Raz, że temat niełatwy. Impresje na temat kobiecości czasem były trafione bardziej (piękny, bardzo teatralny występ Betty Q otwierający show), czasem trochę mniej (numer z gejszą – jestem przeciwna wykorzystywaniu elementu cudzej kultury jako „przebrania”). Dwa, że tekst niełatwy. Nie wątpię w to, że Misty A włożyła w jego napisanie wiele wysiłku, ale zginął on gdy okazało się, że konferansjerka najwyraźniej nie miała okazji się z nim zapoznać i nie do końca ogarniała charakterystykę publiczności. Ponadto – nie wiem czy przychodząc na spektakl burleskowy chcę zastanawiać się nad tym, czy jakaś mała dziewczynka szyła w Chinach T-shirt który ma na sobie pan z widowni. Trzy, że owa profesjonalna realizacja też była niełatwa w odbiorze. Muzyka piękna – ale trudna i niestandardowa. Cieżko mi się jej słuchało w kontekście burleskowym – byłaby świetnym podkładem do pracy czy do posłuchania w ogóle, ale nawet dla mnie, osoby słuchającej na co dzień głównie jazzu, było zbyt chaotycznie. Charakter całego przedstawienia nie był lekki. Co ważniejsze, z założenia nie miał być lekki. Było wzniośle, poetycko, obrazkowo. Cały czas.

Mam z tego powodu trudności z nazwaniem tego spektaklem burleskowym. Moja definicja burleski zakłada ten element satyry, przymrużone oko, świadomość sztuczności całego show. Tutaj mi tego zabrakło. Bodaj jedynym momentem gdy zaśmiałam się z czegoś dziejącego na scenie był występ Coco de Chocolat, w którym z jej kostiumu meduzy wyleciały napompowane helem baloniki.

Nie twierdzę, że w burlesce nie ma miejsca na numery poetyckie, oparte wyłącznie na wrażeniu estetycznym. Ale zrobienie całego spektaklu tylko i wyłącznie z takich numerów było posunięciem bardzo ryzykownym i, moim zdaniem, nie do końca trafionym. Burleska jest przede wszystkim sztuką rozrywkową, która oczywiście przy okazji mówić widowni coś mądrego. Ale musi to mówić w sposób przystępny. Można mówić rzeczy ważne i nie robić tego tak poważnie.

Wszystkie zdjęcia: Fottoo.pl

Trudne słowa do użycia podczas rozmowy o tym, dlaczego burleska jest wbrew pozorom zajęciem intelektualnym (a przynajmniej może nim być)

60ff05e1ed7c9b8b24511ead87291435
Z dedykacją dla mojej mamy.

Gender

Płeć kulturowo-społeczna, przedmiot lęku i niezrozumienia wśród środowisk mocno katolickich. Przez gender rozumie się sumę cech osobowości, zachowań, ról społecznych i stereotypów rozumianych jako przynależące do danej płci biologicznej ale nie wynikające z niej bezpośrednio. Wbrew temu, co słyszy się z ambony, gender nie promuje żadnych konkretnych zasad ani zachowań (zwłaszcza seksualnych). Studia gender każą nam się zastanawiać nad tym, dlaczego uważamy coś za kobiece albo męskie i jakie wynikają z tego dla nas i innych konsekwencje społeczne.

Kamp

Z angielska camp. W tym znaczeniu nie jest to obóz ani nie jest to Kamp! czyli znakomity zespół muzyczny. Kamp to taka estetyka hipstera. Coś jest fajne właśnie dlatego, że jest kiczowate. Fajne ironicznie. Pojęcie kamp pojawiło się w czasach kontr-kultury lat 60 XX w. Wg Susan Sontag, która w 1964 opublikowała esej Notes on Camp, istotą tej konwencji jest świadome upodobanie do tego co jest ewidentnie sztuczne i przesadzone. Kicz może być nieświadomy, ale kamp jest zawsze z premedytacją.
Kamp jest sztuką, która chce być poważnie traktowana, ale nie można jej traktować zupełnie poważnie, bo jest jej „za wiele”.
Jaka sztuka jest kampowa? Balet. Moda (haute couture!). Glam rock. Drag show. No i oczywiście burleska.

Normatywność

W kontekście burleski mówimy o normatywnym i nienormatywnym ciele. Normatywne ciało to ciało mainstreamowe. Takie jakie widzisz w telewizji, w internecie, na okładkach czasopism. Ciało, które uważasz, za „normalne” w swoim kontekście kulturowo-społecznym. Ciało nienormatywne to każde ciało, które nie przystaje do twojej normy. Mówienie o normatywności ciała każe nam zastanawiać się nad tym, jakie ciało uznajemy za „normalne” a jakie za niezwykłe, odbiegające od normy.

