Burleskowa Scena Urodzinowa – Betty Q’s B-day!

Burleskowa Scena UrodzinowaRelacja z tej imprezy wisiała mi na sumieniu od dość dawna, ale długo zastanawiałam się od której strony ją ugryźć. Trudno pisze się relację z eventu w którym aktywnie się uczestniczyło, dlatego ta notka nie będzie klasyczną relacją. Chciałabym jednak napisać parę słów o tym, dlaczego była dla mnie tak ważna. Czytaj dalej

American Day #3

american day #3

Nie jestem wielką fanką rockabilly. Poruszam się po mieście komunikacją miejską i nie mam najmniejszych planów zrobienia prawa jazdy. Nie słucham rock&rolla. Tym bardziej zaskoczyło mnie, jak bardzo spodobało mi się na pikniku American Day #3, na który trafiłam zbiegiem okoliczności.

american day #3

31 sierpnia miałam jechać na poznański Pin Up Picnic, ale nie wyszło. Wsiadłam zatem w autobus i pojechałam zobaczyć co takiego organizuje salon Liberator Harley-Davidson, jako że zapowiedź wyglądała obiecująco.

american day #3

Z Niną Holy (którą wreszcie miałam przyjemność poznać!), Retro Chic Chick i Anią z Fascynacji.

Impreza American Day #3 okazała się być otwartym piknikiem dla miłośników stylowej motoryzacji, tatuaży oraz muzyki i mody inspirowanej latami 50. Od wejścia widać było mnóstwo słusznej postury mężczyzn w skórzanych kurtkach z dużą ilością naszywek i dziewczyn z bandamkami we włosach i rozkloszowanych spódnicach albo dżinsowych szortach. Muszę przyznać, że byłam nieco rozczarowana gdy okazało się, że o godz. 15:30 nie można już było dołączyć do konkursu na miss pin up, który rozwiązanie miał po godz. 20:00.

american day #3

Podczas pikniku miało miejsce wiele pokazów motoryzacyjnych. Pokaz palenia gumy zakończył się dość szybko, ale był też przejazd ulicami Warszawy, przejazd miłośników Vespy, prezentacja nowego modelu Harleya oraz koncerty takich zespołów jak Voleage Betty, The Real Gone Tones i Burnin' Hearts.

american day #3
Zdjęcia dzięki uprzejmości Łukasza Golańskiego.

Nie ukrywam, że największą atrakcją dla mnie były prezentowane stare samochody (na których kompletnie się nie znam, ale były ładne), a także stoiska z odzieżą i biżuterią, no i przede wszystkim – ludzie. Fajnie ubrani, nie bojący się pobawić stylistyką retro. Nie udało mi się załapać na koncerty – ale wiem, że grały fajne zespoły. Miał miejsce mini-pokaz odzieży zaprojektowanej przez Pin Up Candy, zaś ze smacznym jak zawsze pokazem burleski wystąpiła Betty Q.

american day #3

Sukienka w pełnej krasie, wystaje kawałeczek halki 🙂

 (Zdjęcie: Kamila Burzymowska)

Stylówa:
Sukienka, opaska: sh (sprzed stu lat). Halka: Allegro. Buty: Deichmann (też sprzed stu lat – pewne rzeczy po prostu czekają na wykorzystanie, a smaczek jest taki, że są to szpilki, które kupiłam za pierwszą w życiu pensję). Rękawiczki: Accessorize. Okulary: I am. Kwiatek: H&M.

Druga Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena OtwartaW Klubie Komediowym Chłodna, nadal gościnnie chowającym się w Ukrytym Mieście, odbyła się Druga Burleskowa Scena Otwarta. Po wielkim sukcesie pierwszej sceny otwartej (o której więcej tutaj) można było się spodziewać, że następna będzie tylko lepsza. I rzeczywiście, wszystko było BARDZIEJ.

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaJako pierwsza ze swoim drugim numerem, piękną choreografią ze świeczkami do dźwięków gorącego „Fever” Elvisa Presleya wystąpiła Dirty Lilly. Temperatura na wejście już się podniosła, a potem było już tylko goręcej!

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaKitty Van Purr przyjechała z Trójmiasta z numerem z balonami. Bardzo go lubię, jest w jej wykonaniu uroczy i słodziutki. Sypie się brokat, jest róż, falbanki i ogólnie sama radość!

