Opera za trzy grosze @ Krakowski Teatr Variete

Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete

Opera za trzy grosze – ryzykowne posunięcie?

Krakowski Teatr Variete specjalizuje się w moim ulubionym gatunku sztuki – kabarecie, musicalu, farsie. Po sukcesie “Legalnej blondynki” i “Chicago”, oraz ich muzyczno-tanecznych spektakli typu “Variete Film Show”, adaptacja bodaj najpopularniejszej sztuki Bertolda Brechta i Kurta Weilla to naturalny kierunek ewolucji. Jednocześnie „Opera za trzy grosze” jest nieco bardziej ryzykownym przedsięwzięciem niż ich poprzednie produkcje.

Myślę, że “Opera…” jest trudnym spektaklem dla kogoś, kto nie pasjonuje się teatrem i jego możliwościami. Efekt obcości, w którym Brecht się lubował, jest tu bardzo obecny – podkreślanie sztuczności sytuacji teatralnej, zwracanie się bezpośrednio do publiki, używanie tabliczek z tytułami piosenek. Wszystko to ma potęgować u widza poczucie, że akcja sztuki jest umowna i nie dzieje się naprawdę – liczy się tylko przesłanie. Przesłanie bardzo polityczne i bardzo bezpośrednie, a więc znowu – dość ciężkie dla widza przyzwyczajonego do lekkiej rozrywki.

Życie to cyrk na kółkach

Mówiąc o efekcie obcości, reżyser Jerzy Jan Połoński postanowił iść w swojej adaptacji o krok dalej – teatr jest tutaj nie tylko świadomie sztuczny. Teatr jest tu bardzo dosłownym cyrkiem. Ekipa postaci drugoplanowych ma czarno-białe kostiumy przywodzące na myśl klaunów albo mimów – między nimi króluje przyjaciel londyńskich żebraków, Jonatan Jeremiasz Peachum w czerwonym skórzanym surducie nadającym mu wygląd ringmastera. We wszystkich scenach przewija się też niemy (do ostatniej sceny) iluzjonista podający rekwizyty i wykonujący sztuczki i efekty pirotechniczne w ciekawy sposób nawiązujące do tego, co akurat dzieje się na scenie. A czego tam nie ma! Płonące obręcze, lewitujące laski, niemające końca serpentyny, karty… Moim ulubionym momentem było chyba żonglowanie w tle ceny gdy Mack desperacko próbuje znaleźć sposób na wydostanie się z więzienia.

Teatr (prawie) totalny

Niezwykle podoba mi się, że w spektaklu jest wykorzystywana cała sala, nie tylko scena. Doświadczyłam tego również na “Variete Film Show”, ale tutaj tym bardziej pasuje to do łamiącego konwencję Brechta. Aktorzy śpiewają z balkonów, tancerze biegają pomiędzy publicznością, a w którymś momencie prawie cała obsada po prostu siada na schodach i podłodze razem z widownią. To totalne podejście do spektaklu jako widowiska bardzo podnosi jego wartość. Mamy tu ciekawą choreografię (której autorem jest Jarosław Staniek). Humor czerpany jest nie tylko z tekstu ale również z fizyczności postaci, ze scenografii (za którą razem z kostiumami odpowiadała Marika Wojciechowska), a nawet z zabawy oświetleniem. Na scenie dzieje się bardzo dużo – chwilami może nawet trochę za dużo. Są momenty, gdy trudno skupić się na jednej konkretnej rzeczy. Gdy jedna osoba śpiewa swój song, grupa taneczna ma imponującą, skomplikowaną choreografię! Widzowi ciężko jest wybrać na czym zawiesić oko – bo wszystko jest tego warte!

Gdzieś już to widziałam…

Bardzo ciekawa była dla mnie też pewna intertekstualność tej adaptacji “Opery…”. Spektakl otwiera i przewija się później po scenie Narrator wyglądający jak skrzyżowanie klauna z Szalonym Kapelusznikiem oraz Królikiem z “Alicji w Krainie Czarów”. Orkiestra znajduje się na antresoli nad sceną, co przywodzi na myśl inscenizację “Kabaretu” z lat 90 (w reżyserii Sama Mendesa, jeśli nie znacie to koniecznie sprawdźcie!). Banda opryszków towarzyszących Mackowi ma na sobie kostiumy żywcem wzięte z “Mechanicznej pomarańczy”. A prostytutki z burdelu Jenny wyglądają, jakby wyskoczyły z adaptacji “Chicago”.

Kto to popełnił?

Co do obsady, to kompletnie powaliła mnie na łopatki Polly Peachum. To co Barbara Garstka robi na scenie jest wspaniałe, śmieszne, doskonałe wokalnie. Wspaniały jest też Piotr Urbaniak w roli policjanta Tigera Browna. Nie zdejmując okularów przeciwsłonecznych ani melonika mocno nasuniętego na czoło buduje swoją postać ruchem, głosem, postawą. Małgorzata Krzysica cudnie chwieje się na nogach i wyciska co się da z wiecznie podchmielonej, zblazowanej Celii Peachum. Warto też wspomnieć o Aleksandrze Konior grającej Lucy Brown. Jej duet z Polly to jeden z lepszych momentów musicalu pod względem połączenia humoru i kunsztu wokalnego.

Osobą, która wypadła w tym najsłabiej jest, co smutne, sam Macheath. W otoczeniu aktorów dających z siebie 120% (bo w tej adaptacji nie ma miejsca na subtelną grę aktorską) Rafał Drozd wypadł… trochę blado. Mack, niebezpieczny cwaniaczek-uwodziciel w białych rękawiczkach to rola, która wymaga charyzmy, której Drozdowi niestety tutaj zabrakło. Mam szczerą nadzieję, że to kwestia premiery, pojedyncza wpadka. W ostatecznym rozrachunku obsada jest naprawdę świetna, zaangażowana i “zżyta” z materiałem.

Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete
Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete
Opera za trzy grosze - Krakowski Teatr Variete

Opera za trzy grosze – czy warto?

Koniec końców, gorąco polecam wam odwiedzenie Krakowskiego Teatru Variete. Ich „Opera za trzy grosze” jest naprawdę, naprawdę warta dużo więcej groszy 🙂

Wszystkie obrazy pochodzą ze strony Krakowskiego Teatru Variete (Łukasz Popielarczyk / Krakowski Teatr Variete).

Wpis został edytowany aby poprawić drobne błędy. Poprzednia wersja zawierała wzmiankę o spektaklu „Broadway Exclusive”, który był spektaklem wystawianym w teatrze gościnnie.

15. Święto Niemego Kina | Pola Negri

15. Święto Niemego Kina w kinie IluzjonFilmoteka Narodowa organizuje już 15. edycję Święta Niemego Kina! To pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów czarno-białej kinematografii!

Co, gdzie, kiedy?

Festiwal odbędzie się w dniach 19–22 kwietnia w warszawskim kinie Iluzjon. Towarzyszyć mu będzie szereg wydarzeń dodatkowych w siedzibie FINA (Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny) przy ul. Wałbrzyskiej 3/5 w Warszawie. Klasyczne nieme filmy zostaną wyświetlone tak, jak to robiono w dawnych czasach, z akompaniamentem na żywo. Akompaniować za to będą tacy muzycy jak Włodek Pawlik, Jędrzej Łagodziński i Albert Karch, Spontaneous Chamber Music, Bye Bye Butterfly, Gaba Kulka, Drekoty, Resina i Miron Grzegorkiewicz, Pin Park
czy Sutari.

Podczas festiwalu pokazane zostaną takie klasyczne nieme filmy jak „Bestia” („The Polish Dancer”), „Nie chcę być mężczyzną” („Ich möchte kein Mann sein”), „Les Parisiennes” („Paryżanki”), „Danse des Ouled-Naïls”; „Danse du ventre”; „Danses Algeriennes” („Taniec plemienia Ouled-Naïls”, „Taniec brzucha”, „Tańce algierskie”), „Danses cosmopolites” („Tańce międzynarodowe”), „Hiszpańska tancerka” („Spanish Dancer”), „Dzika kotka” („Die Bergkatze”), „On with the dance” („Tańcząc”), „Szkoła Sztuk Pięknych”, „Niema z Portici” („Dumb Girl from Portici”) i bodaj najsłynniejsza „Puszka Pandory” („Pandora’s Box”) – a także wiele, wiele innych. Część z nich została sprowadzona specjalnie z okazji festiwalu, więc sporo z tych filmów będzie pokazywanych w Polsce po raz pierwszy!

Oprócz tego odbędzie się szereg wydarzeń towarzyszących, takich jak potańcówka w stylu retro we Foyer Kina Iluzjon z Warszawską Orkiestrą Sentymentalną, konferencja naukowa „Pola Negri – aktorka, ikona, legenda. W poszukiwaniu fenomenu gwiazdy” czy zwiedzanie Archiwum i Digitalizacji. Poli Negri poświęcona również będzie wystawa dostępna zarówno w Iluzjonie jak i budynku FINA. Kuratorami wystawy są Krystyna Zamysłowska i Piotr Kulesza z Muzeum Kinematografii. Co ważne, wstęp na wydarzenia towarzyszące jest bezpłatny (na niektóre wydarzenia obowiązują zapisy).

Osobiście nie mogę się już doczekać aby obejrzeć wszystkie te piękne filmy! A także żeby potupać nóżką w rytm dobrej muzyki, oraz posłuchać co ciekawego mają do powiedzenia znawcy starego kina!

Więcej szczegółów na temat Święta Niemego Kina znajdziecie na stronie internetowej http://www.swietoniemegokina.pl/. Do zobaczenia!

Jak odejść, to z hukiem – Pin Up & Burlesque Party vol. 6!

Znalezione obrazy dla zapytania pin up burlesque party 6

Oj, do napisania tej relacji zbierałam się długo. Ale było trochę do pomyślenia.

Więc tak – kilka dni po zakończeniu Pin Up & Burlesque Party jego niestrudzone organizatorki, Vintage Girl i Ina Von Black oświadczyły, że była to ostatnia edycja. Trochę rozumiem tę decyzję, ale szkoda mi właściwie jedynej takiej imprezy w stylu retro w Polsce. Pin Up & Burlesque Party nigdy nie było piknikiem na który przychodziło się w dżinsowych szortach i flaneli. Dziewczynom udało się stworzyć elegancki event, na który osobom aktywnym w naszej niszy nie wypada nie być i nie wypada nie wyglądać. Miałam ogromną przyjemność spędzić wieczór w towarzystwie takich dziewczyn jak Klod, Nina Holy, Rockagirl, RetroFem, Edie Von Cinnamon, Lacy Dottie i Vilma Rouge. Myślę, że nasza loża była pełna najpiękniejszych osób tego wieczora, ale wszyscy bardzo się starali 🙂

Dużo rzeczy pozostało takich samych. Impreza odbyła się w łódzkiej Scenografii (która nadal jest wspaniała), DJ Oldstyle przygrywał w przerwach pomiędzy setami. Retro Pasjonaci pojawili się z pięknym samochodem, przy którym można było sobie zrobić zdjęcie. Po zmroku jak zwykle było to pewnym wyzwaniem 🙂

Pewne rzeczy zostały jednak zmienione. Zupełnie obiektywnie myślę, że zaangażowanie w imprezę Betty Q było bardzo dobrym pomysłem. Jej spory wkład był dla tego wieczoru prawdziwym zastrzykiem energii. Betty energicznie poprowadziła imprezę, była też kuratorką sceny burleskowej. Oprócz tego miała swoje stoisko z merchandisingiem, na którym oprócz zdjęć znalazły się ręcznej roboty pasties i fascynatory!. Innymi atrakcjami były możliwość zrobienia sobie fryzury retro u Mamy Q, a następnie mini-sesji zdjęciowej z Fottoo.pl, która zaaranżowała najmniejsze studio świata i miała przy sobie mnóstwo ślicznych rekwizytów.

