Jak odejść, to z hukiem – Pin Up & Burlesque Party vol. 6!

Znalezione obrazy dla zapytania pin up burlesque party 6

Oj, do napisania tej relacji zbierałam się długo. Ale było trochę do pomyślenia.

Więc tak – kilka dni po zakończeniu Pin Up & Burlesque Party jego niestrudzone organizatorki, Vintage Girl i Ina Von Black oświadczyły, że była to ostatnia edycja. Trochę rozumiem tę decyzję, ale szkoda mi właściwie jedynej takiej imprezy w stylu retro w Polsce. Pin Up & Burlesque Party nigdy nie było piknikiem na który przychodziło się w dżinsowych szortach i flaneli. Dziewczynom udało się stworzyć elegancki event, na który osobom aktywnym w naszej niszy nie wypada nie być i nie wypada nie wyglądać. Miałam ogromną przyjemność spędzić wieczór w towarzystwie takich dziewczyn jak Klod, Nina Holy, Rockagirl, RetroFem, Edie Von Cinnamon, Lacy Dottie i Vilma Rouge. Myślę, że nasza loża była pełna najpiękniejszych osób tego wieczora, ale wszyscy bardzo się starali 🙂

Dużo rzeczy pozostało takich samych. Impreza odbyła się w łódzkiej Scenografii (która nadal jest wspaniała), DJ Oldstyle przygrywał w przerwach pomiędzy setami. Retro Pasjonaci pojawili się z pięknym samochodem, przy którym można było sobie zrobić zdjęcie. Po zmroku jak zwykle było to pewnym wyzwaniem 🙂

Pewne rzeczy zostały jednak zmienione. Zupełnie obiektywnie myślę, że zaangażowanie w imprezę Betty Q było bardzo dobrym pomysłem. Jej spory wkład był dla tego wieczoru prawdziwym zastrzykiem energii. Betty energicznie poprowadziła imprezę, była też kuratorką sceny burleskowej. Oprócz tego miała swoje stoisko z merchandisingiem, na którym oprócz zdjęć znalazły się ręcznej roboty pasties i fascynatory!. Innymi atrakcjami były możliwość zrobienia sobie fryzury retro u Mamy Q, a następnie mini-sesji zdjęciowej z Fottoo.pl, która zaaranżowała najmniejsze studio świata i miała przy sobie mnóstwo ślicznych rekwizytów.

Scarlet del Acosta Betty Q

Burleska była na dobrym poziomie. Największe wrażenie zrobiła na mnie headlinerka, Colette Collerette, która wygląda jak żywcem wyjęta z końca lat 20. Zaprezentowała dwa numery, każdy z jakimś „smaczkiem” – w pierwszym żonglowała lewitującą kulą (a ja stałam w pierwszym rzędzie publiczności i nadal nie wiem jak to robiła), w drugim zaprezentowała bardzo klasyczny taniec z wielkim balonem. Wszystko było dopracowane – kostiumy, choreografia, muzyka, makijaż. Perfekcja!

Colette Collerette Colette Collerette

Oprócz Colette wystąpiły relatywnie nowe na scenie Scarlet Del Acosta (w klasycznym numerze z balonikami), Maggie Rabbit (która zaśpiewała na scenie „Duet kwiatów” z opery „Lakme” i rozwaliła mnie na łopatki) i Vila Vanilla (nie widziałam jeszcze takiego wykorzystania światełek LED na scenie i jestem absolutnie zaczarowana). W kategorii „wyjadaczek” pojawiły się Betty Q i Juicy Jane, obie z numerami rzadko pokazywanymi, więc nawet regularna burleskowa dziwka taka jak ja mogła zobaczyć coś nowego.

Scarlet del Acosta

Vila Vanilla

Pin up był, jak i w poprzednich latach, głównie w publiczności. Trochę mi brakowało czegoś bardziej związanego z modą, bo akcent znowu zdecydowanie był na „burlesque”. Myślę, że można było zorganizować na scenie coś związanego z modą, co nie było nagrodą za najlepszą stylizację. Ale, ale, muszę przyznać, że dziewczyny w tym roku zmieniły zasady i rozdały nagrody osobom, które po prostu uznały za najlepiej ubrane. Myślę, że jako organizatorkom jak najbardziej przysługuje im taki przywilej i popieram takie rozwiązanie. Ponadto nagrody – książki poświęcone ludziom z naszej ulubionej epoki – powędrowały w ręce osób, które wygrały bardzo demokratyczne losowanie.

Pin Up Burlesque Party

To oczywiste, że można było mnie znaleźć klaszczącą w pierwszym rzędzie 🙂

Pin Up & Burlesque Party

Najmniej z programu rozrywkowego obchodził mnie występ zespołu Tiger Skull, który w porównaniu z zespołami grającymi w poprzednich latach uderza dużo bardziej w punkowe nuty psychobilly. Bardzo niemoje, więc kwestia gustu. Jeśli ktoś jest fanem, pewnie bawił się dobrze – mnie nieco przeszkadzał fakt, że zespół był nagłośniony tak, że nawet na drugim końcu klubu nie dało się rozmawiać bez krzyczenia do siebie nawzajem.