Burleskowa Scena OtwartaŻeby nie zapomnieć o wysokiej temperaturze show, Monika Nowogrodzka zaśpiewała bardzo niegrzeczną piosenkę. O orgazmie. A capella. Dawno nie słyszałam takich wiwatów.

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaKolejnym numerem był „Absynt” Juicy Jane i Coco De Chocolat, o którym pisałam już przy okazji Nowej Uczty. Słodkie minki zielonych wróżek w połączeniu z atmosferą dekadencji dały naprawdę piołunujący, przepraszam, piorunujący efekt 🙂

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaW słodki klimat świetnie wpisała się debiutująca z występem burleskowym, ale absolutnie nie amatorka – Kafri Cocktail z wrocławskiego Bandit Queen Circus. W swoim numerze wykorzystywała ona cztery hula hoop i wierzcie mi, nigdy nie widziałam kogoś, kto kręci nimi tak jak ona! Był to absolutnie jeden z najradośniejszych, pozytywnych numerów jakie widziałam i z ogromną przyjemnością zobaczę Kafri jeszcze raz – czy to w roli performerki burleski czy też każdej innej. Była plaża, wakacje i letni deszcz!

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaZ nowiuteńkim numerem wystąpiła Red Juliette. Tym razem wcieliła się w rolę Kleopatry, która składa hołd bóstwom-wężom, by następnie jeden z nich, Stefan, zaczął psocić… Numer jest świetny, zabawny, jak zwykle choreograficznie wspaniały i w jego wykonaniu nie przeszkodziły Juliette nawet niespodziewane drobne kłopoty techniczne z muzyką (powracający motyw wysokiej temperatury spektaklu 😉 )

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaPo krótkiej przerwie z grzeszną piosenką z Pożaru w Burdelu wystąpiła Betty Q, a zaraz po niej wystąpił duet dragowy. Debiutująca w roli performerki burleski BonBon La Kritz, znana niektórym jako drag king Dieter Van Tease, wypadła w swym numerze tak wspaniale i kręciła pasties tak energetycznie, że tym jednym występem zaliczyła wszystkie trzy „pierwsze razy” performerki burleski omawiane przez Betty (pierwszy występ, pierwszy udany występ, pierwszy raz gdy spadną ci pasties). Jej Czaplickość w roli dzierżyciela wiertarki również bardzo wczuła się w rolę – w pewnym momencie wiertło zagłębiło się w stolik 🙂

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaOstatnim numerem wieczoru była nauka kręcenia frędzlami czyli tassel twirling z mistrzynią w tej dziedzinie, czyli Juicy Jane. Zaprosiła ona na scenę dwóch panów, którzy wypadli fantastycznie (jeden z nich zdjął z siebie ze trzy warstwy ubrań, był zatem również burleskowy element striptizu!), a na koniec JJ zaprezentowała też jak się kręci frędzlami na pupie, czyli assles! 😀

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena OtwartaW roli konferansjerki wystąpiła Betty i wypadła świetnie. Pomagał jej Milczący Asystent (niewątpliwie spokrewniowny z Milczącą Asystentką Misty A). Betty świetnie podgrzewała i tak rozgrzaną publiczność – w pewnym momencie na scenie wylądowały nawet czyjeś (czerwone, a jakże) majtki!

Betty Q & Crew
Juicy Jane
Kitty Van Purr

Kafri Cocktail
Bandit Queen Circus

Dieter Van Tease aka BonBon La Kritz
Wielbiciele Boskiej Moniki Czaplickiej <3

Klub Komediowy Chłodna
Ukryte Miasto

Zdjęcia dzięki uprzejmości Fottoo.pl (a tu Fottoo.pl na FB)

PS. Kafri we Wrocławiu uczy kręcenia hula hoop. Wrocławscy czytelnicy, pędźcie tam!

PPS. Na następnej burleskowej scenie otwartej zamierzam wystąpić z własnym numerem, więc sami widzicie, że absolutnie nie można przegapić!

Nowa Uczta

Nowa Uczta

Klub Komediowy Chłodna wyprowadził się (niestety) z Chłodnej i na okres wakacji przeniósł swoją działalność do księgokawiarni Ukryte Miasto. Fakt ten został uczczony nową wersją show „Uczta”, którego pierwsza wersja została zaprezentowana na Chłodnej w zeszłym roku. Oprócz miejsca zmienił się prowadzący, oraz niektóre numery. Czy było lepiej?