Scarlet del Acosta Betty Q

Burleska była na dobrym poziomie. Największe wrażenie zrobiła na mnie headlinerka, Colette Collerette, która wygląda jak żywcem wyjęta z końca lat 20. Zaprezentowała dwa numery, każdy z jakimś „smaczkiem” – w pierwszym żonglowała lewitującą kulą (a ja stałam w pierwszym rzędzie publiczności i nadal nie wiem jak to robiła), w drugim zaprezentowała bardzo klasyczny taniec z wielkim balonem. Wszystko było dopracowane – kostiumy, choreografia, muzyka, makijaż. Perfekcja!

Colette Collerette Colette Collerette

Oprócz Colette wystąpiły relatywnie nowe na scenie Scarlet Del Acosta (w klasycznym numerze z balonikami), Maggie Rabbit (która zaśpiewała na scenie „Duet kwiatów” z opery „Lakme” i rozwaliła mnie na łopatki) i Vila Vanilla (nie widziałam jeszcze takiego wykorzystania światełek LED na scenie i jestem absolutnie zaczarowana). W kategorii „wyjadaczek” pojawiły się Betty Q i Juicy Jane, obie z numerami rzadko pokazywanymi, więc nawet regularna burleskowa dziwka taka jak ja mogła zobaczyć coś nowego.

Scarlet del Acosta

Vila Vanilla

Pin up był, jak i w poprzednich latach, głównie w publiczności. Trochę mi brakowało czegoś bardziej związanego z modą, bo akcent znowu zdecydowanie był na „burlesque”. Myślę, że można było zorganizować na scenie coś związanego z modą, co nie było nagrodą za najlepszą stylizację. Ale, ale, muszę przyznać, że dziewczyny w tym roku zmieniły zasady i rozdały nagrody osobom, które po prostu uznały za najlepiej ubrane. Myślę, że jako organizatorkom jak najbardziej przysługuje im taki przywilej i popieram takie rozwiązanie. Ponadto nagrody – książki poświęcone ludziom z naszej ulubionej epoki – powędrowały w ręce osób, które wygrały bardzo demokratyczne losowanie.

Pin Up Burlesque Party

To oczywiste, że można było mnie znaleźć klaszczącą w pierwszym rzędzie 🙂

Pin Up & Burlesque Party

Najmniej z programu rozrywkowego obchodził mnie występ zespołu Tiger Skull, który w porównaniu z zespołami grającymi w poprzednich latach uderza dużo bardziej w punkowe nuty psychobilly. Bardzo niemoje, więc kwestia gustu. Jeśli ktoś jest fanem, pewnie bawił się dobrze – mnie nieco przeszkadzał fakt, że zespół był nagłośniony tak, że nawet na drugim końcu klubu nie dało się rozmawiać bez krzyczenia do siebie nawzajem.

Impreza nie odbiegała poziomem od poprzednich edycji. Jako ukoronowanie wysiłku dziewczyn – myślę, że była dobrym pożegnaniem. Trochę szkoda, a trochę ciekawa jestem, czy na rynku pojawi się jakieś wydarzenie, które wypełni lukę, jaką Pin Up & Burlesque Party niewątpliwie po sobie zostawi.

Zdjęcia: Obiektywna Łódź

A tak prezentowałam się na imprezie ja:

Zdjęcie: Retro Pasjonaci – Łódź
Bluzka + spódnica: ReStyle
Rękawiczki, fascynator, biżuteria: wyciągnięte z mojej przepastnej szafy pełnej skarbów

Variete Film Show @ Teatr Variete

variete_prapremiera083

Krakowski Teatr Variete to dla mnie prawdziwe odkrycie. Takiej właśnie rozrywki chcę! No, prawie takiej 🙂 Gdy tylko mogłam, zarezerwowałam bilety na premierę „Variete Film Show”, która odbyła się w kwietniu.

Tak, przerwa w pisaniu była dłuższa niż zakładałam. Wiązało się to z dużą liczbą ważnych zmian w moim życiu prywatnym. Wiecie, nowe życie, nowa jakość 🙂

„Variete Film Show” jest spektaklem nastawionym na maksymalny efekt. Same znane piosenki z filmów (jest ich w show aż 25!), poprzedzone urywkami wyświetlanymi na ekranie znajdującym się w centrum sceny. Świetny zespół wokalny i świetny zespół taneczny (no i świetny zespół instrumentalny!). Aranżacje w większości przypadków dość klasyczne, choć zdarzają się ciekawe zaskoczenia („Waterloo” śpiewane przez dwie kowbojki, które przechadzają się między publicznością). Pojawiła się też jedna symboliczna piosenka polska, z filmu „Halo, Szpicbródka czyli ostatni występ Króla Kasiarzy” – „Nogi roztańczone”.

Showstopperów jest tu conajmniej kilka – w pamięci najbardziej zapadło mi „All For Love”, fe-no-me-nal-ne „Goldeneye” i „All By Myself”. Nie wszystkie aranżacje są oczywiście „winnerami” – bardzo sztampowe „Lady Marmalade” raczej mnie rozczarowało, ale jako performerka pewnie mam wyższe oczekiwania niż standardowa widzka.

variete film show variete film showvariete film show variete film show variete film show variete film show variete film show variete film show

Muszę też zaznaczyć, że jestem pod ogromnym wrażeniem oprawy technicznej spektaklu. Czego tu nie było! Świetne, bogate oświetlenie, rozwijana siatka przez środek sceny, animacje sceny, podest który jeździ po całej scenie… Wykonawcy ogrywają całą przestrzeń, którą mają dostępną, łącznie z widownią, balkonami i schodami prowadzącymi w stronę sceny. To daje uczucie bycia nie tylko widzem, ale i uczestnikiem show!