Impreza nie odbiegała poziomem od poprzednich edycji. Jako ukoronowanie wysiłku dziewczyn – myślę, że była dobrym pożegnaniem. Trochę szkoda, a trochę ciekawa jestem, czy na rynku pojawi się jakieś wydarzenie, które wypełni lukę, jaką Pin Up & Burlesque Party niewątpliwie po sobie zostawi.

Zdjęcia: Obiektywna Łódź

A tak prezentowałam się na imprezie ja:

Zdjęcie: Retro Pasjonaci – Łódź
Bluzka + spódnica: ReStyle
Rękawiczki, fascynator, biżuteria: wyciągnięte z mojej przepastnej szafy pełnej skarbów

Zmęczenie materiału, czyli Pin Up & Burlesque Party #5

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Na początek, żeby nie było, że się od razu czepiam – było naprawdę fajnie. Pin Up & Burlesque Party pozostaje jednym z bardzo nielicznych eventów o stylistyce retro w Polsce, który jest organizowany regularnie, na poziomie, z pomysłem i nie jest eventem stricte rockabilly. Ze wszystkich tych powodów bardzo się cieszę za każdym razem gdy wskakuję w autobus do Łodzi by zabawić się wśród innych miłośników stylu retro, którzy lubią się wystroić na specjalną okazję.

Ale.

Formuła imprezy, która świetnie zagrała dwa lata temu i cały czas broniła się w zeszłym roku, po raz trzeci już trochę nudzi.

Miejsce – klub Scenografia – jak zwykle było wspaniałe. Scena, bar, pyszne drinki. Retro Pasjonaci – Łódź pojawili się, jak co roku, z pięknymi samochodami, przy których udało się cyknąć parę fotek. Ze względu na układ ogródka w Scenografii, niestety nie udało się ustawić samochodów tak, by uzyskać jakieś sensowne światło, w związku z czym zdjęcia były okupione walkami z lampą i dużą ilością cienia.

Prowadzący Łukasz Jaskóła, który wie, że darzę go ogromną sympatią (i wszystkie te rzeczy o których napiszę, powiedziałam mu osobiście), podpadł mi trochę. Po pierwsze, brakiem solidnego rozpoczęcia imprezy (jakieś „Witamy na piątej edycji Pin Up & Burlesque Party, imprezie przygotowywanej przez Vintage Girl i Inę Von Black, ja nazywam się Łukasz i będę was dzisiaj zabawiał, a gdybyście woleli inne atrakcje, to mamy ich dla was mnóstwo, więc bawcie się dobrze!” – tak, żeby wiadomo było, że impreza się zaczyna, z hukiem). Po drugie, postawą. Konferansjer, host, osoba prowadząca show to ktoś, kto buduje nastrój, kto odpowiednio nastawia i nakręca publiczność. Łukasz zachowywał się trochę tak, jakby przepraszał, że zajmuje nas czas, a trochę jakby nie wiedział co powiedzieć. Jego zmieszanie udzielało się mnie, osobie na publiczności. Po trzecie, Łukasz podpadł mi nieumiejętnością wymówienia pełnego pseudonimu zagranicznej gwiazdy sceny burleskowej. Fakt, „Xarah Von Den Vielenregen” nie należy do pseudonimów, które łatwo wpadają w ucho, ale bycie headlinerem zobowiązuje. Ekipę organizującą. Do tego, żeby umieli podać jej pseudonim w prawidłowy sposób. Nawet Vintage Girl w swojej relacji z eventu się machnęła.

Głównym punktem programu  była oczywiście burleska. Tu również zabrakło mi jakiegoś odpowiedniego zbudowania nastroju, jak i oddzielenia dwóch części, jakimi były scena otwarta i artyści zaproszeni przez organizatorki.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

A na scenie otwartej Dragon Ines wystąpiła z dwoma numerami – dziewczyną-graczem (do którego to numeru mam ogromny sentyment), oraz premierowym występem, w którym wcieliła się w rolę pszczółki. Jej występy były absolutnie urocze – Ines bardzo pasuje mi do takich komediowych klimatów, z każdym kolejnym „wykonem” jest coraz lepsza i z przyjemnością będę śledzić jej kolejne poczynania.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Drugą artystką występującą na scenie otwartej była Seduce Me. Znowu, zabrakło zapowiedzi, zwłaszcza, że w świetle ostatnich dywagacji o definicji burleski ważnym wydawało mi się wyraźne zaznaczenie, że to, co prezentowała nie było burleską. W pierwszym występie Seduce Me wykorzystywała hula hoops, a w drugim fire show. Oba pokazy były bardzo zmysłowe i z pewnością wpisywały się w ogólna stylistykę imprezy, ale nie wystarczy włożyć pończochy żeby nazwać to burleską. Odrobinkę raziło mnie też, że w obu występach Seduce Me miała na sobie ten sam strój, którego elementy troszeczkę do siebie nie pasowały. Ale ponieważ to nie burleska, nie obowiązują te same konwencje dotyczące kostiumu.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Bunny De Lish jako jedyna z polskich performerek zaproszonych przez organizatorki imprezy wystąpiła z dwoma numerami. Jestem ciekawa, co było tego powodem. Między innymi dlatego, że zamiast jej dwóch występów chętnie zobaczyłabym drugie numery Castii i BonBon. Niezrozumiała fabuła obu numerów Bunny, nagromadzenie rekwizytów, słaba choreografia, nagminny lip sync (przywodzący mi na myśl drag show, ale to może dlatego, że naoglądałam się RuPaul’s Drag Race) i nieciekawe kostiumy – wszystko to składa się na po prostu marne show. Dało się to też odczuć w znikomej reakcji z publiczności. Dysproporcja pomiędzy występami jej, a Dragon Ines była duża – na niekorzyść Bunny. Jeśli osoba występująca na scenie otwartej, za darmo, jest lepsza niż osoba opłacona przez organizatorski, to coś tu nie gra. Przez ostatnie dwa lata postępy zrobione przez Bunny były mikroskopijne i ja po prostu nie zapłaciłabym za to, żeby zobaczyć ją na scenie. Nawet pięciu złotych.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Za to Castia i Bonbon podobały mi się wielce. Castia La Rossa jest jedną z nielicznych w Polsce performerek, które robią klasyczną burleskę, która się broni. Jest to ładne, estetyczne, kostiumy są piękne i widać, że Castia czuje się na scenie świetnie. Za to Bonbon La Kritz, mimo iż nie występuje często, za każdym razem daje bardzo dobre, energetyczne show pełne komizmu i uroczej mimiki.