Po raz drugi miałam okazję uczestniczyć w przygotowaniach show – pełniłam obowiązki osoby odpowiedzialnej za dźwięk i światło, ale również pomagałam w przygotowaniu sceny i zespołu 🙂 Jest to dla mnie bardzo pozytywne i ważne doświadczenie, bo mam okazję zaobserwować jak przygotowuje się spektakl, na co trzeba zwrócić uwagę przed występem, jak wyglądają próby i przygotowania (również od strony zszywania kostiumów w ostatniej chwili), jak ważna jest rola odpowiedniego ustawienia i manipulowania oświetleniem sceny. Niby nie jestem w tych kwestiach laikiem (od dziecka udzielałam się w kółkach teatralnych, zdawałam też – niestety bezskutecznie – do kilku szkół teatralnych), ale uświadomienie sobie, że na udany spektakl składa się masa małych rzeczy, że (prawie) każdy ruch, każde zdanie jest przemyślane i zaplanowane, czasem co do sekundy, sprawia, że nabieram niesamowitej pokory i tym większej motywacji do przyłożenia się do własnej działalności. Tak, żeby, kiedy już sama wyjdę na scenę, wyjść przygotowaną na wszystko.

„Uczta” to spektakl dużo bardziej nastawiony na aktywny udział publiczności. Właściwie tylko jeden numer nie miał w sobie elementu bezpośredniego kontaktu z publicznością, lub też zapraszania kogoś na scenę. Również pomiędzy występami burleskowymi kucharz Sitek wdawał się z publicznością w debaty i dzielił przeróżnymi przysmakami. Myślę, że to dobry kierunek, zmniejszający dystans pomiędzy widownią a osobami występującymi na scenie. Problemem z tego typu spektaklami będącymi pewną przemyślaną konstrukcją jest kojarzenie ich ze sztuką teatralną, a przez to zachowywanie się tak, jak podczas takowej sztuki. Naruszenie granicy, „czwartej ściany” jest niemal świętokradztwem – a tu jest wręcz pożądane. Żywa reakcja publiczności stanowi zachętę dla osoby występującej, oznakę, że to co dzieje się na scenie nie zostawia publiki obojętnej. Być może w przyszłości pokuszę się o notkę o tym, jak należy zachowywać się podczas burleskowego show – czy uważacie, że coś takiego jest potrzebne?

Krótki opis poszczególnych numerów:

Nowa Uczta

Betty Q zaprezentowała nowy numer – „Kalinkę”, opartą na pomyśle Kitty Van Purr. Numer jest prosty a jednocześnie bardzo efektowny. Trik polegający na zdejmowaniu z siebie kolejnych warstw ubrania nie jest nowy – ale połączenie go z koncepcją matrioszki jest zabawne i daje furtkę do innych zabawnych trików związanych z Rosją.

Nowa Uczta

„Absynt” to inspirowany orientem bardzo klasyczny duet w wykonaniu Juicy Jane i Coco de Chocolat, w którym wcielają się one w zielone wróżki tańczące z pierzastymi wachlarzami wokół osoby z widowni.

Nowa Uczta

Kolejny numer, tym razem „Czekoladki” w wykonaniu Betty Q, również wymagał pomocy osoby z widowni. Tu z kolei udział ograniczał się do trzymania tacy z pysznymi czekoladkami, którymi dzierżyciel tacy był czasem częstowany.

Nowa Uczta

„Lollipop”, drugi duet JJ i Coco to wariacja na temat ich numeru ze świątecznego show. Kompletnie rozbawiły mnie pasties zrobione z lizaków i serca z cukierków i kokardek ozdabiające majtki dziewczyn.

Nowa Uczta

Następnym numerem, znów w wykonaniu Betty Q, było „Coffee, Tea or Me?”. To numer o którym już pisałam, powtórzę więc tylko, że jest to jeden z moich ulubionych numerów ze względu na swoją przewrotność.

Nowa UcztaNowa Uczta

Z „pożyczonym” „Nasty Naughty” tym razem wystąpiła Juicy Jane. Bardzo ciekawie było oglądać ten sam numer wykonywany przez inną tancerkę. JJ tańczy go nieco inaczej niż Betty, ma nieco inny temperamenty, w jej wykonaniu numer jest bardziej zabawny niż uwodzicielski – co nie znaczy, że gorszy!