Spektakl w reżyserii Janusza Szydłowskiego będzie wystawiany w Teatrze Variete 23 i 25 września. A ja już nie mogę się doczekać pójścia na Broadway Exclusive i Rewię VARIETE! Jeśli chcecie więcej recenzji, albo znacie jakieś spektakle, które chcielibyście, żebym opisała, dajcie znać w komentarzach!

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Variete.

Zmęczenie materiału, czyli Pin Up & Burlesque Party #5

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Na początek, żeby nie było, że się od razu czepiam – było naprawdę fajnie. Pin Up & Burlesque Party pozostaje jednym z bardzo nielicznych eventów o stylistyce retro w Polsce, który jest organizowany regularnie, na poziomie, z pomysłem i nie jest eventem stricte rockabilly. Ze wszystkich tych powodów bardzo się cieszę za każdym razem gdy wskakuję w autobus do Łodzi by zabawić się wśród innych miłośników stylu retro, którzy lubią się wystroić na specjalną okazję.

Ale.

Formuła imprezy, która świetnie zagrała dwa lata temu i cały czas broniła się w zeszłym roku, po raz trzeci już trochę nudzi.

Miejsce – klub Scenografia – jak zwykle było wspaniałe. Scena, bar, pyszne drinki. Retro Pasjonaci – Łódź pojawili się, jak co roku, z pięknymi samochodami, przy których udało się cyknąć parę fotek. Ze względu na układ ogródka w Scenografii, niestety nie udało się ustawić samochodów tak, by uzyskać jakieś sensowne światło, w związku z czym zdjęcia były okupione walkami z lampą i dużą ilością cienia.

Prowadzący Łukasz Jaskóła, który wie, że darzę go ogromną sympatią (i wszystkie te rzeczy o których napiszę, powiedziałam mu osobiście), podpadł mi trochę. Po pierwsze, brakiem solidnego rozpoczęcia imprezy (jakieś „Witamy na piątej edycji Pin Up & Burlesque Party, imprezie przygotowywanej przez Vintage Girl i Inę Von Black, ja nazywam się Łukasz i będę was dzisiaj zabawiał, a gdybyście woleli inne atrakcje, to mamy ich dla was mnóstwo, więc bawcie się dobrze!” – tak, żeby wiadomo było, że impreza się zaczyna, z hukiem). Po drugie, postawą. Konferansjer, host, osoba prowadząca show to ktoś, kto buduje nastrój, kto odpowiednio nastawia i nakręca publiczność. Łukasz zachowywał się trochę tak, jakby przepraszał, że zajmuje nas czas, a trochę jakby nie wiedział co powiedzieć. Jego zmieszanie udzielało się mnie, osobie na publiczności. Po trzecie, Łukasz podpadł mi nieumiejętnością wymówienia pełnego pseudonimu zagranicznej gwiazdy sceny burleskowej. Fakt, „Xarah Von Den Vielenregen” nie należy do pseudonimów, które łatwo wpadają w ucho, ale bycie headlinerem zobowiązuje. Ekipę organizującą. Do tego, żeby umieli podać jej pseudonim w prawidłowy sposób. Nawet Vintage Girl w swojej relacji z eventu się machnęła.

Głównym punktem programu  była oczywiście burleska. Tu również zabrakło mi jakiegoś odpowiedniego zbudowania nastroju, jak i oddzielenia dwóch części, jakimi były scena otwarta i artyści zaproszeni przez organizatorki.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

A na scenie otwartej Dragon Ines wystąpiła z dwoma numerami – dziewczyną-graczem (do którego to numeru mam ogromny sentyment), oraz premierowym występem, w którym wcieliła się w rolę pszczółki. Jej występy były absolutnie urocze – Ines bardzo pasuje mi do takich komediowych klimatów, z każdym kolejnym „wykonem” jest coraz lepsza i z przyjemnością będę śledzić jej kolejne poczynania.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Drugą artystką występującą na scenie otwartej była Seduce Me. Znowu, zabrakło zapowiedzi, zwłaszcza, że w świetle ostatnich dywagacji o definicji burleski ważnym wydawało mi się wyraźne zaznaczenie, że to, co prezentowała nie było burleską. W pierwszym występie Seduce Me wykorzystywała hula hoops, a w drugim fire show. Oba pokazy były bardzo zmysłowe i z pewnością wpisywały się w ogólna stylistykę imprezy, ale nie wystarczy włożyć pończochy żeby nazwać to burleską. Odrobinkę raziło mnie też, że w obu występach Seduce Me miała na sobie ten sam strój, którego elementy troszeczkę do siebie nie pasowały. Ale ponieważ to nie burleska, nie obowiązują te same konwencje dotyczące kostiumu.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Bunny De Lish jako jedyna z polskich performerek zaproszonych przez organizatorki imprezy wystąpiła z dwoma numerami. Jestem ciekawa, co było tego powodem. Między innymi dlatego, że zamiast jej dwóch występów chętnie zobaczyłabym drugie numery Castii i BonBon. Niezrozumiała fabuła obu numerów Bunny, nagromadzenie rekwizytów, słaba choreografia, nagminny lip sync (przywodzący mi na myśl drag show, ale to może dlatego, że naoglądałam się RuPaul’s Drag Race) i nieciekawe kostiumy – wszystko to składa się na po prostu marne show. Dało się to też odczuć w znikomej reakcji z publiczności. Dysproporcja pomiędzy występami jej, a Dragon Ines była duża – na niekorzyść Bunny. Jeśli osoba występująca na scenie otwartej, za darmo, jest lepsza niż osoba opłacona przez organizatorski, to coś tu nie gra. Przez ostatnie dwa lata postępy zrobione przez Bunny były mikroskopijne i ja po prostu nie zapłaciłabym za to, żeby zobaczyć ją na scenie. Nawet pięciu złotych.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Za to Castia i Bonbon podobały mi się wielce. Castia La Rossa jest jedną z nielicznych w Polsce performerek, które robią klasyczną burleskę, która się broni. Jest to ładne, estetyczne, kostiumy są piękne i widać, że Castia czuje się na scenie świetnie. Za to Bonbon La Kritz, mimo iż nie występuje często, za każdym razem daje bardzo dobre, energetyczne show pełne komizmu i uroczej mimiki.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