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

Pin Up & Burlesque Party #5

Fottoo.pl

W końcu headlinerka, zagraniczna performerka pochodząca z Amsterdamu. Xarah Von Den Vielenregen należy do tych gwiazd burleski, o których miałam bardzo wysokie mniemanie. Nie tylko pojawiła się w zestawieniu Burlesque Top 50, ale też mocno trafia w moje poczucie estetyki, nawiązując w swoich występach do europejskich kabaretów z lat 20 i 30. Byłam więc bardzo podekscytowana możliwością zobaczenia jej na żywo… i trochę się zawiodłam. Oba numery były oczywiście bardzo, bardzo ładne estetycznie, miały przepiękne, bogato ozdobione kostiumy o jakich polskie performerki nadal mogą sobie marzyć, ale… nie było w nich niczego, czego nie widziałabym wcześniej. Żadnej zaskakującej choreografii czy triku. W sumie nawet trochę niewykorzystane w pełni części garderoby czy rekwizyty. A kroplą, która przelała moją czarę goryczy był aplauz wmontowany w zakończenie podkładu muzycznego przy każdym jej występie. Artysta, który sam sobie musi dogrywać brawa na koniec występu nie wróży mi dobrze.

Jestem naprawdę zadowolona, że mamy w Polsce imprezę, na której pojawiają się zagraniczni performerzy burleski i mam nadzieję, że na kolejne edycje organizatorki również będą ściągały ludzi z zagranicy, ale z chęcią zobaczyłabym kogoś z trochę innej stylistyki. Zarówno Xarah Von Den Vielenregen jak i zeszłoroczna headlinerka, Greta Qamar, reprezentują podobny nurt estetyczny, bazujący na mrocznym klimacie, bogatych kostiumach i nacisku na elementy wizualne (a nie techniczne). Burleska, jak można przeczytać w moim poprzednim poście, to naprawdę różnorodna sztuka, więc z chęcią zobaczę więcej tej różnorodności u nas.

Nowością w programie były wprawki swingowe połączone z małym pokazem tanecznym. Na ile udaną – trudno mi powiedzieć. Nie umiem i nie lubię tańczyć w parze, więc nie brałam w nich udziału. Zdaje się, że zainteresowanych jednak trochę było.

Pin Up & Burlesque Party #5

Foto: Dominik Kolęda

Konkurs Miss Pin Up odbył się z niezmienioną formułą głosowania publiczności. Wygrała Klod, którą miałam okazję poznać podczas American Day 5. Jej look był słodki i bardzo dopracowany, acz nie mogę nie wspomnieć o swojej nutce rozczarowania na to, że na (ostatecznie) trzynaście kandydatek w konkursie, marynarskich pin up girls było aż trzy, w bardzo podobnych stylizacjach.

Jednym z ostatnich punktów programu był koncert The Real Gone Tones. Energia podczas ich występu była świetna, nawet jeśli nie jestem największa fanką rockabilly w stylu lat 50. Patrząc na zespoły występujące podczas poprzednich edycji imprezy – Mike Gowin Band, Burnin’ Hearts, Monkey And The Baboons – nie da się nie zauważyć, że reprezentują one podobny nurt muzyczny. I wszystkie już gdzieś widziałam – głównie dlatego, że niewiele jest imprez retro, na których nie byłam 🙂 Ale może w przyszłym roku warto poeksperymentować z jazzem, bluesem, swingiem?

Głównym moim przemyśleniem po piątej edycji Pin Up & Burlesque Party była właśnie ta powtarzalność punktów programu. Być może ta przewidywalność była powodem dla którego dało się odczuć, że ludzi w tym roku było jakby trochę mniej?

Przeczytaj moje relacje z poprzednich edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 4
Pin Up & Burlesque Party Vol. 3
Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Pin Up & Burlesque Party vol. 4

Pin Up & Burlesque Party vol. 4

Za nami już czwarta edycja Pin Up & Burlesque Party, czyli łódzkiej imprezy która powoli staje się głównym wydarzeniem w kalendarzu wielbicieli stylu retro, brokatu, pereł i muzyki z dawnych lat.