Nowa UcztaNowa UcztaNowa Uczta

Ostatnim numerem był „Cake D’Amour”, składający się z trzech części – kulinarnego performensu z udziałem dwóch osób z widowni, klasycznej tanecznej burleski ze striptizem Nowa Uczta Nowa Uczta Nowa Uczta oraz dramatycznego (i słodko-ostrego) finału.

Dodatkową atrakcją dla widowni była możliwość spróbowania czekoladek własnoręcznie robionych przez Coco de Chocolat, która, pozostając wierną swojemu pseudonimowi, postanowiła zająć się wyrobem tych słodyczy. Każda z członkiń zespołu Betty doczekała się czekoladki z dedykowanym sobie smakiem – kokosowa Coco de Chocolat, poziomkowa w białej czekoladzie Juicy Jane, czekoladowa trufla Betty i czekoladowa z chilli Misty A. I wszystkie były przepyszne!

Zdjęcia dzięki uprzejmości Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Imprez o tematyce pin up coraz więcej! Tym razem pojechałam do Łodzi!

Muszę przyznać, że po całkiem udanej imprezie w Poznaniu druga edycja łódzkiego Pin Up & Burlesque Party zostawiła we mnie spory niedosyt. Nie ma to związku nawet z „zawartością” imprezy – wszystkie pokazy były dobre, koncert wręcz zdecydowanie lepszy niż w Poznaniu.

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Z burleską wystąpiła Betty Q z dwoma numerami, bardzo od siebie różnymi i dzięki temu pokazującymi różne oblicze tego, co burleska obejmuje. Oba numery zresztą należą do moich ulubionych – buduarowe i uwodzicielskie „Nasty Naughty” oraz wspaniałe, dramatyczne „Bang Bang” (czerwone płatki były świetnym substytutem brokatu, a na pewno dużo lepiej widocznym z odległości!).

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Bardzo dobrze zaprezentowała się Red Juliette z premierowym numerem „Diamonds Are Forever” i znanym już z Chłodnej „Pokerem”. Jej występy charakteryzują się żywiołowością i energią, jest w nich dużo tańca, nieco mniej klasycznej burleski. Ogląda się ją jednak wspaniale i mam nadzieję widywać ją częściej.

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Trzecią występującą była nieznana mi wcześniej Lola Deville, która wystąpiła z fireshow z elementami burleski. Był to niesamowicie widowiskowy, długi pokaz. Może nawet trochę zbyt widowiskowy – mam wrażenie, że zostało w nim pokazane wszystko i nie wyobrażam sobie, jak można by go przebić (nie podpalając się dosłownie na scenie). Było plucie ogniem, połykanie ognia, przesuwanie po ciele płonącymi kijkami, poi, hula hoop, płonące krzesło i fajerwerki. No i element burleski. Tym niemniej w niektórych momentach z trudem powstrzymywałam się od okrzyków zachwytu (wykorzystanie „mObscene” Marylina Mansona z hula hoop było genialne, poczułam się jak w demonicznym cyrku z teledysku do tej piosenki).

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Najsłabszym elementem programu był pokaz sukienek marki Pretty Girl z udziałem uczestniczek projektu „Metamorfozy” – głównie ze względu na to, że nie został on należycie zapowiedziany. Sam pokaz był też niezwykle krótki, przez co nie było możliwości przyjrzeć się lepiej prezentowanym kreacjom.

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Ostatnim punktem programu był koncert zespołu Monkey And The Baboons. Przyznam, że nie słucham takiej muzyki na co dzień, ale słuchało mi się ich bardzo przyjemnie, nóżka sama podrygiwała do tańca. Widziałam też, że część publiki nie poprzestała na podrygiwaniu tylko nóżką.

Dlaczego więc ostatecznie jednak niedosyt? Niestety, to co zawiniło, to organizacja imprezy.

Największym błędem popełnionym przez organizatorki był wybór Dekompresji jako nowego miejsca imprezy. Przeliczyły się co do ilości uczestników (żeby wypełnić to miejsce musiałoby ich być chyba ze dwa razy więcej niż było), miejsce było też zwyczajnie niepasujące klimatem – dostosowane do rockowych koncertów, a nie pokazów tanecznych i stylu retro. Typowo koncertowe oświetlenie i mało atrakcyjny bar, w którym piwo podawano w plastikowych kubkach burzyły mi nastrój wieczoru.