W końcu headlinerka, zagraniczna performerka pochodząca z Amsterdamu. Xarah Von Den Vielenregen należy do tych gwiazd burleski, o których miałam bardzo wysokie mniemanie. Nie tylko pojawiła się w zestawieniu Burlesque Top 50, ale też mocno trafia w moje poczucie estetyki, nawiązując w swoich występach do europejskich kabaretów z lat 20 i 30. Byłam więc bardzo podekscytowana możliwością zobaczenia jej na żywo… i trochę się zawiodłam. Oba numery były oczywiście bardzo, bardzo ładne estetycznie, miały przepiękne, bogato ozdobione kostiumy o jakich polskie performerki nadal mogą sobie marzyć, ale… nie było w nich niczego, czego nie widziałabym wcześniej. Żadnej zaskakującej choreografii czy triku. W sumie nawet trochę niewykorzystane w pełni części garderoby czy rekwizyty. A kroplą, która przelała moją czarę goryczy był aplauz wmontowany w zakończenie podkładu muzycznego przy każdym jej występie. Artysta, który sam sobie musi dogrywać brawa na koniec występu nie wróży mi dobrze.

Jestem naprawdę zadowolona, że mamy w Polsce imprezę, na której pojawiają się zagraniczni performerzy burleski i mam nadzieję, że na kolejne edycje organizatorki również będą ściągały ludzi z zagranicy, ale z chęcią zobaczyłabym kogoś z trochę innej stylistyki. Zarówno Xarah Von Den Vielenregen jak i zeszłoroczna headlinerka, Greta Qamar, reprezentują podobny nurt estetyczny, bazujący na mrocznym klimacie, bogatych kostiumach i nacisku na elementy wizualne (a nie techniczne). Burleska, jak można przeczytać w moim poprzednim poście, to naprawdę różnorodna sztuka, więc z chęcią zobaczę więcej tej różnorodności u nas.

Nowością w programie były wprawki swingowe połączone z małym pokazem tanecznym. Na ile udaną – trudno mi powiedzieć. Nie umiem i nie lubię tańczyć w parze, więc nie brałam w nich udziału. Zdaje się, że zainteresowanych jednak trochę było.

Pin Up & Burlesque Party #5

Foto: Dominik Kolęda

Konkurs Miss Pin Up odbył się z niezmienioną formułą głosowania publiczności. Wygrała Klod, którą miałam okazję poznać podczas American Day 5. Jej look był słodki i bardzo dopracowany, acz nie mogę nie wspomnieć o swojej nutce rozczarowania na to, że na (ostatecznie) trzynaście kandydatek w konkursie, marynarskich pin up girls było aż trzy, w bardzo podobnych stylizacjach.

Jednym z ostatnich punktów programu był koncert The Real Gone Tones. Energia podczas ich występu była świetna, nawet jeśli nie jestem największa fanką rockabilly w stylu lat 50. Patrząc na zespoły występujące podczas poprzednich edycji imprezy – Mike Gowin Band, Burnin’ Hearts, Monkey And The Baboons – nie da się nie zauważyć, że reprezentują one podobny nurt muzyczny. I wszystkie już gdzieś widziałam – głównie dlatego, że niewiele jest imprez retro, na których nie byłam 🙂 Ale może w przyszłym roku warto poeksperymentować z jazzem, bluesem, swingiem?

Głównym moim przemyśleniem po piątej edycji Pin Up & Burlesque Party była właśnie ta powtarzalność punktów programu. Być może ta przewidywalność była powodem dla którego dało się odczuć, że ludzi w tym roku było jakby trochę mniej?

Przeczytaj moje relacje z poprzednich edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 4
Pin Up & Burlesque Party Vol. 3
Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Polish Burlesque Festival!

polish burlesque festival

Moi drodzy, mam ogromną przyjemność zaprosić Was na pierwszy w Polsce festiwal burleski! Impreza odbędzie się w dniach 11-13 września w warszawskim Kinie Iluzjon i sąsiadującym z kinem Iluzja Cafe. Szczególnie polecam piątkową Live Jazz Burleswue Gala, podczas której wystąpię z jazzowym zespołem na żywo (zdecydowanie odhaczony punkt na bucket list!)

Program imprezy:

Dzień 1
11 września 2015 (piątek)

♥ Live Jazz Burlesque Gala ♥
godz. 20. || Kino Iluzjon (Sala Stolica)

Tego dnia wszystko się zacznie…

Pokazy burleski do tradycyjnego jazzu.
Muzyka na żywo: Warsaw Burlesque Jazz Band

Prowadzenie: Betty Q

wystąpią:

Hedo Luxe (GER)
Coco de Chocolat (PL)
Fraulein Frauke (SWE)
Lady Francescca (SWE)
Lady Mousellyca (CZ)
Lola Noir (PL)
Lou Lou Champagne (FRA)
Miss Jenna Beth (USA)
Pepper Sparkles (FIN)

♥ Afterparty ♥
godz. 22.30 || Café Iluzja

Wyjątkowe glamour afterparty z pokazami burleski.
Zagra kolektyw Fransua and Benua, w składzie Macio Moretti / Bartłomiej Tyciński

Wystąpią:
Betty Q (PL)
Juicy Jane (PL)
Red Juliette (PL)

Dzień 2
12 września 2015 (sobota)

♥ Burleskowe warsztaty ♥
godz. 12-16. || Szkoła Tańca Steps 4 You

Niesamowite warsztaty z gwiazdami festiwalu Vicky Butterfly oraz Hedo Luxe (będę na obu!)