Organizatorki – Vintage GirlLady in Black – postawiły na sprawdzoną w zeszłym roku formułę. Impreza znowu odbyła się w klimatycznym klubie Scenografia, konferansjerem był błyszczący dowcipem w cekinowej marynarce Łukasz Jaskóła, wspierał go Milczący Asystent marzący o tytule Miss Pin Up, a muzyką w przerwach zabawiał DJ Oldstyle. Lepsze jest wrogiem dobrego, a jeżeli coś się sprawdza, to w sumie po co zmieniać? Zarówno miejsce jak i prowadzący zdali egzamin. Muzyka była świetna, nóżka sama tupała, a drinki serwowane przez barmanów były pyszne i podawane w ogromnych szklankach i kieliszkach.

Głównym punktem programu Pin Up & Burlesque Party vol. 4 była zdecyowanie burleska i to od niej zaczęły się występy artystyczne. Nowy duet na polskiej scenie burleskowej, Grotesque Bel Air, dał bardzo porządny debiutancki występ. Widać, że dziewczyny przywiązują wiele uwagi kostiumom i choreografii, całość była naprawdę udana. Jedyne co można im zarzucić to nieco banalna stylistyka, ale de gustibus non disputantum est. Santa Evita zaprezentowała numer w stylu Marii Antoniny – jest to nisza burleskowa obecna na scenach światowych ale do tej pory nieistniejąca w Polsce. Wrażenie wizualne było niezwykłe, ogromne wrażenie zrobiła na mnie zwłaszcza przepiękna krynolina zrobiona przez Evitę własnoręcznie.

Pokazy gwiazd zaczęła moja „ziomalka” Dirty Lilly z którą debiutowałyśmy na tej samej imprezie 🙂 Mimo problemów technicznych wykazała się ogromną klasą i profesjonalizmem, a jej numery były pełne energii i tej wywrotowości, która charakteryzuje samą Lilly 😉 Rose de Noir zaprezentowała numer z ciekawym trikiem z dymiącym garnkiem i drugi w którym główną rolę grał błyszczący strój i wachlarze z piór. Prawdziwą bombą były występy Red Juliette, która jest naszym narodowym skarbem i prezentuje burleskę na naprawdę światowym poziomie. Zarówno gorrrrący „Czerwony jak cegła” jak i nowy owocowy numer kubański pokazywały Juliette jako wulkan energii i wdzięku, którym jest też prywatnie. Ta dziewczyna nie ma sobie równych jeśli chodzi o taneczną odmianę burleski!

Gwiazdą wieczoru była berlińska performerka Greta Qamar, która po raz pierwszy występowała w Polsce podczas Burleskowej Sceny Urodzinowej. Dała show zupełnie innego rodzaju – mistyczne, dające niesamowite wrażenia wizualne. Oba numery bazowały na prostych trikach, które odpowiednio podkręcone dawały niesamowity efekt – bo suknia rozwiewana za pomocą wiatraka niby nie jest niczym oryginalnym, ale suknia w połączeniu z kajdankami i niesamowitym nakryciem głowy, które kryło w sobie dwa wachlarze – piorunujące!

Zakończeniem części artystycznej był koncert zespołu Mike’a Gowina. Chłopaki grają świetnie i znamy się jeszcze z Polish Boogie Festival, więc nie pozostawało nic innego jak tańczyć pod sceną.

Osobny paragraf trzeba poświęcić na widownię. Mam wrażenie, że było jej mniej niż podczas poprzedniej edycji, ale cóż to była za widownia! Nie wiadomo było gdzie oczy podziać, wszyscy wyglądali tak pięknie. Dawno nie chodziłam tak od osoby do osoby by wyrazić zachwyt toczkiem, etolą czy gorsetem. Mnóstwo było twarzy znajomych z warszawskich imprez (co jest kolejnym dowodem na to, że na Pin Up & Burlesque Party po prostu Trzeba Być). Mnóstwo było też fotografów, co widać po liczbie zdjęć z wydarzenia. Ponownie pojawiła się też reprezentacja Retro Pasjonatów z pięknymi samochodami, przy których nawet udało mi się zrobić kilka zdjęć.

Właściwie wszystkie zastrzeżenia jakie miałam wobec poprzedniej edycji tym razem się nie pojawiły. Prezentacja uczestniczek konkursu Miss Pin Up była śmieszna i stanowiła dobry przerywnik między kolejnymi częściami, a Zosia z Retro Chic Chick słusznie zdobyła pierwszą nagrodą – nikt z taką gracją nie chodzi o kulach. Stoiska z ciuchami i akcesoriami cieszyły się chyba sporym zainteresowaniem (pozdrawiam Cherry Bonbons Atelier!), żałowałam, że nie kupiłam śpioszków w stylu rockabilly dla dziecka znajomych 🙂

Nie byłabym sobą gdybym nie miała kilku uwag, ale naprawdę nie psuły one ogólneo wrażenia, które było bardzo, bardzo dobre. Jak zwykle zabrakło mi więcej obecności organizatorek na scenie – dziewczyny, nie bójcie się stanąć na scenie, powiedzieć parę słów i zebrać zasłużone brawa! Trochę brakowało także jakiegoś rozpoczęcia imprezy z przytupem – Łukasz od razu przeszedł do zapowiadania numerów, a przydałoby się jakoś przypomnieć co to za event, po co tu jesteśmy, co się będzie działo czy choćby przedstawić się. Tym niemniej jestem pod wrażeniem wyostrzającego się dowcipu konferansjera 🙂