Istotą fascynacji stylem retro jest dla mnie tęsknota za tym klimatem, za klubami, za potańcówkami z dawnych lat. Jeśli idę na imprezę retro to chcę się czuć w stylu retro, a nie jak na imprezie z przebierankami, gdzie ekipa klubu dziwnie się patrzy i kompletnie, że pozwolę sobie użyć sformułowania mojej ulubionej koleżanki, nie kąsa fabułki.

Podczas samej imprezy zabrakło (dramatycznie wręcz) dobrej konferansjerki. Nie wystarczy wkleić programu do opisu wydarzenia na facebooku i liczyć, że widz będzie wszystko sam wiedział i znał na pamięć (rozczarowaniem był fakt, że w opisie wydarzenia były podane dwie różne godziny rozpoczęcia. O 20 ludzie zaczęli wchodzić na salę na górze, na której w najlepsze trwała próba zespołu. Początkowo kompletnie nikt nie zwrócił na to uwagi i dopiero po kilkunastu minutach ochroniarze zaczęli nerwowo wszystkich wypraszać). Ja jako widz czułam się źle z tym, że na scenie pojawiał się co jakiś czas lekko wstawiony pan, który zdawał się nie wiedzieć po co na tę scenę wychodzi, kogo właściwie zapowiada i co się teraz będzie działo. Trochę nie wiem też, dlaczego na początku imprezy nie pokazały się same organizatorki – w końcu to one były sprawczyniami tego wieczoru. Brakowało sensownych zapowiedzi kolejnych numerów, odrobiny wprowadzenia w poszczególne punkty programu (zwłaszcza dla widowni niezaznajomionej z burleską i rodzajem pożądanych zachowań podczas występów), zapełnienia przestrzeni pomiędzy kolejnymi wydarzeniami na scenie. Dało się to odczuć zwłaszcza w dwóch momentach – podczas pokazu sukienek Pretty Girl i między częścią pokazową a koncertową. Pisałam wcześniej, że pokaz był dla mnie najsłabszą częścią programu. Uważam tak dlatego, że właściwie nic nie zostało o nim powiedziane. Wiedziałam cokolwiek o projekcie „Metamorfozy” tylko dlatego, że sama się do niego zgłosiłam. Gdyby nie to, nie wiedziałabym kim są dziewczyny na scenie (tyle tylko, że ewidentnie nie zawodowymi modelkami) i co wśród nich robią Nina Holy i Rockagirl. Szkoda, że nie powiedziano parę słów więcej o projekcie, jego przebiegu (pokaz był kulminacją projektu, którego częścią była też sesja zdjęciowa), jak również o partnerze imprezy – wszak to mainstreamowa firma, niepowiązana na co dzień ze stylistyką pin up.

Później zaś, po zakończeniu części pokazowej a przed koncertem zabrakło mi informacji o tym, że to koniec części pierwszej, że teraz będzie chwila przerwy technicznej, że będzie koncert – cokolwiek. Tymczasem światła zgasły na kilkanaście minut i zanim ktokolwiek pojawił się na scenie, większość ludzi z widowni zdążyła sobie zwyczajnie pójść.

Powtórzył się tu błąd, który bardzo mi przeszkadzał w Poznaniu – brak zagospodarowania sceny między numerami. Ciemność na scenie, cisza i mało atrakcyjni panowie techniczni świecący sobie komórkami wyglądają po prostu niefajnie. Burzy to cały nastrój imprezy. Nie rozumiem dlaczego nie zwraca się uwagi na takie szczegóły, zwłaszcza, że przerwy te były często dość długie. Nie chodzi o to żeby były krótsze (zawiązanie gorsetu do następnego numeru trwa, a napięcie w sumie powinno się budować), ale przecież można to jakoś zagospodarować. Na Chłodnej podczas spektakli się daje (i to jak!), więc dlaczego nie tu?

Sporą wtopą był dla mnie też kompletny brak informacji na temat zdjęć, które można sobie było robić w trakcie imprezy (pal sześć brak reklamowanego wielkiego księżyca). Gdy w trakcie koncertu wyszłam z głównej sali, panowie z Pin Up Project zwijali już sprzęt i tylko fartem udało mi się ich namówić na zrobienie jeszcze kilku zdjęć.