Performatywność

Pojęcie performatywności płciowej pojawiło się w książce Judith Butler Uwikłani w płeć (ang. „Gender Trouble”). Oznacza ono sposób konstruowania płci społeczno-kulturowej (czyli gender) poprzez jej odgrywanie i powtarzanie. Performatywność jest więc pojęciem zwracającym uwagę na sztuczność czynności podkreślających przynależność do danej płci. Dla przykładu – taką czynnością jest makijaż, czy noszenie konkretnego rodzaju ubrań. Taką czynnością jest mówienie w określony sposób. Taką czynnością jest korygowanie jakiegoś zachowania bo „nie przystoi” ono osobie danej płci. Performatywność płci (jak większość „norm”) jest najbardziej widoczna wtedy, gdy się jej przeciwstawiamy czyli np. w drag show. Kultura drag (czyli występowania w roli innej niż własna płci) ma długą i bogatą tradycję m. in. w teatrze, pantomimie, operze, później oczywiście w filmie i telewizji i muzyce współczesnej. Drag queens i drag kings to osoby specjalizujące się w występach, których ideą jest pokazywanie płci w przerysowany, komiczny sposób.

Ciekawostka: studiowałam literaturę amerykańską i miałam tam kurs „Literatura – psychoanaliza – feminizm” na którym również omawialiśmy Butler. Wnioskiem z tych zajęć było zdanie „Every gender performance is a bit drag” 🙂 )

Muszę też przyznać, że właśnie z tego względu lubię o sobie mówić „performerka” burleski, bo burleska to dla mnie performance.

Subwersja

W kontekście przez nas rozpatrywanym (czyli gender vs. płeć) subwersją będzie zachowanie lub postawa przeczące normatywnej opinii na płeć, rolę płciową czy seksualność. Zachowania subwersyjne demaskują i podważają mechanizmy płci kulturowej i stereotypów z nią związanych; dekonstruują ustalone dwubiegunowe podziały, androcentryzm i heteronormatywność (tego tłumaczyć nie będę, sprawdźcie sami). Można tego dokonać w dwojaki sposób – przyjmując zachowanie innej niż „własna” płci lub przerysowując zachowanie związane ze swoją płcią. Można też zmieniać kontekst danego zachowania czy stereotypu, np. biorąc heteronormatywną piosenkę, film, tradycję i osadzając ją w kontekście queerowym.

Trzecia fala feminizmu

Jeżeli pierwsza fala feminizmu zajmowała się pozycją kobiet w kontekście prawnym i edukacyjnym (prawo do wykształcenia, prawo głosu, prawo do posiadania majątku), a druga w kontekście zawodowym i seksualnym (równouprawnienie w pracy, prawo do antykoncepcji i aborcji), to trzecia fala feminizmu zaczęła się skupiać na tym jakie znaczenie dla równouprawnienia kobiet mają czynniki takie jak rasa, etniczność, wyznanie, orientacja seksualna czy pozycja społeczno-ekonomiczna. Nacisk kładzie się nie tylko na walkę z przemocą na tle płciowym, prawa reprodukcyjne, ale też przemoc językową, wsparcie macierzyństwa, czy wreszcie wolność ekspresji kobiecości. Czyli w skrócie – kobieta nie musi rezygnować z makijażu i szpilek żeby nazywać się feministką. Może być żoną i matką, może być singielką, może pracować w firmie, może prowadzić gospodarstwo domowe i nadal być feministką. W kontekście burleski? Może pokazywać swoje ciało na scenie i nadal być feministką. Może uczynić ze swojego występu spektakl wykorzystujący kamp, wykorzystujący stereotypy związane z tym co robi i jak wygląda kobieta i uczynić z tego osobisty manifest. Albo po prostu dobrze się bawić i cieszyć swoim ciałem i swoją seksualnością. I nadal być feministką.
„Performerki nowej burleski, tak jak striptizerki w nocnych klubach, odgrywają fantazje o kobiecie, ale należy wskazać istotne przesunięcia, które dokonują się na nowo burleskowej scenie. Po pierwsze, performerki pracując nad numerem, sięgają do własnych fantazji, poszukują swojej alternatywnej kobiecości. Po drugie, wyobrażenia te składają się na swoistą metafantazję widowni o świadomej swojej wartości kobiecie, która w pełni akceptuje własne ciało i nie wstydzi się swojej seksualności, mówiąc inaczej, nie wstydzi się pożądać i być pożądaną.” (Agata Łuksza, „Gorsety, pończochy, nasutniki. Kobiecość w nowej burlesce”, Tematy z Szewskiej 1(11)/2014, Wrocław)
Jeśli masz propozycję jakie trudne słowa mogą być dodane do tej listy, zostaw swoją propozycję w komentarzu!