Dały się też zauważyć wpadki techniczne – wspomniany wcześniej problem z muzyką do numeru Dirty Lilly i poszukiwanie przedłużacza do wiatraka tuż przed występem Grety Qamar. Takie rzeczy powinny być sprawdzane podczas prób, ale wierzę, że nie przydarzą się już nigdy więcej. Malutkim zgrzytem było też dla mnie intensywne naganianie do brania udziału w konkursie Miss Pin Up – myślę, że chętne tak czy inaczej by się znalazły. Może trzeba było inaczej rozwiązać kwestię zgłoszeń do konkursu?

Pin Up & Burlesque Party vol. 4 było dla mnie imprezą bardzo udaną, ale mam nadzieję, że dziewczyny nie osiądą na laurach i na kolejną edycję przygotują coś nowego – kibicuję zwłaszcza zapraszaniu performerów z zagranicy!

Poniżej kilka linków do galerii ze zdjęciami z imprezy:

Wojciech Lewiński

Dominik Kolęda Photos

Retro Pasjonaci (ich autorstwa również zdjęcie zamieszczone na początku wpisu)

Plaster Łódzki

Dzień Dobry Łódź

Przeczytaj moje relacje z innych edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 5

Pin Up & Burlesque Party Vol 3
Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Trzecia edycja łódzkiej Pin Up & Burlesque Party była zdecydowanie najlepszą. Było bardzo dużo dobrej burleski, nieco mniej pin up, ale to co było, również było bardzo, bardzo smaczne.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Występy burleskowe były podzielone na dwie części – Greenhorns, czyli świeżynki, dziewczyny występujące od niedawna, oraz Aleję Gwiazd. W ramach pierwszego setu wystąpiły Rose De Noir, Santa Evita i tańcząca na rurze Black Lady, w ramach drugiego BonBon La Kritz, Coco de Chocolat, Juicy Jane i Betty Q. O jakości ich występów świadczy fakt, że kompletnie zdarłam sobie gardło wiwatując pod sceną 🙂

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Przede wszystkim muszę wygłosić zachwyt nad miejscem imprezy. Klub Scenografia okazał się być strzałem w dziesiątkę – piękne wnętrze, wystylizowana i bardzo sprawna obsługa, pyszne drinki i jedzenie (z trudem dałam radę burgerowi wege, bo porcja była ogromna), no i przede wszystkim świetna scena!

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Milczący Asystent jak zwykle pokazał klasę i świetnie współgrał z konferansjerem płci męskiej. Mam wrażenie, że bycie „zapowiadaczem” na imprezach burleskowych to niełatwe zajęcie, bo trzeba budować zupełnie inny nastrój. No i przekonać publiczność – zwykle nieprzyzwyczajoną do bycia aktywną częścią show – do zapomnienia o przysłowiowej „czwartej ścianie” i głośnego wiwatowania. Tym niemniej Łukasz Jaskóła wypadł w tej roli bardzo zgrabnie. Ma też u mnie ogromnego plusa za wystąpienie WE FRAKU.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Po imprezie kręciły się hostessy częstujące gości nową odmianą Finlandii Spices – muszę przyznać, że na chłodne listopadowe wieczory będzie w sam raz. Z innych atrakcji poza sceną było stoisko Greta Vintage Store (na które niestety nie dotarłam, a szkoda!) oraz możliwość zrobienia sobie zdjęć przy zabytkowych autach zapewnionych przez Retro Pasjonatów.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Najsłabszym dla mnie punktem programu po raz kolejny był pokaz. Długie przerwy między kolejnymi modelkami i stosunkowo mała liczba prezentowanych modeli nie wzbudziły mojego zainteresowania. Nuży mnie też już nieco lansowanie jednego typu urody w polskiej modzie w stylu pin up – intensywny kolor włosów (jarzeniowy lub kruczoczarny), chuda sylwetka, ew. tatuaże. Niestety tylko jednak modelka na pokazie była nieco bujniejszych kształtów – a szkoda! Dla mnie pin up jest taki fajny m. in. dlatego, że dziewczyny nieposiadające rozmiaru XS mogą znaleźć w nim coś dla siebie, czuć się kobieco i atrakcyjnie i znaleźć stroje podkreślające ich walory. Dlatego kolejny gotycki pokaz gorsetów i sukienek nieco mnie rozczarował – nie dlatego, że prezentowane ubrania były nieatrakcyjne (wręcz przeciwnie, gorsety od Vermillion Corsets zrobiły na mnie duże wrażenie!), ale dlatego, że widziałam to już wiele razy i to nie jest ta pinupowa stylistyka, która mnie osobiście kręci.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Innym punktem programu który niespecjalnie do mnie przemawiał był koncert zespołu Burnin’ Hearts. Nie przepadam za tego typu muzyką, dlatego po prostu oddaliłam się w kierunku baru posilić się wspomnianym wege burgerem. Muszę tu jednak przyznać, że energia idąca ze sceny była wyczuwalna na drugim końcu sali, a ludzie ewidentnie bawili się świetnie, zatem występ zdecydowanie się udał.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Jeśli miałabym mieć jakiekolwiek zastrzeżenia, to dotyczyłyby one organizacji konkursu Miss Pin Up. Nie miała miejsca przewidziana w programie prezentacja uczestniczek konkursu, co moim zdaniem sprawia, że z konkursu na najlepszą stylizację zmienił się on bardziej w konkurs na to, kto przyprowadził ze sobą więcej znajomych. Ponieważ jednak konkurs wygrała dziewczyna, która również i moim zdaniem miała najlepszy strój, nie mam dziewczynom za złe 🙂 Była to też okazja do tego, żeby znowu popatrzeć na przepiękną publiczność, która bardzo poważnie podeszła do zaleceń dotyczących dress code’u – dress to impress.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Organizatorki imprezy, Vintage Girl i Ina Von Black oświadczyły, że rezygnują z organizowania imprezy dwa razy do roku i że kolejnej edycji można się spodziewać w przyszłym roku. Moim zdaniem to dobra decyzja, tak dobrą zabawę należy odpowiednio dozować! 🙂