Dużą atrakcją poprzedniej edycji była dla mnie część wystawiennicza – na małym piętrze można było zobaczyć, dotknąć i kupić odzież i bieliznę od Greta Vintage Store, toczki z Veil.pl, sukienki od Lady Carotty. Pamiętam, że było stoisko Snowblack Corsets, jakieś buty w stylu pin up. Był to dla mnie absolutny hit! Jako osoba o trudnej figurze prawie zawsze wolę przymierzyć coś zanim kupię, więc możliwość zobaczenia rzeczy na co dzień dostępnych tylko w internecie była dla mnie ogromną atrakcją (z tamtej imprezy wyszłam zresztą z nowym pasem i parą nylonowych pończoch). Tu zabrakło tego kompletnie i nie wiem, dlaczego dziewczyny z tego zrezygnowały.

Wiem, że organizatorki zdają sobie sprawę z niedociągnięć jakie wyszły przy tej imprezie i słuchają wszystkich komentarzy. Vintage Girl w swojej notce pisze, że nie miały wpływu na zachowanie ochrony czy plastik, w którym podawano piwo. Nie do końca się z tym zgadzam – to one wszak miały wpływ na wybór takiego a nie innego miejsca. Nie wiem jak wyglądała ich współpraca z panem próbującym pełnić rolę konferansjera, ale przecież musiał on mieć jakieś notatki na temat programu wydarzenia. W ostateczności, jeśli nie pełnił on swojej roli, zawsze można było wyjść i samemu powiedzieć parę słów do publiczności. Osobiście czekałam na to, na jakiekolwiek wyjaśnienie. Nie doczekałam się. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy nie zależało od nich, ale jeśli coś się sypie  i to widać – a posypie się niemal zawsze – nie można udawać, że nic się nie stało. Może to mój wewnętrzny control freak, ale sama upewniłabym się sto razy, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik, a nie liczyła na dobrą wolę wszystkich współpracujących.

Podsumowując, nie było źle. Nie było świetnie i poprzednia edycja imprezy była dużo lepsza. Jednak, tak jak pisałam na początku, samej treści, temu co działo się na scenie nie mam nic do zarzucenia (jestem jak najbardziej za ukazywaniem różnorodności sceny burleskowej i tego tu nie zabrakło) i nie uważam żeby wycieczka do Łodzi była czasem straconym.

Muszę przyznać, że brakuje mi porządnej burleskowej imprezy w mojej rodzinnej Warszawie. Takiej nie żenionej niepotrzebnie z rockabilly, za którym osobiście nie szaleję, za to bardziej kabaretowej, w stylu klubów z lat 30. Być może się doczekam – a jeśli nie, to sama zacznę działać, czerpiąc z bogatego doświadczenia poprzedniczek.

Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Rafała Wójcika.

Przeczytaj moje relacje z innych edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 5
Pin Up & Burlesque Party Vol. 4
Pin Up & Burlesque Party Vol. 3

Noc debiutantek – burleskowa scena otwarta

Na Chłodnej inaczej niż zwykle. 17 marca odbyła się tam pierwsza (i miejmy nadzieję, że nie ostatnia) scena otwarta. Bardzo się ucieszyłam, gdy usłyszałam o tego typu imprezie, bo zawsze jest to okazja do zobaczenia czegoś nowego. Ucieszyłam się tym bardziej, gdy okazało się, że jest możliwość wzięcia w niej udziału w charakterze występującej 🙂 Co prawda w grupie i w choreografii tanecznej, a nie „pełnym numerze”, jak zwykłam je nazywać, ale była to świetna okazja, żeby zmierzyć się ze sceną i zobaczyć jak będę się tam czuć.

Burleskowa Scena Otwarta

Czułam się świetnie.