Strip or Tease

tumblr_lysd2vSc0J1qmho7ko1_500

Moja relacja ze striptizem w burlesce była zawsze dość prosta. Nie mam problemu z pokazywaniem swojego ciała na scenie, ale nagość jest dla mnie zawsze środkiem, ale nie celem samym w sobie. Ponieważ jednak burleska jako nurt jest w dzisiejszych czasach bardzo różnorodna, są też i różne podejścia do tej nagości i striptizu.

page_turner_02

Swego czasu Ania Redlin organizowała warszaty z burleski, które reklamowała następującymi słowami: „atmosferę burleski oprawimy rzetelną ramą taneczną. Pokażemy tease, ale nie strip. Uwiedziemy widza techniką taneczną i grą aktorską, sugestią, niedopowiedzeniem i stylem”. Pamiętam, że to wyraźne odcięcie się od elementu striptizu bardzo mnie to zastanowiło – ale zaraz, czy strip w burlesce to coś wstydliwego?

page_turner_04

Pamiętam także taki cytat z jednego wywiadu z Ditą Von Teese:

I keep reading about all of these movies coming out and quotes from people saying, ‚We don’t take off our clothes – we’re classy. It’s like burlesque without the strip.’ And I’m like what are you talking about? There is no burlesque without the strip. The trick is can you be classy, sophisticated, elegant and take off your clothes? That’s my goal, to show it can be elegant and beautiful and sophisticated, rather than dumbing it down and commercializing it for the masses.

Nie jest oczywiście tak, że nie można uprawiać burleski bez striptizu. QT, performerka z Betty Q & Crew, w ogóle się nie rozbiera. Tym niemniej jej występy są jak najbardziej burleskowe. Dlaczego? Bo jest w nich klimat burleski, flirt, oko do publiczności, czerwone koronkowe body wyciągane z garnka. Burleska nigdy nie była oparta na zawiłej technicznie choreografii i nazywanie zaawansowanych choreograficznie numerów oscylujących w tematyce retro (cekinów, kabaretek, tego okropnego filmu z Christiną Aguilerą, whatever) burleską jest dla mnie chwytem pod publiczkę.

page_turner_05

Kabaret. To nie jest brzydkie słowo. A dużo bardziej pojemne jeśli wyjdziemy z polskiego skojarzenia z grupą mężczyzn o wyglądzie wiecznych studentów w wyciągniętych swetrach, opowiadających nieśmieszne dowcipy w telewizji publicznej.

page_turner_08

Biegunowo mamy podejście do burleski jako pewnej artystycznej formy striptizu, ale z wyraźnym akcentem na zdejmowanie z siebie ubrań. Burleska oczywiście wyewoluowała ze striptizu i wiele performerek burleski zaczyna jako striptizerki – nawet Dita Von Teese, która zaczęła uprawiać burleskę po to żeby wyróżnić się na tle innych dziewczyn. Ostatecznie jednak nie zaliczyłabym tego, co dziś uprawia Dita jako „klasycznego” striptizu – właśnie dlatego, że ta nagość nie jest celem. Striptiz nie jest celem. W jej występach nie chodzi dla mnie o to, ŻE ona się rozbiera, tylko JAK to robi. Ale oglądając wiele numerów mam wrażenie, że striptiz jest ich częścią bo tak się przyjęło, bo burleska to po prostu taka nieco bardziej zawiła forma striptizu no i trzeba te cycki pokazać. No nie trzeba. Można.

page_turner_07

Nic mnie tak nie irytuje i nudzi jak oglądanie numerów, których jedyną treścią zdejmowanie z siebie kolejnych części garderoby, żeby nie wiem jak piękna ta garderoba była. Jeśli jedynym pomysłem na numer jest rozebranie się, to jest to formuła bardzo powtarzalna i szybko widza znuży.

2be0ccf4c43b56295207cc3c774bd64f

Wiele performerek burleski, z racji na wcześniej wspomniane różne początki, nie ma oporów przed byciem nazywanymi „strippers”. Ja osobiście mam mieszane uczucia. Stawianie znaku równości między jednym i drugim jest dla mnie spłyceniem tematu. To tak jakby nazwać taniec brzucha tańcem egzotycznym. Niby elementy zbliżone do siebie, ale jedna forma jest dużo bardziej artystyczna.

W czasach złotego okresu burleski, lat 40 i 50 burleska była striptizem, bo taki był dopuszczalny striptiz. Ale w dzisiejszych czasach, kiedy żeby zobaczyć kobiece piersi wystarczy odpalić serwis plotkarski, albo iść do klubu go go w którym zobaczymy wszystko co będziemy chcieli – burleska jest narzędziem do realizacji nostalgii. Powrotem do tych czasów – może nieco absurdalnych – kiedy cenzura naprawdę nie pozwalała pokazać więcej niż przysłowiowe pasties and a g-string.

(notka została opatrzona zdjęciami Bettie Page z edytorialu „Guide for Strip-Teasers” który ukazał się w Carnivale Magazine w roku 1953 i obrazuje różne prawa dotyczące granic striptizu w poszczególnych stanach USA)