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Wszystkie zdjęcia wykorzystane powyżej dzięki uprzejmości Nosferat Factory. Poniżej zaś kilka moich słitfoci z instagrama, którego możecie śledzić o tu.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Z QT – klub czarnych stroików niewidocznych na zdjęciach 🙂

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Z TĄ Red Juliette. Wyglądającą jak gwiazda starego Hollywood.

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

Na imprezie nie zabrakło też Little Lotte 🙂

Pin Up & Burlesque Party vol. 3

To jest balkon w Scenografii. TAK TAM WYGLĄDAJĄ BALKONY.

Przeczytaj moje relacje z innych edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 5
Pin Up & Burlesque Party Vol. 4

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Wakacje z pin up!

wakacje z pin up

Lato sprzyja imprezom, zwłaszcza plenerowym. Ponieważ staram się być na bieżąco z tym co dzieje się w światku entuzjastów stylu retro, pokusiłam się o przegląd wakacyjnych imprez związanych z tematyką pin up – dzieją się w różnych miejscach, więc może uda się coś znaleźć osobom z różnych końców Polski 🙂

rockabilly festivalJuż za tydzień, bo w weekend 21-23 czerwca w Strykowie pod Poznaniem odbędzie się Rockabilly Festival. W planie jest wiele koncertów, parada, konkursy, kursy tańca, pokazy mody oraz motocyklów, studio tatuażu, wybory miss pin up, a nawet specjalne miejsce zabaw dla dzieci – słowem, każdy coś dla siebie znajdzie!

***

PIN_UP_PARTY29 czerwca w łódzkim klubie Elektrownia będzie miało miejsce Pin Up Party – Summer Edition. W programie oprócz potańcówki w rytm muzyki z lat 40, 50 i 60 pokaz i sprzedaż ubrań, stylizowane drinki, wypieki, a dla wybranych uczestniczek również metamorfozy i udział w sesji zdjęciowej.

***

weź się pin up13 lipca w Radomiu jest impreza o dźwięcznej nazwie Weź Się Pin Up. W programie tego wydarzenia są m. in. warsztaty ze stylizacji na lata 50 i 60 XX wieku, pokaz tatuażu, warsztaty fryzjerskie, retro drinki, amerykańskie ciasteczka i wata cukrowa, a gościnnie pojawi się tam moja koleżanka niejako po fachu, Zosia z Retro Chic Chick. Oprócz tego konkursy z wieloma nagrodami (makijaż, manicure, tatuaż, kolczykowanie, sesja zdjęciowa, obiad w Piwiarni oraz rabaty na usługi sponsorów wydarzenia).

***

polish boogie festival 2013W dniach 21-27 lipca w Człuchowie na Kaszubach będzie miała z kolei miejsce dziewiąta edycja Polish Boogie Festival. W jego programie również można się spodziewać koncertów, nauki tańca boogie-woogie, a także warsztatów stylizacji pin up prowadzonych przez Pin Up Candy, pikniku, pokazów filmowych, potańcówek, oraz ponownie wyborów miss pin up.

***

pin up piknik31 sierpnia, na zakończenie wakacji, w poznańskiej Cytadeli będzie miał miejsce trzeci Pin Up Piknik. Podczas imprezy, przy dźwiękach rock&rolla, z pomocą wizażystek i stylistek odbędą się metamorfozy wcześniej wybranych uczestniczek, które następnie wezmą udział w sesji zdjęciowej. Będą także pokazy mody, po których będzie można zaopatrzyć się w odzież, bieliznę, gorsety, pończochy i inne rzeczy związane ze stylistyką retro, czyli wszystko co potrzebne by samej przeobrazić się w pin up girl.

I co, wybierzecie się na którąś z tych imprez? Jeśli wiecie coś jeszcze o jakichś tego typu przedsięwzięciach, o których tu nie wspomniałam, koniecznie dajcie mi znać!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Imprez o tematyce pin up coraz więcej! Tym razem pojechałam do Łodzi!