10 numerów, 17 występujących – muszę przyznać, że atmosfera w garderobie była gorąca 🙂 Ale nie tylko tam – na widowni zabrakło miejsc na krzesłach i ostatnie osoby miały honorowe miejsca siedzące na podłodze, przed pierwszym rzędem.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena Otwarta

Imprezę poprowadzili Betty Q i drag king Dieter Van Tease. Jako, że był to wieczór debiutów – oni również debiutowali w roli konferansjerów i ze swojego zadania wywiązali się świetnie.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena Otwarta

Razem z koleżankami-kursantkami ze szkoły tańca Oh Lala wystąpiłyśmy w układzie tanecznym Betty Q do piosenki „Candyman” Christiny Aguilery. Nasz występ był pierwszym tego wieczora, miałyśmy więc trudne zadanie rozgrzania publiczności. Mam jednak wrażenie, że wywiązałyśmy się zeń śpiewająco i tańcząco 🙂 Druga grupa kursantek zatańczyła układ do „Jukebox” Sugar Ray’s Flying Fortress.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena Otwarta

Byłam pod ogromnym wrażeniem wszystkich występów. Dziewczyny debiutujące w solowych numerach – Castia i Dirty Lilly – były zachwycające, pewne siebie i powalające seksapilem. Rosie Black wyróżniała się kolorystyką (jako jedna z nielicznych nie wpisała się w nieplanowany czarno-czerwony motyw imprezy) i rodzajem show – jej pokaz najbliższy stylem do klasycznej „klubowej” burleski. Pinknoir Lady zaprezentowała numer inspirowany flamenco.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena OtwartaBurleskowa Scena Otwarta

Majstersztykiem był karciany numer Red Juliette. Świetnie przemyślany, był odwołaniem do klasycznej burleski z początku wieku, w której była jakaś fabuła, trochę golizny, ale przede wszystkim dużo śmiechu. Był też cudowny tanecznie – po Juliette widać, że taniec trenuje od dawna.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena Otwarta

Śmiech (i to histeryczny) towarzyszył też występowi rodzynka wieczoru – El Gringo. Boylesque, burleska uprawiana przez mężczyzn, jest w Polsce praktycznie nieznana. Numer El Gringo, który przeistaczał się z wielkiego czarnego ślimaka w kolorowego motyla, był wspaniały – satyryczny, odważny i pełen niesamowitej energii, a wszystko do dźwięków „Poranku w górach” Griega!

Burleskowa Scena Otwarta

Kolejnym numerem o którym muszę napisać jest „Gabriel” w wykonaniu Juicy Jane. Był to dla mnie najlepszy numer wieczoru. Przy dźwiękach piosenki zespołu Lamb (która sama z siebie już wyciska łzy), odziana w półprzezroczysty materiał i otulona białymi skrzydłami wachlarzami, JJ przeistoczyła się w anioła. Sam numer nie był skomplikowany technicznie, nie było tu ani wymyślnego stroju, gorsetu, pończoch, ani trudnej choreografii. Był jednak przepiękny, przemyślany od początku do końca obrazek, w którym nagość nie była celem, a środkiem wyrazu.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena Otwarta

Ostatnim numer należał do Betty, która wystąpiła z „Fischikellą”, numerem który widziałam wiele razy i który zawsze jest dobry, nie trzeba go więc opisywać, tylko zobaczyć na własne oczy 🙂

Do dodatkowych atrakcji podczas imprezy należała loteria, w której można było wygrać nagrody zasponsorowane przez takie firmy jak Pussy Project, Greta Vintage Store, Oh Lala oraz Paris Smile. Ani ja ani moi znajomi nic nie wygrali, ale za to Luca robiła za losującą sierotkę Marysię.

Wzięcie udziału w tej imprezie było dla mnie wspaniałym doświadczeniem, nie tylko dlatego, że marzę o tym, żeby kiedyś występować. Miałam okazję zobaczyć jak wygląda przygotowywanie takiego show od strony technicznej – ustawianie świateł, robienie makijażu w toalecie, poprawki krawieckie kostiumu na 10 minut przed wyjściem na scenę…

Byłam głęboko wdzięczna, że nie musiałam zajmować się swoimi włosami! Za fryzury odpowiedzialne było zaprzyjaźnione Atelier Stalowe Magnolie. Mama Q z pomocą lokówki, lakieru i miliarda wsuwek dokonywała istnych cudów – i to w polowych warunkach. Uczesała aż 12 osób, a jak widać na zdjęciach, wszystkie fryzury były nie tylko przepiękne ale i trwałe! Przy moich grubych i ciężkich włosach to prawdziwe osiągnięcie, dlatego myślę, że wybiorę się tam w najbliższym czasie aby okiełznać swoją czuprynę i nadać jej retro sznyt.