♥ Big Burlesque Gala ♥

godz. 20. || Kino Iluzjon (Sala Stolica)

prowadzi Sonia Bohosiewicz

wystąpią
Vicky Butterfly (GB)
Aphrodite DeVine (GER)
Catrice Cat(SK)
Coco de Chocolat (PL)
Gonzalo de Laverga (IT)
Hedo Luxe (GER)
Juicy Jane (PL)
Lady Francescca (SWE)
Minouche Von Marabou (CH)
Miss Chrissy Kiss (EST)
Pepper Sparkles (FIN)
Pretty Boy Rock (USA)
Red Herring (CAN)
Red Juliette (PL)
Valentina del Pearls (FRA)

♥ Afterparty ♥
godz. 22:30 || Café Iluzja

dj set by: Lula Rose (GER)
Wystąpią:
Aphrodite DeVine (GER)
Juicy Jane (PL)
Red Herring (CAN)

Dzień 3
13 września 2015 (niedziela)

♥ Burlesque Brunch ♥
godz. 12 || Café Iluzja

Wyborny brunch, dobra muzyka i burleskowy targ.

DJ set by: Wujek Ben (FRA/PL)
wystąpią:
Coco de Chocolat (PL),
Fraulein Frauke (SWE),
Red Juliette (PL),
Valentina del Pearls (FRA)

Bilety:
jedna gala – 90 zł
karnet na dwie gale – 150 zł
jedna gala vip (stoliki i pierwszy rząd) – 140 zł
karnet na dwie gale vip – 250zł

Afterparty oraz burlesque brunch – wstęp wolny

Line up festiwalu jest naprawdę imponujący, więc jeszcze raz gorąco zapraszam!

Strona festiwalu

Kino Iluzjon

American Day #5

American Day #5

Cuore.pl

Po opuszczeniu imprezy w roku 2014 pojawiłam się ostatnio na piątej już edycji American Day organizowanej przez salon Liberator Harley Davidson.

Piknik dla miłośników motoryzacji znacznie się rozrósł pod względem liczby uczestników (słyszałam nieoficjalnie, że szło w tysiącach). Oprócz pięknych, mniej lub bardziej zabytkowych motocykli i samochodów znalazło się miejsce dla fanów pin up (standardowy konkurs miss pin up), muzyki typu Americana i rockabilly, burleski, mody i akcesoriów retro, tatuaży i… w sumie to dla każdego.

Atrakcji było mnóstwo – przede wszystkim koncerty zespołów Teardrop Valley, Romeo Karpińskiego z Anną Jaskanis, Tiger Skull, świetnych chłopaków z Burnin’ Hearts i Jet-Sons, ale także tradycyjny pokaz palenia gumy i parada po mieście, konkurs Fendera w którym można było wygrać gitarę, nauka tańca rockabilly jive, pokazy burleski, tańca na rurze i fireshow, no i przede wszystkim najważniejsze konkursy wieczoru – na najlepszy samochód, motocykl i pin up girl.

Nie obyło się oczywiście bez małych obsuw, ale przy takim rozmiarze imprezy i tak jestem pod wrażeniem. Byłam na miejscu już o 12 (bo o 12:30 miała mieć miejsce pierwsza prezentacja uczestniczek konkursu pin up, która niestety się nie odbyła) i od samego początku nie brakowało zainteresowanych. Pod wieczór można było już mówić o tłumach ludzi. Ludzi w różnym wieku, z dziećmi, bez dzieci, fajnie wystylizowanych niezależnie od roku urodzenia.

Swoją drogą, pin up to taki styl, który chyba pasuje każdej kobiecie, niezależnie od wieku, czy rozmiaru. Widziałam rozkoszne dzieciaki biegające w koszulkach w groszki i chustkach na głowie, jak i panie w wieku mojej matki, które wyglądały pięknie w kwiecistych sukienkach.

 

 

Do tego doszły jeszcze dodatkowe atrakcje w postaci wystawców i stoisk sponsorów. Można było m. in. napić się drinka od Jamesona lub cydru Uncle and Nephew, a także pochodzić po stoiskach sklepów Fender (cudowne gitary!), Retro Zone, Miss Vintage, Pu-Si, 5080 st Peggy’s Boutique, Black Cherry, Miladelic, Faster Dog, Ciotka Ostra Art, Wyczarowane Hand Made, Fuckart Tattoo, a także zrobić sobie darmowy manikiur na stoisku OPI i skorzystać z usług barbera Barberian Academy & Barber Shop, a głodni mogli zjeść burgera zrobionego przez ekipę z Hard Rock Cafe (uffff – coś mogłam pominąć!)

American Day #5

z Klod, również uczestniczką konkursu Miss Pin Up. foto: Kamila Burzymowska Photography

Bawiłam się świetnie. Jak zwykle spotkałam wielu znajomych ze światka retro (jesteśmy nadal dość niewielką niszą, ale trochę to lubię 🙂 ), ale też poznałam nowych ludzi i usłyszałam wiele naprawdę miłych słów dotyczących swojej stylizacji. Mimo iż nie wygrałam konkursu, jestem z tego stroju naprawdę zadowolona i spróbuję powtórzyć go w jakiejś marynarskiej sesji 🙂

American Day #5

prawie wszystkie uczestniczki konkursu Miss Pin Up – jedna się gdzieś zgubiła. foto: Warszawa i Okolice

Czy mam jakieś zastrzeżenia? Chyba tylko jedno – o pewną powtarzalność. Zespoły trochę te same co zawsze, burleska w wykonaniu Betty Q (z innymi numerami, ale jednak), Miss Pin Up będące bardziej konkursem na to kto przyprowadził więcej znajomych niż na obiektywnie najlepszą stylizację… Nie twierdzę, że było źle – bo nie było! Ale jeśli przychodzi się na tę imprezę co roku, można chcieć nieco więcej różnorodności.