Muszę przyznać, że po całkiem udanej imprezie w Poznaniu druga edycja łódzkiego Pin Up & Burlesque Party zostawiła we mnie spory niedosyt. Nie ma to związku nawet z „zawartością” imprezy – wszystkie pokazy były dobre, koncert wręcz zdecydowanie lepszy niż w Poznaniu.

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Z burleską wystąpiła Betty Q z dwoma numerami, bardzo od siebie różnymi i dzięki temu pokazującymi różne oblicze tego, co burleska obejmuje. Oba numery zresztą należą do moich ulubionych – buduarowe i uwodzicielskie „Nasty Naughty” oraz wspaniałe, dramatyczne „Bang Bang” (czerwone płatki były świetnym substytutem brokatu, a na pewno dużo lepiej widocznym z odległości!).

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Bardzo dobrze zaprezentowała się Red Juliette z premierowym numerem „Diamonds Are Forever” i znanym już z Chłodnej „Pokerem”. Jej występy charakteryzują się żywiołowością i energią, jest w nich dużo tańca, nieco mniej klasycznej burleski. Ogląda się ją jednak wspaniale i mam nadzieję widywać ją częściej.

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Trzecią występującą była nieznana mi wcześniej Lola Deville, która wystąpiła z fireshow z elementami burleski. Był to niesamowicie widowiskowy, długi pokaz. Może nawet trochę zbyt widowiskowy – mam wrażenie, że zostało w nim pokazane wszystko i nie wyobrażam sobie, jak można by go przebić (nie podpalając się dosłownie na scenie). Było plucie ogniem, połykanie ognia, przesuwanie po ciele płonącymi kijkami, poi, hula hoop, płonące krzesło i fajerwerki. No i element burleski. Tym niemniej w niektórych momentach z trudem powstrzymywałam się od okrzyków zachwytu (wykorzystanie „mObscene” Marylina Mansona z hula hoop było genialne, poczułam się jak w demonicznym cyrku z teledysku do tej piosenki).

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Najsłabszym elementem programu był pokaz sukienek marki Pretty Girl z udziałem uczestniczek projektu „Metamorfozy” – głównie ze względu na to, że nie został on należycie zapowiedziany. Sam pokaz był też niezwykle krótki, przez co nie było możliwości przyjrzeć się lepiej prezentowanym kreacjom.

Pin Up & Burlesque Party Vol. 2

Ostatnim punktem programu był koncert zespołu Monkey And The Baboons. Przyznam, że nie słucham takiej muzyki na co dzień, ale słuchało mi się ich bardzo przyjemnie, nóżka sama podrygiwała do tańca. Widziałam też, że część publiki nie poprzestała na podrygiwaniu tylko nóżką.

Dlaczego więc ostatecznie jednak niedosyt? Niestety, to co zawiniło, to organizacja imprezy.

Największym błędem popełnionym przez organizatorki był wybór Dekompresji jako nowego miejsca imprezy. Przeliczyły się co do ilości uczestników (żeby wypełnić to miejsce musiałoby ich być chyba ze dwa razy więcej niż było), miejsce było też zwyczajnie niepasujące klimatem – dostosowane do rockowych koncertów, a nie pokazów tanecznych i stylu retro. Typowo koncertowe oświetlenie i mało atrakcyjny bar, w którym piwo podawano w plastikowych kubkach burzyły mi nastrój wieczoru.

Istotą fascynacji stylem retro jest dla mnie tęsknota za tym klimatem, za klubami, za potańcówkami z dawnych lat. Jeśli idę na imprezę retro to chcę się czuć w stylu retro, a nie jak na imprezie z przebierankami, gdzie ekipa klubu dziwnie się patrzy i kompletnie, że pozwolę sobie użyć sformułowania mojej ulubionej koleżanki, nie kąsa fabułki.

Podczas samej imprezy zabrakło (dramatycznie wręcz) dobrej konferansjerki. Nie wystarczy wkleić programu do opisu wydarzenia na facebooku i liczyć, że widz będzie wszystko sam wiedział i znał na pamięć (rozczarowaniem był fakt, że w opisie wydarzenia były podane dwie różne godziny rozpoczęcia. O 20 ludzie zaczęli wchodzić na salę na górze, na której w najlepsze trwała próba zespołu. Początkowo kompletnie nikt nie zwrócił na to uwagi i dopiero po kilkunastu minutach ochroniarze zaczęli nerwowo wszystkich wypraszać). Ja jako widz czułam się źle z tym, że na scenie pojawiał się co jakiś czas lekko wstawiony pan, który zdawał się nie wiedzieć po co na tę scenę wychodzi, kogo właściwie zapowiada i co się teraz będzie działo. Trochę nie wiem też, dlaczego na początku imprezy nie pokazały się same organizatorki – w końcu to one były sprawczyniami tego wieczoru. Brakowało sensownych zapowiedzi kolejnych numerów, odrobiny wprowadzenia w poszczególne punkty programu (zwłaszcza dla widowni niezaznajomionej z burleską i rodzajem pożądanych zachowań podczas występów), zapełnienia przestrzeni pomiędzy kolejnymi wydarzeniami na scenie. Dało się to odczuć zwłaszcza w dwóch momentach – podczas pokazu sukienek Pretty Girl i między częścią pokazową a koncertową. Pisałam wcześniej, że pokaz był dla mnie najsłabszą częścią programu. Uważam tak dlatego, że właściwie nic nie zostało o nim powiedziane. Wiedziałam cokolwiek o projekcie „Metamorfozy” tylko dlatego, że sama się do niego zgłosiłam. Gdyby nie to, nie wiedziałabym kim są dziewczyny na scenie (tyle tylko, że ewidentnie nie zawodowymi modelkami) i co wśród nich robią Nina Holy i Rockagirl. Szkoda, że nie powiedziano parę słów więcej o projekcie, jego przebiegu (pokaz był kulminacją projektu, którego częścią była też sesja zdjęciowa), jak również o partnerze imprezy – wszak to mainstreamowa firma, niepowiązana na co dzień ze stylistyką pin up.