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena Otwarta

Burleskowa Scena Otwarta

Zdjęcia: Kania Be

Klub Komediowy Chłodna

Betty Q & Crew

Juicy Jane

Castia

Red Juliette

Rosie Black

Atelier Urody Stalowe Magnolie

PS. Wiszę Wam jeszcze relację z poprzedniej imprezy na Chłodnej – przepięknego „Oh You Betty Things…”, oraz z Vintage & Fetish Show w Poznaniu – obie pojawią się jak tylko znajdę jakieś zdjęcia 🙂

Burlesque Assassins

burlesque assassins

Są seksowne. Są zabójcze. To Burlesque Assassins. Ich misja? UWIEŚĆ i ZNISZCZYĆ. Komedia „Burlesque Assasins” to pierwszy film fabularny kanadyjskiego reżysera i autora Jonathana Joffe, połączenie „Błękitnego anioła” i „Bękartów wojny”.Tytułowa grupa uwodzicielskich superszpiegów, powołana do życia tuż po II wojnie światowej, zajmuje się powstrzymaniem spisku mającego na celu objęcie władzy nad światem (cóżby innego!).

Film powstał z udziałem prawdziwych tancerek burleski – Roxi D’lite, Kiki Kaboom i Koko La Douce. Do Polski sprowadziła go Betty Q, która wystąpi ze specjalnym pokazem na żywo podczas premiery filmu w Polsce, która będzie miała miejsce już w piątek!

Projekcje
08.03. Solec 44, Warszawa
14.03. Szara Eminencja, Piaseczno
24.03. Klub Komediowy Chłodna, Warszawa
12.04. Zatoka Sztuki, Sopot

Oficjalna strona

Odleć z Betty Q & Crew!

Klub Komediowy Chłodna jest jedyny w swoim rodzaju. Jest to pierwszy (i jak dotąd chyba jedyny) klub komediowy w Polsce. Niemal codziennie można tam zobaczyć występy kabaretów (fantastyczny „Pożar w burdelu”!), stand-up, improwizacje, projekcje filmów, a także spektakle burleski w wykonaniu Betty Q & Crew. Ostatnie show odbyło się 27 stycznia i miałam ogromną przyjemność siedzieć na widowni w pierwszym rzędzie.

Każdy spektakl posiada swój motyw przewodni i pewną fabułę. Motywem przewodnim tego show był „odlot”. Z tej okazji dziewczyny uczestniczyły też w świetnej sesji fotograficznej w mundurkach stewardess (zdjęcia można zobaczyć np. tutaj).

Co do samego spektaklu – Betty niezmiennie zaskakuje mnie swoją pomysłowością. Było to już czwarte show na Chłodnej, na którym byłam i do tej pory powtórzył się tylko jeden numer – „Frankfurt” w wykonaniu QT. Ostatnie show było moim zdaniem najbardziej różnorodne artystycznie – oprócz typowych numerów w stylu neo-burlesque zawierało w sobie także numery wyłącznie aktorsko-taneczne, za to pozbawione elementu striptizu, co jest miłym odniesieniem do początków burleski, która wszak ma korzenie w satyrze i komedii muzycznej.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje z pewnością odważny i widowiskowy numer „Amsterdam” w wykonaniu Juicy Jane oraz „Szeherezada” z elementami tańca brzucha, w wykonaniu Betty Q. Sama swoją przygodę z tańcem zaczynałam właśnie od tego stylu, tym bardziej ciekawe było dla mnie, jak świetnie da się je połączyć w jeden efektowny numer. Do łez rozbawił mnie też „Parostatek” w wykonaniu duetu tych dziewczyn i kapitana Redy.

Znakomicie prezentowały się też najnowsze członkinie zespołu – Coco De Chocolat, QT oraz Misty A, która poradziła sobie brawurowo mimo drobnych problemów technicznych (po tym rozpoznaje się prawdziwy profesjonalizm!)

Z niecierpliwością czekam na kolejne edycje tej imprezy!

Odleć z Betty Q & CrewOdleć z Betty Q & Crew Odleć z Betty Q & Crew Odleć z Betty Q & Crew Odleć z Betty Q & Crew

Klub Komediowy Chłodna

Betty Q & Crew

Hell Foto (pięknie dziękuję za udostępnienie zdjęć!)