Stylówa:
Sukienka – ??? metki brak (Allegro), halka – Allegro, buty – Leg Avenue (Allegro), fascynator – Cherry Bonbons Atelier.

Tak, jestem królową znajdowania okazji na Allegro.

Galerie zdjęć z eventu (wybór):

Kamila Burzymowska
Marcin Lipka
Marcin Zdun (MoyBox.pl)
Cuore Fotografia Motoryzacyjna
Kustom Konwent
Auto-Świat
Warszawa i Okolice

Burlypicks Warsaw!

Burlypicks Warsaw

Burlypicks to międzynarodowy konkurs burleski organizowany przez Burlesque Bitch i Kat De Lac, performerkę która miała okazję gościć w Warszawie w zeszłym roku podczas Burleskowej Sceny Otwartej – The Movies Night. Jest to konkurs przeznaczony zarówno dla performerów burleski jak i przedstawicieli tzw. variety – drag show, żonglerki, sztuki cyrkowej etc.

Miałam niezwykłą przyjemność dzielić scenę z Red Juliette, Coco De Chocolat, Juicy Jane, Rose de Noir, Dragon Ines, Mr Tutti Hide, Celeste De Moriae i Papiną McQueen. W składzie jury zasiadały Kat De Lac, Kim Lee i Parolina.

Burlypicks Warsaw

Konkurs składał się z trzech części – każdy performer wykonywał swój „główny” numer, osoby biorące udział w konkursie wokalnym dodatkowo wykonywały piosenkę, potem większość performerów spróbowała swoich sił w improwizacji, a na koniec niektórzy zmierzyli się z frędzlami z przodu i tyłu, czyli tassels i assels.

Wystąpiłam na scenie w sumie cztery razy – z głównym numerem „Master & Servant”, piosenką „Nie mów mamie”, w improwizacji i kategorii „tassels”. Improwizacja, która była pierwsza, była dla mnie najtrudniejszym zadaniem. Trzeba było wylosować zadanie (w moim przypadku był to „głód”) i pokazać je w trakcie dwóch minut improwizacji do muzyki, której wcześniej się nie znało. Wykorzystywane piosenki były jednak popularne i nie było niespodzianek – ale zdarzyło się np. zadanie pokazania bycia śpiącym do „Sexy Back” Justina Timberlake’a 🙂

Burlypicks Warsaw

Pierwsze (zasłużone!) miejsce w głównym konkursie zdobyła Coco De Chocolat, która na jesieni pojedzie dumnie nas reprezentować podczas finału w Los Angeles! Drugie i trzecie miejsce przypadło Red Juliette i Juicy Jane. Poza główną nagrodą rozdane zostały następujące tytuły:

Master of Singing – ja :)))

Burlypicks Warsaw

Master of Comedy – Juicy Jane

Master of Improvisation – Coco De Chocolat

Master of Tassels – Coco De Chocolat

Master of Assels – Celeste de Moriae

Burlypicks Warsaw

To pierwszy tego typu konkurs organizowany w Polsce i udział w tworzeniu naszej burleskowej historii był prawdziwą przyjemnością :)))

Wszystkie zdjęcia powyżej: Fottoo.pl. Poniżej zaś kilka selfiaków z Instagrama, na którym możecie śledzić moje burleskowe życie o tu.

Burlypicks Warsaw
Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw Burlypicks Warsaw

Burlypicks Warsaw

American Style Party z Warsaw Sharks i Road Runners MC Poland

American Style Party W ostatni piątek kwietnia miałam ogromną przyjemność być na imprezie American Style Party z Warsaw Sharks i Road Runners MC Poland organizowanej przez klub Progresja Cafe.

American Style Party

American Style Party Impreza była w iście amerykańskim stylu – panowie z Warsaw Sharks przyszli w strojach wprost z boiska do futbolu amerykańskiego, głodne osoby mogły posilić się smakołykami z grilla, a z głośników płynęły wyłącznie same amerykańskie hity.

American Style Party

American Style Party

Na imprezę przybyła wielka liczba klubów motocyklowych, które w Progresji są stałymi bywalcami – Road Runners MC Poland, Bad Company FG, Gryf MC Poland, Steel Roses MC Poland, Cobra FG, Loose Brothers FG, Eagles FG, Sons of Nort FG, Vulcaneria FG, Bears Riders Łuków FG, a także Girls Riders Łuków i Girls Riders Warszawa. Całe rzędy motocykli na parkingu przed klubem wyglądały naprawdę imponująco 🙂

American Style Party

American Style Party

Na imprezie w amerykańskim stylu nie mogło oczywiście zabraknąć pin up! Panie (i panowie, choć nie zauważyłam, żeby znaleźli się jacyś chętni) mogły się oddać w ręce fryzjera z salonu Lustra Leona, który wyczarowywał na głowach piękne loki i victory rolls. A w ramach akcentu artystycznego pojawiłyśmy się my – ja, Dirty Lilly, Rocket Judy i Molly Gin. Poza krótkim występem choreograficznym w stylu pin up miałam też ogromną przyjemność zaśpiewać parę piosenek – oczywiście amerykańskich!

American Style Party

American Style Party Mam nadzieję, że impreza będzie pierwszą z wielu, a Progresja Cafe będzie miejscem, które przygarnie również burleskę – o następnych planach na pewno będę Was informować!