Później zaś, po zakończeniu części pokazowej a przed koncertem zabrakło mi informacji o tym, że to koniec części pierwszej, że teraz będzie chwila przerwy technicznej, że będzie koncert – cokolwiek. Tymczasem światła zgasły na kilkanaście minut i zanim ktokolwiek pojawił się na scenie, większość ludzi z widowni zdążyła sobie zwyczajnie pójść.

Powtórzył się tu błąd, który bardzo mi przeszkadzał w Poznaniu – brak zagospodarowania sceny między numerami. Ciemność na scenie, cisza i mało atrakcyjni panowie techniczni świecący sobie komórkami wyglądają po prostu niefajnie. Burzy to cały nastrój imprezy. Nie rozumiem dlaczego nie zwraca się uwagi na takie szczegóły, zwłaszcza, że przerwy te były często dość długie. Nie chodzi o to żeby były krótsze (zawiązanie gorsetu do następnego numeru trwa, a napięcie w sumie powinno się budować), ale przecież można to jakoś zagospodarować. Na Chłodnej podczas spektakli się daje (i to jak!), więc dlaczego nie tu?

Sporą wtopą był dla mnie też kompletny brak informacji na temat zdjęć, które można sobie było robić w trakcie imprezy (pal sześć brak reklamowanego wielkiego księżyca). Gdy w trakcie koncertu wyszłam z głównej sali, panowie z Pin Up Project zwijali już sprzęt i tylko fartem udało mi się ich namówić na zrobienie jeszcze kilku zdjęć.

Dużą atrakcją poprzedniej edycji była dla mnie część wystawiennicza – na małym piętrze można było zobaczyć, dotknąć i kupić odzież i bieliznę od Greta Vintage Store, toczki z Veil.pl, sukienki od Lady Carotty. Pamiętam, że było stoisko Snowblack Corsets, jakieś buty w stylu pin up. Był to dla mnie absolutny hit! Jako osoba o trudnej figurze prawie zawsze wolę przymierzyć coś zanim kupię, więc możliwość zobaczenia rzeczy na co dzień dostępnych tylko w internecie była dla mnie ogromną atrakcją (z tamtej imprezy wyszłam zresztą z nowym pasem i parą nylonowych pończoch). Tu zabrakło tego kompletnie i nie wiem, dlaczego dziewczyny z tego zrezygnowały.

Wiem, że organizatorki zdają sobie sprawę z niedociągnięć jakie wyszły przy tej imprezie i słuchają wszystkich komentarzy. Vintage Girl w swojej notce pisze, że nie miały wpływu na zachowanie ochrony czy plastik, w którym podawano piwo. Nie do końca się z tym zgadzam – to one wszak miały wpływ na wybór takiego a nie innego miejsca. Nie wiem jak wyglądała ich współpraca z panem próbującym pełnić rolę konferansjera, ale przecież musiał on mieć jakieś notatki na temat programu wydarzenia. W ostateczności, jeśli nie pełnił on swojej roli, zawsze można było wyjść i samemu powiedzieć parę słów do publiczności. Osobiście czekałam na to, na jakiekolwiek wyjaśnienie. Nie doczekałam się. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele rzeczy nie zależało od nich, ale jeśli coś się sypie  i to widać – a posypie się niemal zawsze – nie można udawać, że nic się nie stało. Może to mój wewnętrzny control freak, ale sama upewniłabym się sto razy, że wszystko jest zapięte na ostatni guzik, a nie liczyła na dobrą wolę wszystkich współpracujących.

Podsumowując, nie było źle. Nie było świetnie i poprzednia edycja imprezy była dużo lepsza. Jednak, tak jak pisałam na początku, samej treści, temu co działo się na scenie nie mam nic do zarzucenia (jestem jak najbardziej za ukazywaniem różnorodności sceny burleskowej i tego tu nie zabrakło) i nie uważam żeby wycieczka do Łodzi była czasem straconym.

Muszę przyznać, że brakuje mi porządnej burleskowej imprezy w mojej rodzinnej Warszawie. Takiej nie żenionej niepotrzebnie z rockabilly, za którym osobiście nie szaleję, za to bardziej kabaretowej, w stylu klubów z lat 30. Być może się doczekam – a jeśli nie, to sama zacznę działać, czerpiąc z bogatego doświadczenia poprzedniczek.

Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości Rafała Wójcika.

Przeczytaj moje relacje z innych edycji Pin Up & Burlesque Party!

Pin Up & Burlesque Party Vol. 5
Pin Up & Burlesque Party Vol. 4
Pin Up & Burlesque Party Vol. 3