Zdjęcia – pierwsze i ostatnie: Kaja Kubiczek. Reszta: Esi

American Style Party

Czy burleska musi być śmieszna, czyli parę słów o „Burleskowym Święcie Wiosny”

Burleskowe Święto WiosnyBurleskowe interpretacje filmów, sztuk i baletów nie są niczym nowym. Sięgając do korzeni burleski można się wręcz dopatrzyć jej źródeł w satyrach przedrzeźniajacych sztukę wysoką. Samo słowo „burleska” pochodzi od włoskiego „burla” oznaczającego figiel, żart, kpinę. Początków burleski można się doszukać w XVIII-wiecznych groteskowych parodiach sztuki wysokiej – opery, baletu, przeznaczonych dla plebsu.

Współczesne burleskowe interpretacje znanych widowni tematów również nie są niespotykane. W Stanach Zjednoczonych są grupy zajmujące się produkcją tego typu spektakli – nowojorska trupa The Hotsy Totsy Burlesque specjalizuje się w widowiskach nawiązujących do słynnych filmów i seriali – zrobili już spektakle na motywach seriali takich jak „Doctor Who”, „Mad Men”, „Game of Thrones” czy „Buffy the Vampire Slayer”, były też show poświęcone „Harry’emu Potterowi”, „Groundhog Day”, „Star Wars”, „Hitchhiker’s Guide to the Galaxy”, „The Big Lebowski” (sic!), „Showgirls”, „Charlie’s Angels” i „Planet of the Apes”.  Z kolei duet Lily Verlaine i Jasper McCann wyprodukowali burleskową wersję „Alicji w Krainie Czarów” – „Through The Looking Glass” i „Dziadka do orzechów” – „Land of the Sweets”.

Burleskowe Święto Wiosny

Pomimo tego zadanie, którego podjęła się Betty Q było niezwykle ambitne i trudne. Po pierwsze, w Polsce tego jeszcze nie było. Po drugie, postawiła ona na burleskową interpretację „Święta Wiosny” Igora Strawińskiego. Sam balet dość kontrowersyjny (poniżej zamieszczam link do urywku z ciekawego skądinąd filmu „Coco Chanel et Igor Stravinsky” obrazującego jak wyglądała premiera tego baletu).

To, co mnie na samym wstępie zaskoczyło, to brak wspomnianego wcześniej elementu satyry. To była burleska bardzo poważna, aspirująca do miana sztuki równie wysokiej co balet i teatr. Wystawiana w teatrze, z aktorką teatralną w roli konferansjerki. Oprawa wizualna i techniczna spektaklu była na bardzo wysokim poziomie – jest on współfinansowany przez miasto i widać, że pieniądze te zostały dobrze spożytkowane. Piękne kostiumu autorstwa mojej dobrej znajomej Ruta Art robią wrażenie. Na potrzeby show została napisana muzyka i przygotowane wizualizacje. To z pewnością duży sukces tego przedstawienia – podejrzewam, że jeszcze nie było w Polsce tak skrupulatnie przygotowanego spektaklu. Skłamałabym jednak gdybym napisała, że nie mam doń żadnych uwag i jestem tylko i wyłącznie zachwycona. No nie jestem.

Burleskowe Święto Wiosny

Można oczywiście wytknąć pojedyncze problemy – widoczne zestresowanie performerki, zbyt cicha muzyka, problem z rekwizytem, problem z kostiumem. Każdy performer jednak wie, że te rzeczy się po prostu zdarzają, czasem częściej, czasem rzadziej. Może gdybym była bardziej zaangażowana w spektakl, nie byłyby dla mnie one tak widoczne. Ale spektakl nie angażował a wręcz utrudniał mnie-widzowi angażowanie się.

Burleskowe Święto Wiosny

Raz, że temat niełatwy. Impresje na temat kobiecości czasem były trafione bardziej (piękny, bardzo teatralny występ Betty Q otwierający show), czasem trochę mniej (numer z gejszą – jestem przeciwna wykorzystywaniu elementu cudzej kultury jako „przebrania”). Dwa, że tekst niełatwy. Nie wątpię w to, że Misty A włożyła w jego napisanie wiele wysiłku, ale zginął on gdy okazało się, że konferansjerka najwyraźniej nie miała okazji się z nim zapoznać i nie do końca ogarniała charakterystykę publiczności. Ponadto – nie wiem czy przychodząc na spektakl burleskowy chcę zastanawiać się nad tym, czy jakaś mała dziewczynka szyła w Chinach T-shirt który ma na sobie pan z widowni. Trzy, że owa profesjonalna realizacja też była niełatwa w odbiorze. Muzyka piękna – ale trudna i niestandardowa. Cieżko mi się jej słuchało w kontekście burleskowym – byłaby świetnym podkładem do pracy czy do posłuchania w ogóle, ale nawet dla mnie, osoby słuchającej na co dzień głównie jazzu, było zbyt chaotycznie. Charakter całego przedstawienia nie był lekki. Co ważniejsze, z założenia nie miał być lekki. Było wzniośle, poetycko, obrazkowo. Cały czas.

Mam z tego powodu trudności z nazwaniem tego spektaklem burleskowym. Moja definicja burleski zakłada ten element satyry, przymrużone oko, świadomość sztuczności całego show. Tutaj mi tego zabrakło. Bodaj jedynym momentem gdy zaśmiałam się z czegoś dziejącego na scenie był występ Coco de Chocolat, w którym z jej kostiumu meduzy wyleciały napompowane helem baloniki.

Nie twierdzę, że w burlesce nie ma miejsca na numery poetyckie, oparte wyłącznie na wrażeniu estetycznym. Ale zrobienie całego spektaklu tylko i wyłącznie z takich numerów było posunięciem bardzo ryzykownym i, moim zdaniem, nie do końca trafionym. Burleska jest przede wszystkim sztuką rozrywkową, która oczywiście przy okazji mówić widowni coś mądrego. Ale musi to mówić w sposób przystępny. Można mówić rzeczy ważne i nie robić tego tak poważnie.

Wszystkie zdjęcia: Fottoo.pl